Jesteś tutaj
Home > MyBlog > Przemyślenia > Kręgi piekielne

Kręgi piekielne

Powiem Ci, przyjacielu co doświadczasz gdy dotyka Cię choroba, i przez jakie stopnie piekła musisz przejść, by doświadczyć wolności.

Na początku, gdy doświadczasz choroby, czujesz dumę, gniew. Ignorujesz to co czujesz. Gdy objawy stają się tak alarmujące że nie da się ich przypisać okresowym dolegliwościom, kierując się poczuciem siły podejmujesz walkę. Czytasz ksiażki, chodzisz do lekarzy. Gdy choroba nie ustępuje, a jeszcze się pogłębia, czujesz się niezwykle tym podrażniony, i jeszcze bardziej walczysz.

Mija jakiś czas, i jest coraz gorzej. Oddajesz się w ręce medycyny, która nie jest w stanie Ci pomóc. Wtedy oddajesz się pod opiekę medycyny alternatywnej. Wszelkiej maści uzdrowiciele wyciągają z Ciebie ostatnie pieniądze wpuszczając w Ciebie energie kosmiczne, i nadal nic się nie zmienia. Twój stan się pogarsza, a Ty czujesz ze tracisz kontrolę nad swoim życiem. Z powodu choroby musisz zrezygnować z aktywnego życia, z przyjaciół, wyjść, uroczych spotkań i prywatek. Zamykasz się w domu. Ale nie, jeszcze się nie poddałeś. Ludzka wiedza Cię zawiodła, Twoje ciało Cię zawiodło ale zostaje jeszcze ostatnia deska ratunkowa ludzi odrzuconych przez życie, Bóg.

Więc modlisz się, zanosząc prośby o swoje uzdrowienie. Wychwalasz Boga, robisz święte gesty, robisz ołtarzyki z obrazkami Świętych męczenników, Bogów, Bogiń, i cały czas sie modlisz. Ale dla choroby to nie ma znaczenia, jest coraz gorzej, i w końcu ze zgrozą uświadamiasz sobie ze nie możesz normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Musisz zrezygnować z pracy, a pomocy nie ma znikąd. Jeszcze się modlisz, ale mniej żarliwie, tracisz wiarę i nadzieję. W końcu, po wielu przemyśleniach i przeżytym bólu, zaczynasz nienawidzieć Boga którego wcześniej czciłeś w modlitwach i aktach strzelistych. Wyzywasz go, bluźnisz, ale to nadal nic nie zmienia, i choroba rozwija się coraz bardziej, w już doszczętnie zrujnowanym przez nią życiu. Gdy jedziesz samochodem i dostajesz ataku bólu, nie ma dla Ciebie znaczenia że możesz za chwilę spowodować wypadek, jedziesz 170km/h po wąskim moście i liczysz w duchu ze uderzysz w latarnię i wszystko się skończy. Ale o dziwo, jakimś cudownym trafem nie dochodzi do wypadku więc wracasz do domu wyzuty z energii, zgaszony i idziesz się zwinąć w kłębek by zasnąć, bo tylko wtedy możesz się zresetować, wykasować, zapomnieć o swoim ciele, nad którym nie masz kontroli.

Gdy kompletnie straciłeś nadzieję pokładaną w ludziach, w Bogu, w sobie, ogarnia Cię rozpacz, ale ta rozpacz jest już mroczna, pasywna, spokojna. Nie jest agresywna i pełna butności jak na początku. Reagujesz już bez gniewu na śmiech ludzi którzy są zdrowi, na ich radość z poczucia bycia lepszym ponieważ nie urodzili się z defektem jednego z systemów w ciele i mogą pracować i zarobić na siebie. Często myślisz o samobójstwie. Po rozpaczy przychodzi całkowita obojętność, znieruchomienie. Unikasz jak możesz wszelkich informacji o nowych metodach leczenia, ponieważ rozczarowanie powstałe ze zrozumienia że to kolejna terapia która nie pomogła jest tak straszny, ze unika się go za wszelką cenę. Nadzieja musi umrzeć, by można było żyć.

Gdy widzisz na ulicy uśmiechniętych ludzi, śmiejących się, i wiesz że Ty tak nigdy nie będziesz mógł funkcjonować ogarnia Cię nienawiść do nich, poczucie żalu i pytanie, dlaczego ja a nie oni? czemu oni mogą żyć, pracować, a ja nie mogę? czemu mnie boli a ich nie? w czym ja jestem gorszy od nich? nigdy nikogo nie skrzywdziłem, byłem w życiu zawsze niezmiennie uczciwy i honorowy, wiec czemu cierpię? ta nienawiść i zazdrość miesza się z uczuciem życzliwości dla ludzi – nienawiść jest Ciebie niegodna i nie chcesz jej czuć w swoim sercu, więc te dwa uczucia, jedno powstałe z serca i wiary w ludzi a drugie z bólu walczą ze sobą, powodując w myślach nieopisywalny chaos.

Często jest tak, że trucizna leczy tą samą truciznę. Na tej zasadzie działają szczepionki, i na tej zasadzie niekiedy oświecasz się w życiu. Gdy zaczniesz umierać, topić się w rzece z przerażającą świadomością że już nie masz sił na walkę, że za chwilę koniec z Tobą i się utopisz, może poczujesz to że w momencie umierania nie liczy się nic innego jak samo życie. Masz wielką ochotę pożyć sobie jeszcze, i nie marzysz wcale o pieniądzach zdrowiu czy innych pragnieniach. Marzysz tylko o jednym, by pooddychać trochę, popatrzeć na ładne kobiety, zwierzaczki, posłuchać pięknej muzyki, potańczyć sobie, poczuć dotykiem drugiego człowieka, pogłaskać kotka. To staje się celem absolutnie nadrzędnym, i w tej chwili widzimy jak bardzo cenne jest to co posiadamy, a czego kompletnie nie doceniamy. Samo życie i doświadczanie go jest wspaniałe. I gdy otwierasz oczy, przekonany że umarłeś, nadal widzisz że żyjesz i wymiotujesz wodą, i jest to dla Ciebie niezwykle przyjemne biorąc pod uwagę to, co przeżyłeś przed chwilą. Bez pracy, bez pieniędzy, na łasce innych, z chorobą, ale żyjesz!

A może faktycznie umarłeś, i to jest właśnie piekło? a może niebo? musisz sam się zdecydować.

Dodaj komentarz

Top