Jesteś tutaj
Home > MyBlog > Przemyślenia > Dr Miłośc cz.2 „Terapia”

Dr Miłośc cz.2 „Terapia”

Zmieniłem trochę pierwszą część, specjalnie po to by rozwinąć opowiadanie. W następnych odcinkach będzie spisek w szeregach armii dr Miłość, intryga miłosna, a także romantyczna i tragiczna miłość. Postanowiłem że  wopowiadaniu wezmą udział czytelnicy, zaczynając od części trzeciej. Części będzie cztery, na więcej nie mam pomysłu chyba że mi go dacie 🙂

Część 1

W nawyższych kręgach świata polityki mody i biznesu pojawiła się niewiarygodnie atrakcyjna informacja, otóż najlepsi swiatowi naukowcy opracowali metody na bezproblemowe chudnięcie bez żadnych ograniczeń kulinarnych. Miesiąc w ośrodku, jedzenie czego się chce i ile się chce i obietnica stracenia minimum 30kg w tym czasie. Terapia w początkowych fazach zarezerwowana jedynie dla kobiet, cena za miesięczny turnus w superluksusowym ośrodku i opiekę najwyższej światowej klasy lekarzy i naukowców – 200 tysięcy euro a w przypadku nie stracenia 30kg zwrot 400 tysięcy euro gwarantowany wkładem przez bank.



Do udziału w programie zostalo wybranych 50 kobiet o masie ciała większej niż 120kg. Kobiety biznesu, piosenkarka, dziennikarki, samotna autorka poradników miłosnych „jak znaleźć męża”. Warunek – nie brać bagaży ponieważ jedzenie, słodycze, napoje gazowane i wszystko czego dusza otyłej kobiety zapragnie będzie na miejscu. Pierwsza faza, wszelkie możliwe badania lekarskie, druga faza, spotkanie wszystkich w ritzu przed wyjazdem, podjechały autobusy i zabrały wszystkie uczestniczki programu do celu podróży . W trakcie jazdy w autobusie dominuje radość i świetna zabawa. Większość Pań myśli że albo schudną i staną się piękne, albo schudną mniej niż 30kg, np 25kg i zarobią 200 tysięcy euro co wprawia je w euforię. Niejedna myśli że takiego wała schudnę 30kg, 200 tysięcy euro piechotą nie chodzi, będzie na nowe porsche.



Pierwsze zdziwienie.



Zamiast pięknych budynków, lśniących basenów w których odbija się roziskrzone feeriami barw słońce, surowe szare obdrapane budynki o odpychajacym wyglądzie, mury z wieżyczkami strażniczymi i uzbrojeni wartownicy. Nagle zamki w drzwiach autobusów się blokują a szyba pancerna odgradza kierowcę od masy coraz bardziej zdezorientowanych pasażerek. Nagle słychać syczenie i ulatnia się gaz paraliżujący, a Panie bezwładnie opadają na siedzenia. Kierowcy w masce gazowej opuszczają szyby pancerne i wychodzą z workiem, zbierając do niego telefony komórkowe i biżuterię, a jeden z nich rozglądając się nerwowo na boki, sapiąc i z wyraźnie zarysowaną na twarzy rozkoszą i oblizując usta łapie niektóre Panie za wielkie piersi i obfite uda uciskając je i masując pod pozorem grzebania w ich torebkach, a gdy jedna z komórek upadła, schylając się po nią wepchnął głowę pod sukienkę i łapczywie wpił się ustami w wystającą i obfitą wargę sromową szefowej znanej fundacji charytatywnej , po czym rozanielony i oblizując się z wyraźnym zachwytem wraca do kokpitu kierowcy, podnosi szybę i razem z innymi kierowcami autobusy wjeżdżają na wielki plac apelowy. Po krótkiej chwili gdy gaz przestaje działać a Panie się budzą drzwi się otwierają. Otyłe i oszołomione gwiazdy wysypuja się z autobusu krzycząc, nerwowo gestykulując. Na podwyższeniu stoi przystojny, na krótko obcięty mężczyzna w czapce z obrazkiem kozła i trzech szóstek, otoczony bardzo silnymi, wielkimi mężczyznami w kominiarkach trzymajacych w dłoniach pejcze. Podnosi megafon do ust i mówi: witam moje drogie Panie, proszę o spokój i ciszę, zaraz wszystko wyjaśnię. Jedna z wielkich Pań, sekretarz stanu i bliska doradczyni prezydenta (167kg) wyskakuje ze zbitych ciasno otyłych Pań, wrzeszcząc i rozpryskując wszędzie ślinę z ogromnych mięsistych ust – gdzie jacuzzi, gdzie baseny, co to ma wszystko znaczyć, czemu nas tu przywieźliscie, czy wiecie kim ja jestem, was już skurwiele nie ma, nie istniejecie, jak tylko prezydent się dowie to już po was….


 

W czasie tyrady stojący na podwyższeniu elegancki mężczyzna pstryknął delikatnie palcami, a fanatycznie w niego wpatrzeni meżczyźni w maskach natychmiast się rzucili na tłum uderzając z całych sił pejczami kobiety. Po 5 minutach ryków szlochów i wrzasków, mężczyźni w kominiarkach ustawili drżące, szlochające kobiety w równy czworobok. Elegancki mężczyzna z uśmieszkiem błąkającym się na seksownych ustach wziął do wypielegnowanej dłoni megafon, i zaczął mówić. Drogie Panie, witam serdecznie w moim ośrodku kontroli wagi. Nazywam się Marek Miłość, i jestem komendantem obozu. Chociaż może moje terapeutyczne metody odbiegają nieco od tych w prospektach.. „Trochę?!? wrzasnęła znana dziennikarka (142kg) ale po kilku ciosach pięścią po pulchnej twarzy i skopaniu gwałtownie zamilkła” dr Miłość zakłopotany rozgardiaszem na placu apelowym odchrząknął dyplomatycznie i perorował dalej – … odbiegają nieco od tych w prospektach, są bardzo skuteczne. Swego czasu prowadziłem jednego z najpopularniejszych w Polsce blogów, potem stronę internetową, i wtedy własnie przeżyłem objawienie – Jezus kazał mi uszczęsliwić wszystkie grube kobiety. Poznajcie Państwo moich najwierniejszych czytelników, to Ci w kominiarkach. Natomiast moje czytelniczki pracuja w administracji, wysyłając do Pań rodzin wesołe listy, bo jak znam zycie, nie docenią Panie tego co dla nich robię. Kiwnięcie głową rozbawionego doktora Miłość, i mężczyźni w kominiarkach zaczęli znowu okładac pejczami kobiety, i formować je w grupy.

 







Cz.2



Mężczyźni w kominiarkach uformowali głodne kobiety w kolejkę, na której początku stało kilku milczących mężczyzn w maskach i notatnikami, oraz duża weterynaryjna waga. Każda z kobiet wchodziła na wagę po czym była przez ochronę odprowadzana do jednego z trzech komand, A: 120 – 150kg, B: 150 – 190kg i C: 190i więcej kg. Popędzane krzykami nadzorców komanda zostały zaprowadzone do pokoi terapeutycznych, czyli malutkich cel odgrodzonych od innych cel kratami w których stał rower stacjonarny, łózko a ściany były szczelnie zapełnione osłoniętym przez pancerne szkła telewizory. Po wepchnięciu do cel i zamknięciu krat, uruchomiły się telewizory w których pokazała się rozbawiona i uśmiechnięta twarz doktora Miłość. Moje drogie Panie, zaczął przemowę doktor. Jest mi szalenie miło mogąc Panie powitać raz jeszcze w naszych skromnych progach. Życzę przyjemnego pobytu, na pewno będzie niezapomniany.


Życie kobiet w ośrodku kontroli wagi było ściśle unormowane. Ośrodkiem sterował komputer. Małe jabłko to odpowiednik 20 kilometrów przejechanych na stacjonarnym rowerze jeśli pensjonariuszka chciała, gruszka 30km a główka genetycznie modyfikowanej sałaty 40km.  Szklanka wody – 50euro, płatne kartą kredytową. Telewizor cały czas był uruchomiony, i na okrągło pojawiała się w nim uśmiechnięta twarz doktora Miłość mówiącego o miłości, i o tym jak kocha swoje pensjonariuszki i jak one kochają go chociaz może na razie czuja inaczej. Próba buntu objawiająca się nieprzyjmowaniem wody czy odmowa brania udziału w zajęciach skutkuje wpuszczeniem do celi białych myszek. W gorszych przypadkach wystrzeliwujące ze ściany elektrody rażące prądem czy też ostatecznie wpuszczane zaskrońce tłumią każdy możliwy rodzaj buntu, Panie rzucają się i jedzą zwierzęta wytracając przy tym energię. W ciagu dnia pod czujnym okiem nadzorców pensjonariuszki ośrodka kotroli wagi kopały w należącej do obozu kopalni glinę, która inne komando transportowało w siatkach z biedronki na plac apelowy, a inne komando rzeźbiło 5 metrową figurę dr Miłość sapiąc i stękając. W dalszym ciągu dnia odbywały się inne zajęcia. Pensjonariuszki były przypasane pasami do fotela, a na ich głowy nakładane kaski z monitorem lcd i głośniczkami. 5 minut błoga Cisza, i nagle pojawiał się obraz jedzenia oślepiający siłą rozwarte oczy, a potworny wrzask niczym z najgłębszej otchłani piekieł wbijał się w uszy, a Pani poddana terapii rzucała się w pelnych cierpienia drgawkach, po minucie nagle następowała cisza i z głośniczków leciala piękna, kojąca muzyka, a wyświetlał się obrazek uśmiechniętego dr Miłość i zamknięta na kłódkę lodówka, po czym znowu zaczynał się wrzask i tak przez dwie godziny na zmianę. W nocy ulatniał się gaz paralizujący, i wyświetlał hologram demonów i diabłów które wiły się nad przerażonymi pensjonariuszkami i szeptały lubieznym głosem niezwykle podobnym do złosliwego syczenia dr Miłość – „jak będziesz jeść tak dużo to pójdziesz do piekła na wieczne męki, jak nie będziesz kochać dr Miłość to trafisz w najczarniejsze czeluście mrocznej głebi cierpiania na wieki…” i tak całą noc na zmianę z pojawiającym się hologramowym Panem Jezusem w aureoli, który mówił potęznym i pełnym siły głosem „nienawidzę grubasów, a klucze do bram niebios wręczę tylko szczupłym! Kocham tylko chudych i tych którzy kochają dr Miłość bo On i Ja miłością jesteśmy!” Oświetlenie w nocy to cały czas włączony telewizor z uśmiechniętym doktorem Miłość głoszącym dobrą nowinę. Toalety to doły kloaczne w ziemi nad którymi trzeba klęczeć. Działanie te przyspiesza spalanie kalorii, zapewnia trening mięśni ud i ogranicza czas spędzony na toalecie.


Są też zajęcia kulturalno – oświatowe. Lepienie z plasteliny podobizny dr Miłość, autorka najładniejszej pracy dostaje banana. Rysowanie i klejenie laurek z wyznaniem miłości do dr Miłość, autorka najlepszej pracy dostaje kabanosa. Zajęcia z terapeutą „jak dr Miłość zmienił na lepsze moje zycie”. Bez nagrody, ale ponieważ w ośrodku panuje demokracja to jesli ktoś nie chce to może w tym czasie kopać na deszczu dół. Nikt nie chce.


Cowieczorny apel na placu apelowym. Wielkie ognie, łopoczące flagi z logo ecoego, rytmiczna muzyka bębnów i na podium wśród wystrzałów ochrony, wiwatów i klaskania Pań wchodzi dr Miłość. Kobiety na dole ogarnia szał i entuzjazm, ochrona ledwo radzi sobie z rozhisteryzowanymi otyłymi kobietami. Dr Miłość uśmiecha się do Pań na dole, a z siatki wyjmuje parówki które rzuca w falujący tłum kobiet, które depcząc się i tratując rzucają na nie. Dr Miłość śmieje się jak dziecko, szczęsliwy i radosny, i szepcze do swojego adiutanta – nagrywacie moje świnki? Na pewno? no!


Kocham was! Wrzeszczy w mikrofon niespodziewanie, a kobiety na dole ogarnia amok, i jeden krzyk wydobywa się z setek otłuszczonych gardeł – my też Cię kochamy doktorze Miłość! Ryk miłości faluje, a dr Miłość na podium wznosi ręce na boki w ekstazie i krzyczy – kochajcie mnie, kochajcie mnie! A odpowiada mu tłum – kochamy Cię, kochamy Cię!

30 thoughts on “Dr Miłośc cz.2 „Terapia”

  1. Po kilku dniach takiej „kuracji” zmarłaby większość tych kobiet.
    dr Miłość okazałby się większym pseudonaukowcem i zbrodniarzem niż dr Mengele.

    Każde gwałtowne odchudzanie jest szkodliwe dla organizmu.
    Woda w komórkach ciała nie może być brana do bilansu płynów.
    Osoby otyłe, zwłaszcza przymuszane do wysiłku fizycznego intensywnie pocą się co w konsekwencji przyśpiesza odwodnienie organizmu.
    Szklanka wody za 20 km ?
    Liść sałaty za 30 km ?
    Toż to żywienie w Oświęcimiu było znacznie obfitsze a wody tam nikt nikomu nie żałował !
    Radzę Mistrzowi by sam nie pił niczego przez tydzień i korzystał ze swoich zasobów wodnych kochanego ciałka.
    Jak nic przecież tam będzie z 6o litrów wody !
    Już po minimalnym obniżeniu ilości wody w komórkach organizmu następuje ich śmierć a w konsekwencji śmierć człowieka.

  2. A w ogóle cóż on się tak uparł na te otyłe kobiety? 🙂

    Moim zdaniem artykuł powinien nakłaniać do szukania problemu gdzie indziej, niż zazwyczaj się go szuka – czyli w ciele, a nie w duchu. A tu proszę – ponadludzkie wysiłki, diety nie do zniesienia.

    Jeśli artykuł miał mieć jakieś przesłanie, to wg mnie go nie ma. Za to może stać się powodem, że któraś ze 150 kg pań znienawidzi siebie jeszcze bardziej…

  3. 20 km szklanka wody to przesada. Ale nie taka straszna. Jechałem ze wsi ponad 50 km i często było pod góre to wystarczyły mi ze 3 picia w puszce, a to napoje gazowane z cukrem i niezdrowe. Tak ze 2 szklanki stykną. A rowery dobrze, że są stacjonarne bo normalne przy takiej masie by nie ruszyły 😀

  4. Ostatnio się wybrałem w małą wycieczkę rowerową po 14 godzinie, czyli w srogi upał. I jak miałem podjazd, to myślałem, że zdechnę, chyba wypociłem parę litrów. ;P
    No ale jak potem się zjeżdżało ponad 60 km/h z góry na luzie to było wiadomo już pod co się wjeżdżało. 🙂

  5. Ja codziennie staram sie jezdzic na moim gracie 20, 30km po mieście po chodnikach, uwielbiam to, ale zjazd rowerem 60km/h? chyba bym się nie odważył :woohoo:

  6. Ja ostatnio zacząłem jeździć w wieczornych godzinach. W ogóle się wtedy nie męcze. Ale wczoraj jak już było ciemno, a przez chwile jechałem po lesie to troche nieprzyjemnie się jechało.
    Ale przesrane było jechać zza Dobczyc do Krakowa. Możesz na mapie zobaczyć jaka tam jest droga. W sumie to się prawie nie zmęczyłem, ale to dlatego, że codziennie jezdze dosc daleko.

  7. Moim jakże skromnym zdaniem opowiadanie pokazuje potęgę, wielokrotnie polecanych tu przez Mistrza, afirmacji. Gdyby tym kobietom powiedzieć pisz afirmacje, to ci pomoże, zwyczajnie by je wyśmiały, no bo jak schudnąć od pisania? Pewnie w ogóle by tego wszystkiego nie pojęły, gdyż są ograniczone jak większość ludzi (ja to mam w swoim otoczeniu, na szczęście nie całym). Są częścią szarej masy ogłupionej przez media i autorytety. Kobiety te nie wierzą, że ich otyłość to sprawa psychiki a nie fizjologii (geny 👿 ). Żeby zastosować u nich tą metodę zwyczajnie trzeba będzie je zmusić siłą jak w opowiadaniu. One może nie piszą afirmacji, ale oglądają nagrania na ekranach w celach, które w zasadzie działają podobnie. Do tego trening i dieta cud 👿 No a to lepienie z plasteliny i laurki to zapewne jakieś działania propagandowe 😀

    Zgadłem? 🙂

  8. Marek, 60 km/h to jeszcze nic. Kiedyś moi prawie mądrzy koledzy wpadli na taki pomysł żeby jadąc na rowerze trzymać się motocykla. No i rozpędzili się do 90 km/h :woohoo: Z tym, że jeden jechał na składaku 👿

    Wyobraź sobie jak wyglądało hamowanie tylnym hamulcem z tej prędkości na rowerze 👿

  9. Ok, ale przyjadę dopiero jak pensjonariuszki zejdą do jakiegoś rozsądnego poziomu wagi (50-60 kg) 😀 😀
    Więc mam jeszcze czas 😀

  10. To też jeszcze nic. Ja jak jade z górki to 60 km/h to normalna prędkość chyba, bo nie mam licznika, ale tak mi sie zdaje.
    Ale kolega ma ziomka, który podczepił się ciężaówki, a ta ciężarówka sobie przyspieszyła do 100 km/h to sie jej puścił i wypierdzielił. Kask złamał mu się na pół i stracił przytomność. Jakiś chłop zabrał go na pogotowie i jak tam sprawdzili, że nic mu nie jest to zabrał go do siebie do domu i przenocował 😀

  11. A może to „Bolek odrzutowiec” z you tube? 😀

    Gość musiał mieć mocne kości albo zajebiście dużo szczęścia :woohoo:

  12. Jechałem maksymalnie 70 km/h. Przy takiej prędkości daje się już odczuć niedoskonałość roweru. 😆
    I jeszcze akurat droga wpadała do jakiejś nadrzędnej, więc musiałem ostro hamować… zatrzymałem się już na jezdni 👿

    A przy okazji tej wycieczki, bylo kilka takich zjazdów, że ocierałem się o 60. W jakimś lesie zacyndalałem 56 po takiej gruntowej drodze. Lekkiego stracha złapałem, jak zobaczyłem jakieś dziury na środku drogi, wyhamowałem do 40 i je jakoś w miarę poomijałem.
    Człowiek czuje, że żyje. 👿

  13. Ja dziś jechałem na swojej pół kolarce 52km/h po prostej ale dałem maxa, i przy tej prędkości nie ma hamowania, skretu, nic nie ma. Jak dla mnie za ryzykowne, szczególnie że ostatnio jak jechałem rowerem to zwłoki babci były niedaleko mnie na ulicy, ostatnio na trasie gdzie jeżdzę po targówku dziewczynę 17 letni ćpun rozwalił, nie ma żartów. W ogóle chyba w kasku zacznę jeździć, szkoda żeby taki fajny mózg się rozlał gdzieś na chodniku 👿

  14. Ja raz jechałem z góry bardzo szybko i nagle wyjechała ciężarówka, bo to była serpentyna. Skręciłem i wypadłem na pobocze, a tam był żwir i przy tej prędkości tak zaczęło kręcić rowerem, że myślałem, że zaraz wypierdziele się tam. Ale w ostatniej chwili się zatrzymałem 😀

  15. Ale idiota, co ciekawe skoczył na plecy czyli rozłożył moment uderzenia, ale mimo wszystko miał zad w dół, jakim cudem nie uszkodził miednicy ani kości ogonowej to nie mam pojęcia, ta woda była poniżej kolan. Moze dlatego że był trochę nawalony? ale cud że nie złamał kregosłupa.

Dodaj komentarz

Top