Jesteś tutaj
Home > MyBlog > Przemyślenia > Relacje z zaświatów

Relacje z zaświatów

Wiele razy pisałem o tym dziwnym uczuciu które mnie ogarnia. Czasami myślę że zwariowałem, tak się czuję coraz częściej, jak nie z tego świata. Jak ludzie mogą żyć tak jak żyją? Żyjemy na wirującej kuli w chłodnej, mrocznej otchłani na peryferiach kosmosu, na kosmicznym zadupiu, prawdziwe życie zaczyna się w galaktyce Andromedy dopiero… Tu jest wygwizdów i wiocha, taka prawda Przyjaciele. Nie dość że żyjemy na wirującej, w kosmicznej skali śmiesznie małej kulce w którą może coś uderzyć i rozpieprzyć ten cały burdel w drzazgi, to jeszcze mamy ograniczony czas życia, rodzimy się, żyjemy, umieramy, i nikt tak naprawdę nie wie o co tutaj chodzi w tym wszystkim? Po co żyjemy? Kim jesteśmy? Ludzie są tak strasznie zagonieni pogonią za awansem, pieniędzmi, że nie dostrzegają dramatu a jednocześnie komedii w której biorą udział, bardzo krótki udział gdyż umierają i są wymieniani częściej niż elementy zawieszenia w moim seicento… Czy życie to siedzenie przy kompie i tabelkach excela w pracy? Harówka by zdobyć awans? Przychodzę na tę piękną planetę by zostać prezesem, premierem, biskupem, a najczęściej dymanym przez wszystkich robolem? Szał i amok całe życie od szkoły po pracę żeby mieć nowy telewizor czy auto, a gdzie chwila refleksji? Właśnie dlatego telewizja i błyskające nocne neony miast świecą takie triumfy, ponieważ chwila refleksji sprawia ze uświadamiamy sobie śmieszność i bezsens swojego życia, tego pościgu za ciągle umykającym nam uczuciem spełnienia. I te uczucia należy stłamsić, zastąpić kolorowymi błyskającymi lampkami, zagłuszyć paplaniem i bełkotem o nieistotnych sprawach, seksem, alkoholem, narkotykami czy papierosami po to by nie zadawać ważnych pytań o sens życia. Takie pytania są niebezpieczne, znacznie bardziej niż manto, złamany nos się zrośnie, a celne pytanie jak ziarenko rzucone w urodzajną glebę, rośnie tak, że po jakimś czasie z małej myśli rodzi się niepohamowana Boska obsesja poszukiwania prawdy.

Jesteśmy mięsem (przepraszam za brutalną prawdę, ale czym różni się nasze mięso od mięsa świni? Niczym, a spróbuj z ciekawości i chęci poznania innych punktów widzenia spytać ludożercę, powie Ci że wieprzowina jest niesmaczna) w którym istnieje, mieszka i żyje świadomość, zróbmy więc małe śledztwo. Kim jestem? Markiem? Nie, na pewno nie, to tylko nazwa którą mi nadano by mnie identyfikować wśród innych mięs, plakietka jaką się przylepia na kiełbasę by wiedzieć że w droższej leją mniej wody niż do tej tańszej, z mięsa napasionego sterydami i antybiotykami dla lepszych pieniędzy. Jestem nieśmiały? Niecierpliwy? Boję się zobowiązań? Lubię grać w HoI2? Lubię ostry sex z nieznajomymi kobietami? To tylko cechy charakteru, a te można zmieniać, i wypracowywać, ba! Można zmienić nawet całą osobowość jeśli się wie jak do tego się zabrać. Kim więc jestem? Duchem też nie jestem, wystarczy uszczypnąć się w sutek, i cała teoria w oparach mego piskliwego wrzasku znika jak poranna mgła znad gasnącego ogniska… to może jestem mądrym facetem? A to zależy od patrzącego, czytającego. Jeśli napiszę że tyje się od żarcia to grubasy wyzywają mnie od pustaków i durni, jeśli napiszę ze to geny warunkują tycie a ilość jedzenia nie ma na to wpływu, to grubasy mnie komplementują za moje głębokie wnętrze i ostrość spojrzenia, ale inni pukają się w czoło argumentując że prawo zachowania energii w fizyce mówi całkiem co innego. Jeśli napiszę że PO to oszołomy i złodzieje, to intelektualiści po prywatnych uczelniach marketing, socjologia i inne wieszają na mnie psy, jeśli napiszę że PIS sprzedał się klechom za głosy moherów to skazują mnie na męki piekielne, a gdy napiszę ze Mikke z UPR to oszołom, to młode chłopaki wierzące ze będą bogaczami mnie mieszają z błotem od ekonomicznych ignorantów. To mądry czy głupi? Zależy od punktu widzenia. A jeśli napiszę ze lubię stuknąć czasem duże cycki, co najmniej duże D z brązowymi, dużymi sutkami, a przy okazji nie unikam dawania klapsów, ba! Wręcz lgnę do takich emocji, to Panie są święcie oburzone że jestem pusty i płytki. Ale gdy napiszę że chciałbym żyć z kobietą aż do śmierci, chrumkają z zadowoleniem jaki jestem głęboki. To jaki jestem? No właśnie, nie wiadomo – raz mam ochotę być grzeczny, a kolejnym razem niegrzeczny.

Jak mogę spokojnie żyć nie wiedząc kim jestem? Jak mogę oddać się konsumpcji i tyrce za 1200 netto u byłego ubeka który płacze że za mało zarabia bo żona chce nowego mercedesa co roku, marząc o pieniądzach i laskach, skoro nie wiem ani gdzie jestem, ani po co tu jestem, ani w ogóle nic nie wiem co jest grane wokół mnie. Jak żyć? Jeść, srać, i czekać na awans? Ale po co, skoro śmierć wszystko zabierze? To ile się nacieszę tym awansem? Najpierw mnie upadlali, poświęcę się i wreszcie szczęście! Teraz ja mogę upodlić pracownika 🙂 Wszystko jest na chwilę nam wypożyczane. Przysłowie mówi że wszystkie dzieci są nasze, a tak naprawdę wszystko jest nasze, i jednocześnie nie nasze. Swego czasu ziemia była pełna lasów, wody, nie było nic, żadnych autostrad (milion lat minęło i w Polsce nadal nie ma autostrad) domów, nic. Wszystko co powstało, elektronika, samochody, domy, gadżety, wszystko powstało z ziemi. I do ziemi powróci, amen.

Spore plemię, jedne z najsilniejszych na dużym terytorium, nocne obrzędy przy ognisku, w roli głównej Ja, w obecnej inkarnacji Marek, wtedy czarownik ludu czczony i podziwiany przez wszystkich. Wielkim problemem dla plemienia były węże, człowiek ukąszony umierał, a ja jako czarownik byłem kształcony i wychowywany przez mojego Nauczyciela który zdradził mi tajemnicę jak sprawić by wąż mnie nigdy nie zaatakował, w obrzędach tych zabójcze węże były na moim ciele, a otumanieni narkotykami, straszliwym (specjalnie powiększanym) lękiem przed Bogiem Wężem ( był ściemą, i o tym wiedział każdy z linii czarowników) który przez wieczność kąsał w piekle tych co nie wierzyli we mnie i władcę, ja miałem przeprowadzać dusze wojowników przez piekło ku krainie wiecznego szczęścia BEZ WĘŻY  i moją obecnością (chęć przypodobania mi się i pochwalenia swoją żarliwością religijną) tańczyli w transie jak oszalali. Doskonale wiedziałem już wtedy że plemieniem można rządzić strachem, obietnicą awansu w grupie, i obietnicami życia po śmierci, i dokładnie tym wszystkim żonglować i dozować odpowiednie proporcje. Źle się z tym czułem, jednak nie mogłem zrezygnować z władzy gdyż trwała bardzo specyficzna i subtelna konkurencja między mną i moimi uczniami, a władcami plemienia i ich następcami. Ogólnie nie byłem tak do końca złym człowiekiem, wprawdzie władza nad ludźmi i podziw kobiet mnie oszałamiał, ale nie do końca, miałem zachowany bystry i przejrzysty umysł, znacznie bardziej inteligentny, strategiczny i zorganizowany niż ten który mam teraz (jednak w tej inkarnacji mam wiedzę której nie miały żadne moje poprzednie wcielenia) leczyłem ziołami, modlitwą, transami, karałem zabijanie zwierząt w celu innym niż konsumpcja czy ubranie, zabiłem kilkunastu ludzi w obrzędach ale to była konieczność utrzymania władzy w plemieniu, nie było innej możliwości – takie były czasy i wszyscy o tym doskonale wiedzieli i to akceptowali. Umarłem ze starości dzierżąc władzę do końca, otoczony wiernymi uczniami którym dopiero na łożu śmierci zdradziłem tajemnicę opanowania węży tak, by wzbudzali podziw wśród ludzi. Do samego końca dzierżyłem tajemnicę dzięki której mogłem żyć jako największy czarownik, byłem po prostu potrzebny i władcom, i wojownikom. Co ciekawe ludzi nie interesowało to że potrafiłem ja, tak samo jak moi Nauczyciele i później moi uczniowie uzdrawiać modlitwą, wszystkich podniecało to że agresywny i zabójczy wąż spał ze mną w chacie i mnie nie kąsał.

A metoda była śmiesznie prosta i nie miała nic wspólnego z żadnymi siłami magii. Istniała ziołowa maść której specjalnie wymieszane składniki powodowały iż wąż niejako zasypiał, stawał się ospały i bezbronny przez wiele godzin, nie atakował nawet pod wpływem bólu. Wystarczyło się tym paskudztwem nasmarować, a jako czarownik zawsze śmierdziałem ziołami, więc nikt się nie mógł tego domyślić. Gdybym zdradził recepturę maści plemieniu, upadłoby i zostało rozbite przez inne, ludzie stracili by wodza, kulturę, wiarę w Boga Węża, a władza straciłaby swój wpływ nad nimi. Wszystko by się rozpieprzyło w drobiazgi. Uczniów uczyłem ćwiczeń oddechowych i mantr, smarując ich maścią i nakazując modlitwy do Boga Węża, gdy wpadali w odrętwienie wkładałem im ospałego (naćpanego?) węża na ciało a Ci myśleli że to ich modlitwa to spowodowała. Po jakimś czasie nie smarowałem ich maścią, a wąż przeważnie nie atakował, tak potężna była siła wiary moich uczniów. Widocznie wąż nie wyczuwał niebezpieczeństwa przy takim człowieku. Jednak byli uczniowie którzy zostali ukąszeni, i Ci byli pokazówką – nie wierzyli i nie modlili się wystarczająco silnie, nie wierzyli głęboko, tak jak trzeba więc umarli. To były nieduże straty, i konieczne, zostawali najlepsi którzy poznawali siłę swojego umysłu, mnie tak samo Nauczyciel testował. To była konieczność, czarownikiem mógł zostać tylko człowiek który miał talent do tych nieziemskich spraw, i musiały go interesować zioła i nastawianie kości, a nie bieganie z włócznią po lesie.

Byłem doskonale świadomy momentu śmierci, i w jednej chwili znalazłem się nad moim bolącym, cierpiącym i obsranym ciałem, poczucie szczęścia, wyzwolenia i lekkości ogarnęło mnie jak po każdej lekcji na ziemi. Uniosłem się ku „niebu” gdzie czekali na mnie już w wielkiej radości Przyjaciele.

Nie wiem kim jestem, nie wiem gdzie jestem, nic nie wiem… imiona i osobowości jak też cechy charakteru zmieniają się z każdą inkarnacją, kim więc jestem? Czym? Dobrym człowiekiem?

Byłem człowiekiem bardzo pierwotnym. Wraz z innymi prymitywami napadliśmy na grupkę podobnych nam umysłowo istot, którą zarżnęliśmy jak świnie. Zabijając człowieka czułem wielkie podniecenie seksualne, mobilizacja organizmu była wręcz nieprawdopodobna, wrzeszczałem i wyłem jak opętany w trakcie morderstw, po których wysmarowany w krwi ofiary kopulowałem z podnieconymi krwią i morderczym partnerem samicami, gwałciłem je przy ich zachęcających wrzaskach, a po tym jedliśmy i odurzaliśmy się narkotykami. Prymitywne, wstrętne życie. Zostałem zamordowany przez innego mężczyznę, z którym konkurowałem o kobietę z naszej wędrownej grupy. Pani ta przetaczała się przez wiele moich żyć, zawsze zwiastując wielkie kłopoty. Tak się zresztą zawsze umawialiśmy przed wcieleniem, wkodowana nienawiść odrzuca, plus olbrzymie podniecenie seksualne które zachęcało do siebie. Zabójcza mieszanka, nigdy z nikim nie smakował tak sex jak z karmicznym wrogiem. Największy wróg, to w istocie największy przyjaciel. Ale o tym później…

Ale byłem też dobry…

Byłem wędrownym mnichem, nie wiem jakiej religii czy kultu, uzdrawiałem ludzi, w górach zostałem zaatakowany przez bandziorów, których herszt miał bardzo złe wspomnienia z mnichami mojego wyznania. Byłem bity i torturowany dwa dni w bestialski sposób zanim umarłem, złamałem się dość szybko, błagałem o litość, obiecywałem co się dało, skamlalem jak pies, jednak to nic nie dało. Jedyne co pamiętam to niebiańska wręcz ulga gdy po poderżnięciu gardła uniosłem się nad moim zmasakrowanym ciałem, widząc zapłakanego herszta bandy który w ten sposób odreagowywał swoje traumatyczne przeżycia z dzieciństwa. Po tej śmierci zostałem na ziemi, a herszt oszalał opętany przez bardzo silnego ducha którym byłem ja… po tym gdy oszalał i został zarąbany przez przerażonych jego szaleństwem kompanów, odszedłem razem z moim oprawcą ku światłu. Taka była między nami umowa na to życie by dokładnie tego doświadczyć i wypalić karmę. Między naszymi duszami w istocie panowała wielka, serdeczna przyjaźń i miłość.

Byłem ofiarą, mordercą, katem i skazanym, władałem ludźmi i ludzie władali mną. Kim więc jestem? Nie wiem…  drodzy Państwo – oto relacja z zaświatów.

Jestem we wspaniałym, świetlistym miejscu. Jestem razem z Przyjaciółmi, niedługo mamy się wcielać na ziemi. Nie umiem opisać tego uczucia, tego braterstwa, szlachetności i czystości która nas łączyła. Cała ludzkość wszechświata, wszelkie formy życia, nieskończona ilość świadomości jako jedna wielka rodzina, raj, Eden, ostateczne wyzwolenie w naszej prawdziwej ojczyźnie. Wszyscy Przyjaciele życzą mi powodzenia, warunki obecnej inkarnacji są dokładnie ustalone, wszelkie role rozpisane, czas zacząć kolejną lekcję emocji. Nasze energie są połączone, łączy nas wielka miłość i nie mamy płci, płeć istnieje na ziemi jako rozłączenie, przerwanie harmonii którą w istocie jesteśmy. Jak to opisać? Wyobraźcie sobie wielką pustynię, z tym że piasek jest czerwony ale nie kolorem jaki jest na ziemi, tam w naszym Domu kolor ma zupełnie inne znaczenie, nie istnieje jako bodziec odbierany oczyma, a jako wibracja, częstotliwość… nad przepiękną i czystą, lśniącą olbrzymią czerwoną pustynią zachodzi przepiękne słońce, bardzo jasne nie tylko światłem, ale uczuciami gdyż światło to uczucia i emocje. Cała nieskończona pustynia zalana blaskiem zachodzącego słońca… skąpana w czystej, niczym nieskalanej radości, miłości, poczucia wolności i wyzwolenia którego nie opisze żadne ludzkie słowo. Cała nasza paczka, grupa Przyjaciół połączona ze sobą w wielkiej jedności i miłości, niezwykłej harmonii, wszyscy razem bawimy się i latamy nad tą pustynią. Potem jakaś cudowna planeta gdzie rozwija się dopiero życie, fioletowe, purpurowe i niebieskie oceany w których stapiamy się w jedność… oszałamiające piękno, wszechwiedza, jedność ze wszystkimi formami życia które istnieją w Wielkiej, nieskończonej świadomości, nie istnieje nic więcej jak nieskończona, pulsująca różową wesołą wibracją miłość, cały wszechświat jest nią wypełniony. Każdy inaczej ją odczuwa, młode dusze inaczej, średnie i wyższe jeszcze inaczej. Pamiętam sam jak żegnałem moich podopiecznych, jak bardzo kochałem młodsze i mniej doświadczone dusze, jak im wszyscy kibicowaliśmy. Jakież było moje zdziwienie kiedy się dowiedziałem że jeden z moich ukochanych wychowanków i uczniów z drugiej strony życia jest sławnym muzykiem, starszym już człowiekiem i zrobił wielką karierę w Stanach. Taka była jego lekcja, takie mu z Przyjaciółmi załatwiliśmy wcielenie by trochę odpoczął po przykrych przejściach w poprzednim życiu. Chyba napiszę meila żeby wysłał mi parę złotych na konto 🙂

I zawsze ponawiane pytanie – co z Hitlerem, Stalinem i innymi masowymi mordercami? No cóż, na pewno nie są w piekle. Przeżywają rozkosz na swoim poziomie, jak każdy. Jednak dług na ziemi został zaciągnięty, i będzie musiał zostać spłacony. Nie ma żadnego piekła, jest tylko miłość. Szkoda że poznacie prawdę wtedy, kiedy nie będziecie mogli mi napisać komci z przeprosinami za swoją niewiarę :)))

I ta tęsknota za doświadczeniem ziemi, niebieskiej planety, miejsca gdzie stworzone zostały warunki do przeżywania naprawdę silnych emocji, ograniczeń i braków. Miejsce gdzie można się wiele nauczyć, poznać siebie w coraz większym stopniu. Miejsce gdzie nasi Przyjaciele nas dopingują, pomagają nam, i czekają na nas gdy porzucimy ciała. Z tego wywnioskowałem kilka uwag, które chciałbym przedstawić Państwu.

Nie kochani i brzydcy ludzie, odrzucani przez innych, ludzie których los nikogo nie obchodzi – to nieprawda, kłamstwo. Wybieramy takie role jakie chcemy by przeżyć i doświadczyć daną lekcję. W naszym prawdziwym Domu nikt nas nie zmusza do wcielenia się, możemy zostać tam i bawić się ile zechcemy, powrót na ziemię jest tylko naszym wyborem, który dokładnie jest przemyślany. Żebyście przypomnieli sobie chwile przed wcielania się… miriady Istnień kochające nas, światłość i radośnie pulsujące barwy, wszyscy kochający nas i życzący nam powodzenia w inkarnacji, w której mamy dostać w dupę, i mieć szanse na jej zmianę. To jest wspaniałe. Po każdym życiu można naprawdę solidnie odpocząć, spełnić wszystkie najśmielsze sny, takie o których nawet teraz nie mamy pojęcia. Raj to inna forma seksu, miłości, pełni i spełnienia – w świecie materii nasze mięska kopulują by poczuć tą cudowną jedność, wszyscy nieświadomie dążymy do stanu jedności, do przekroczenia bariery płci. W świecie wibracji nasze energie, nasze świadomości, idee którymi jesteśmy mieszają się ze sobą, stapiają. Jest to sex do milionowej potęgi. Całe życie i wszechświat to miłość i seks. Kto wymyślił że seks jest grzechem, skoro wszechświat i Bóg nim jest? Sex to tworzenie, kreacja, rozwój, taki jest właśnie Raj. Wyżej i wyżej po drabinie egzystencji i rozkoszy, każda nauka zwiększa naszą wibrację, kolor i mądrość. A z każdą wiedzą nasza rozkosz i spełnienie zwiększa się w niebywały sposób. Życie to ścieżka wieczności, wiodąca w górę, ku Bogu, ku ostatecznemu wyzwoleniu.

Wróg to przyjaciel – największy wróg i największy przyjaciel w życiu, to zawsze nasi Przyjaciele z drugiej strony życia. Wybranie wcielenia i wzajemna nienawiść i podstęp w życiu, wymaga wielkiej wzajemnej miłości. Skutkuje ona wielkim rozwojem i nauką dla naszych prawdziwych JA. Nasi Przyjaciele i pomocnicy w życiu to też często Przyjaciele z drugiej strony, dusze które mają więcej doświadczenia i tak spletli swoje inkarnacje z naszymi, by nam pomagać. Bardzo starą i doświadczoną duszą jestem Ja, co wcale mnie nie cieszy – moja obecna inkarnacja jest w miarę lekka, wybierałem ostatnio same najcięższe by przyśpieszyć jeszcze swoją naukę i rozwój. A człowiek chciałby zaszaleć trochę, ech…

 

 

82 thoughts on “Relacje z zaświatów

  1. Ciekawe jak ma dać dowód na coś co on widział w swojej głowie. Ale ja wierzę bo po co miałby kłamać? Marek przecież nie ma żadnej sekty więc nie miałby po co tak pisać. Raczej to jest niepopularny temat bo teraz dużo ludzi może wziąć go za oszołoma czy idiotę, a on jednak wolał o tym napisać.

  2. Ci którzy znają się na rzeczy od razu zobaczą że Marek wie bardzo dokładnie co piszei jest to prawda,w dodatku pięknie opisana,moja żona wydrukowała jedno ze zdjęć Marka dla naszego nauczyciela jogi żeby sprawdzić jego kompetencje do nauczania,nauczyciel jednoznacznie stwierdził że Marek to bardzo stara dusza,niezwykle zaawansowana duchowo i nauczyciel dusz po drugiej stronie,teraz ma zablokowane serce i dziwnie zmieniony ośrodek czakry brwiowej,bardzo dobry stały kontakt z górą,znacznie większy niż u wielu słynnych guru,samo przebywanie przy tej energii spala negatywną karmę.Mareczku najserdeczniejsze pozdrowienia od nas i od pana Radzia którego kiedyś poznałeś osobiście,wstęp na zajęcia masz za darmo dożywotnio 😆

  3. Masz rację. Nie wymagam wierzenia w to co piszę, sekty nie prowadzę, i biorę pod uwagę że wszystkie moje wspomnienia i rozmowy z Istotą która mi je pokazała to moze być aberracja psychiczna, spoko. Ale mi ulżyło gdy to napisałem na mojej stronie, to wszystko – i zwisa mi kto sobie co o tym pomyśli.

  4. No tak Olek, w sumie mógłbym kłamać po to by się popisać wiedzą, ale kto na to teraz leci? lepiej się popisać dobrym autem, ale tego nie mam, nawet nie mogę napisać że byłęm Faraonem bo nie byłem, poza tym w samej Polsce jest ze dwieście Faraonów, nie śmialbym konkurować z takim doborowym towarzystwem 🙂

  5. E tam Michął bez przesady, prawda jest taka że jestem poblokowany na pewno na ośrodku serca, sakralnej i pępkowej. Są to dość silne obciążenia i nie jestem sobie w stanie dać z nimi rady, a są to obciążenia które widzę, a ile jest jeszcze tych śmieci których nie widzę? Pan Radzio to ten od swiadomego umierania? napisz prosze do mnie na meila, mareczek_28@poczta.onet.pl pozdrówka wieczorową porą.

  6. To jest identycznie opisane w książkach Michaela Newtona „Przeznaczenie dusz” i „Wędrówka dusz”, czytałeś je może, Marku?

  7. Czytałem jego jedną książkę, i w 98% zgadzam się z tym co opisuje, są jednak pewne różnice i rozbieżności w okresie bezpośrednio po śmierci, chociaż może to opisał w innej ksiażce. Niemniej unikam jak ognia takich lektur, mimo ciekawości, nie chcę się sugerować niczym.

  8. Ja próbowałam go czytać, ale jak doszłam do fragmentu o porodówce dusz, to wymiękłam, nic nie zrozumiałam 🙂 Jakieś kosmiczne kordony itd. Jak sprawdzić, na jakim poziomie jest dusza? Bo coś czuję, że chyba jestem nowiutka 😉

  9. Wiesz to jest Jego blog ,wiec moze sobie pisac co mu sie podoba.Chcialem tylkio dac do zrozumienia,ze nie jest zle jesli chodzi o autostrady, bo w ostatnich latach sporo sie ruszylo i efekty juz widac a bedzie jeszcze lepiej niezaleznie czy to jest zasluga Pis czy Po.

  10. Wysuwasz za daleko idace wnioski.Autor bloga pisze na dany temat,mozna z tym sie zgadzac lub nie ,komentować, dyskutowac.Gdzie ja niby popieram klamstwo?.

  11. Nikt nigdzie nie udowodnił, że istnieje reinkarnacja.Tym bardziej dziwią mnie twoje relacje.Nie próbuję podważyc faktu istnienia reinkarnacji bo to samo w sobie jest niemożliwe.Oczywiście można dyskutować.
    Jedynymi dotychczas znanymi mi relacjami z zaświatów, z poprzednich żywotów były relacje osób poddanych hipnozie regresywnej.Nie wiem czy zdarzyło ci się brac udział w czyms takim?Jeśli nie to twoje opisy są dla mnie mało wiarygodne.
    Jeżeli załozymy fakt istnienia reinkarnacji, to musimy założyc również, że twórca tego systemu musiał wprowadzić blokade poprzednich wcieleń.Dlaczego?Zgodnie z założeniami reinkarnacji z każdego kolejnego żywota powinnismy wyciągac wnioski, uczyc się( prawo karmy)Powinno to odbywać sie bez świadomości istnienia w poprzednich wcieleniach.A może się mylę. :confused:
    Ciekawe skąd u ciebie tak dokładne opisy i wspomnienia poprzednich żywotów?

  12. tutaj:

    [quote]moze sobie pisac co mu sie podoba[/quote]

    wiec WG CIEBIE skoro moze pisac co mu sie podoba to rowniez klamac
    logiczna konluzja

    a skoro wg ciebie moze klamac to znaczy iz popierasz to ze ktos klamie

  13. O rany ale bzdury pisze ten Daniel czyli Bazyl. Gdzie tu logika człowieku? Rozumiem, że dla Ciebie ironia to kłamstwo? Mamy chujowe autostrady więc można powiedzieć ironicznie, że ich nie mamy chociaż prawda jest inna. Ale to nie znaczy, że to kłamstwo. A jak Mills napisał, że Marek może pisać co chce to w jaki sposób wynika z tego, że popiera on kłamanie? 😆

  14. Marek,
    czytałem z zaciekawieniem ostatni artykuł oraz wiele innych – dziękuję za nie serdecznie. Rzuciła mi się jednak w sprawie reinkarnacji pewna rozbieżność. Piszesz o „umawianiu się przed wcieleniem” – czy inaczej powiedziawszy „ustawieniu” sobie reinkarnacji. W innych miejscach czytałem jednak o następnych życiach jako formie kary lub nagrody za poprzednie życia. Kto zatem decyduje gdzie i jako kto się urodzimy w następnej inkarnacji?

  15. Haha żałosne jest to co tu wypisujesz. Lecz swoje kompleksy gdzie indziej, idź daj komuś w mordę i może ci ulży 8)

    Aha – żal.pl piszą dzieci neostrady więc może podpisuj się bAzYl 😆

  16. Oczywiście że nikt nie udowodnił, i prawdopodobnie w najbliższej przyszłości nie udowodni. Relacje z hipnozy regresywnej to bardzo często wymieszane fantazje i sny, a moje relacje powstają na zupełnie innej zasadzie. W medytacji pojawia się wizualizowany latami Starzec z którym rozmawiamy, i tenże brodacz 🙂 pokazuje mi różne poprzednie życia i tłumaczy jak się jedne emocje karmiczne łączą z drugimi. Pokazuje mi to co On (albo Ona) chce, i nie mam nad tym żadnej kontroli. Starzec przedstawia się przeważnie jako Wyższe Ja z Huny, chociaż nie zawsze.

  17. [quote]prawdopodobnie w najbliższej przyszłości nie
    udowodni[/quote]

    tylko w najblizszej? a w najdalszej niby jak mieliby udowodnic? masz jakies pomysly jak mozna by to udowodnic?

  18. Facet opisuje temat zrozumiałym językiem, a tego się prosto nie da opisać. Jak opisac kolor który wibruje? jak opisać człowieka jako informację, ideę w polu informacji? ciężko. Jesli ktoś trenował OOBE to poczuje blusa, np. w stanie poza ciałem nie ma fizycznych oczu i obserwujesz otoczenia jakby z widzącej kuli, widzisz wszystko, jak to opisać? obserwacja więc nie jest „oczna” a zebraniem ogółu informacji o wibracjach obiektu gdyż wszystko wibruje. Rozumiesz teraz jakie to są problemy z opisem? a to jest wierzchołek góry lodowej dopiero 🙂

    Sprawdzają wahadłem, ale średnio w to mimo wszystko wierzę. Wystarczy że wahadlarz ma wzdęcie i już się pieprznie parę tysięcy wcieleń w te czy wewte 🙂

    Zapytam tak – czy jesli się wkurwiasz, boisz czegoś, jesteś w sobie czy masz wrażenie że obserwujesz aktora? czy w chwili cierpienia albo nieszczęścia śmiejesz się z siebie i całej sytuacji?

  19. Taki ze mnie guru jak z dupy trąbka, nie wiem czemu niektórzy ludzie tak histeryzują na mój temat, chociaż jest to przyjemnie, nie ukrywam 🙂

  20. Andrzeju, poza śmiercią wszyscy się znamy doskonale jako dusze. Gdy umrzesz, natychmiast poczujesz o co chodzi, zrzucisz zbroję (ciało) i amnezję, wrócisz do swojej prawdziwej formy. Wybierzesz sobie życie w taki sposób aby uwzlędniało Twoją karmę, czyli całkwity rachunek złych i dobrych uczynków, karma decyduje o jakości emocji jakich doświadczysz. Jest wiele możliwości do wyboru przed inkarnacją, możesz wybrac wiele różnych rodzin i każda zapewnia jakąś specyficzną naukę dla duszy.

    Np. gwałciciel dzieci niekoniecznie nastepne zycie spedzi jako gwalcone dziecko, karma moze byc splacona za 10, 100 czy 200 żyć, ale spłacona być MUSI. Dobry człowiek z dobrą karmą może wybrać złe dzieciństwo żeby się nauczyć czegoś, i nagle z nędzy jakas potężna, niepokonana siła go unosi w świat wielkiego sukcesu i pieniędzy. Karma musi się spełnić. Dlatego warto przede wszystkim żyć dobrze, i nie chodzi o dobre uczynki, chodzi zawsze tylko jedno, i to zawsze mi powtarza Starzec – o pokochanie siebie. Bez tego dobry uczynek to zwykły biznes, i się nie liczy.

    Człowiek który kocha siebie jest naturalnie życzliwy i dobry, nie musi się zmuszać. Człowiek który dla karmy czy nieba robi dobre uczynki jest wstretny i obrzydliwy 🙂

  21. O, no własnie, czyli mogę śmiać się z autostrad, kilka na krzyż i płatne kiedy 80 lat temu budowali już całe Niemcy w autostradach 🙂

  22. Mam za sobą takie eksperymenty i omal nie wylądowałam przez nie w psychiatryku. Szczerze mówiąc, w ogóle nie rozumiem tej idei, że tak naprawdę nie jestem sobą itd. Po co mam w ogóle siebie lubić, jeśli tak naprawdę ja to nie ja?

  23. Tak, czasami jest to niebezpieczne, ale samo życie jest przeciez niebezpieczne 🙂 nie jesteś Dorota i cechami swojego charakteru, jesteś obserwatore Doroty, bo skoro obserwujesz Dorotę to nie możesz być nią, prawda? po śmierci Dorotka zniknie jako nietrwała osobowość a zostanie ta prawdziwa Istota która obserwowała Dorotę.

    Masz siebie lubić, ponieważ jesteś fajna i fajniej się żyje jeśli się lubi 🙂

  24. [i][color=red][size=x-large]Prośba. [/size][/color][/i]

    Mam dwa HDD. Wczoraj jeden z HDD (dokładnie jedna partycja) była czyszczona )nadpisywanie danych) programem hard coś tam scrabber chyba, zaznaczyłem opcję że ma się wyłączyć komp po zrobieniu tego (czyli wyczyszczeniu patrycji D) i kopsnąłem się w kimę. Rano wstaję i nic nie działa. Na oby HDD miałem system operacyjny, żaden nie działą – przed chwila włączyłem na chwilę i się uruchomił system na zapasowym HDD (nie na tym co czyscilem mu patrycję)

    Przy włączeniu uruchamia się wszystko tzn karta graf went na procu, zasilacz etc, ale nie miga lampka HDD. Serial ata jest podłączenie.

    Co robić?

  25. co mnie to obchodzi ze sobie uzburaliscie ze jestem Bazyl ? no co? to ja sobie ubzduram Mistrzu ze jestes Brutal bo piszecie podobnie
    i co? fajnie?

    poza tym Brutal obraza mnie chocby tu:

    [quote]Haha żałosne jest to co tu wypisujesz. Lecz swoje kompleksy gdzie indziej, idź
    daj komuś w mordę i może ci ulży

    Aha – żal.pl piszą dzieci neostrady więc może podpisuj się bAzYl [/quote]

  26. Kręcisz. Gdy Ty pisałeś że jestem Brutalem vel Olkiem, odpowiedziałęm Ci miło. Gdy Olek nazywa Cię Bazylem poniewaz piszesz jak on dokładnie tak samo, to go wyzywasz. Więc ponawiam pytanie, gdzie Cię wyzywa od tak jak Ty go wyzywasz? wklej mi to bo to co wkleiłeś to odpowiedź na Twoje wyzwiska, bardzo łagodna.

  27. A Osho mówił pod koniec życia, że rzekome wspomnienia przeszłych wcieleń to cierpienie innych ludzi, które krąży w obiegu wszechświata i przechodzi na żyjących.

  28. > karma moze byc splacona za 10, 100 czy 200 żyć, ale spłacona być MUSI.

    tu są różne pomysły.. dusze lubią przeżywać i takie spłacenie jest pretekstem do dalszych harców w materii. No i dawaj „odpracowywać”, spłacać.. w kolejnych wcieleniach, szukać swoich dawnych przyjaciół i wrogów, wymyślać coraz lepsze sposoby „spłacenia” długu..

    Aż do momentu, gdy człowiek, jego kolejna inkarnacja na tyle pocierpi, że już mu zacznie uszami wychodzić. Wtedy zaczyna jako Świadome Ja kombinować co tu zrobić, aby już tak bardzo nie cierpieć.

    Jak ma szczęście [czytaj dobre podświadome intencje], to trafia na terapię regresywną, albo na rytuał rozmowy z duszami i oczyszcza te obciążenia – tak jak Mistrz opisuje – ogląda sobie [mniej lub bardziej w HD] swoje przeszłe doświadczenia i stwierdza co było dobre, wartościowe, a czego już nie ma po co ciągnąć. Tak nauczona Dusza już wie, że w pewne sytuacje nie ma co wchodzić, bo wie dlaczego.

    Takie przekonanie własnej Duszy jest o wiele lepsze niż marzenia o „wypaleniu” karmy, ponieważ to Dusza właśnie jest nieśmiertelna i przechodzi z wcielenia na wcielenie. Jak się do czegoś przekona dobrego, to już się tego trzyma.

    > a jaka karme splaca noworodek ktory umiera po roku od przyjscia na swiat?

    no oczywiście swoich wcześniejszych inkarnacji. My jesteśmy przyzwyczajeni, że człowiek zaczyna się w kołysce, czy też przy poczęciu. A jednak jest już wcześniej, jego Dusza nie raz się wcielała, kilkanaście, kilkadziesiąt razy. Stąd nie dziwne, że może taki ktoś sobie sporo poprzednio nagrabił no i .. teraz to wychodzi jako kłopoty, choroby czy śmierć noworodka.

    Zapraszam na swoją stronę, jak ktoś o duszach ciekawy poczytać:
    http://swiatducha.wordpress.com

    >lepiej się popisać dobrym autem, ale tego nie mam, nawet nie mogę

    Marek, i po co było fiata sprzedawać, a? teraz byś poszpanował, nawet jeśli auto byłoby trochę trafione.. 🙂

    >>Za jakiś czas technologia zetknie się z mistyką,
    >ktora konkretnie dziedzina technologii?

    inżynieria sanitarna.

    hłehłe. 😀 to tak dla niedowiarków. jeśli nie chcesz rozważać tematu, to tak naprawdę i święty turecki cię nie przekona, powiedzmy to szczerze. Masz wolną wolę – zawsze..

  29. Ja też śmiało polecam stronę Andrzeja do poczytania jak kogoś interesują dusze i karma, kompetentna, logiczna, i uczciwa teoria, przy okazji dodam co wg mnie jest bardzo ważne, Andrzej nie jest Faraonem i Napoleonem a człowiekiem wykształceniu inżynierskim, co jest wielką rzadkością w ezoteryce. W ezoteryce dominują humaniści, czyli np ja, a to niedobrze bo humanista oznacza przeważnie kogoś kto ma problemy z logicznym myśleniem 🙂

    [b][color=red][size=x-large][url]http://swiatducha.wordpress.com[/url][/size][/color][/b]

  30. Myślę że jest nieprawdziwa. Człowiek któremu wmówili że jeśli cierpi to pójdzie do nieba całe życie się katuje, i gdy kilkadziesiat lat później umiera po ohydnym, nędznym życiu, czuje satysfakcję – że to już koniec tego gówna :))) to bardzo zły przykład na życie.

  31. Tu jest link, ale po angielsku.

    http://www.oshoworld.com/biography/innercontent.asp?FileName=biography10/10-64-reincarnation.txt
    Ale chcę ci powiedzieć jedną rzecz: cała idea reinkarnacji jest chybiona. To prawda, że kiedy ktoś umiera, jest byt staje się częścią całości. Czy był grzesznikiem czy świętym to bez znaczenia, każdy ma coś zwanego umysłem, pamięcią. W przeszłości nie było możliwym zdefiniowanie pamięci jako kłębowiska myśli i fal myśli, ale teraz jest to łatwiejsze.Gautam Buddha powiedział, że kiedy ktoś umiera, jego pamięć rozprasza się i krąży w powietrzu. I jeśli byłeś nieszczęśliwy, twoje nieszczęście znajdzie inną lokację, wejdzie do czyjejś pamięci. Czasami w całości przechodzi do bytu osobowego, w ten sposób ktoś pamięta czyjąś przeszłość. Ale nie jest ona twoją, to czyjś umysł, który odziedziczyłeś.

    Osho pod koniec życia w ogóle zanegował ideę reinkarnacji, jego uczniów wprawiło to w wielką konsternację.

  32. Ciekawe, kto jak kto ale słowa Osho trzeba z szacunkiem wysłuchać. Mimo wszystko korzystam ze swoich danych, słowa mistrzów średnio mnie interesują, zbyt dużo oszustów jest.

  33. „… Pamiętam sam jak żegnałem moich podopiecznych, jak bardzo kochałem młodsze i mniej doświadczone dusze, jak im wszyscy kibicowaliśmy. Jakież było moje zdziwienie kiedy się dowiedziałem że jeden z moich ukochanych wychowanków i uczniów z drugiej strony życia jest sławnym muzykiem, starszym już człowiekiem i zrobił wielką karierę w Stanach. Taka była jego lekcja, takie mu z Przyjaciółmi załatwiliśmy wcielenie by trochę odpoczął po przykrych przejściach w poprzednim życiu….”
    Czy chcesz nam powiedzieć, że byłeś w stanie załatwić komuś jakieś lepsze tymczasowe wcielenie?Z przyjaciółmi-duszami?
    To kim ty na prawdę byłeś?Rozdzielałeś wcielenia?Miałeś na to wpływ?
    Wybacz ale to kompletnie nie ma sensu.
    Piszesz, że pamiętasz jak się to odbywało, a w poście powyżej piszesz, że przekazał ci to jakiś starzec.
    Która wersja jest prawdziwa?

  34. Tak, byłem w stanie ponieważ nauczyciel może zrobić wszystko w ramach karmy która można rozłożyć na bardzo wiele inkarnacji. I ta właśnie dusza miała mieć kiepskie wcielenie, jednak z dostępnych możliwości namówiłem i popchnąłem ją do wybrania tej akurat inkarnacji. Podobnie mój nauczyciel w tamtym świecie dokładnie ze mną wszystko uzgadniał, a efekt tego mam teraz, z czego uważam że teraz jest dobre wcielenie.

    Oczywiście że dla umysłu zamkniętego w trzech wymiarach nie ma to sensu, dla mnie teraz też nie – dlatego żeby to pojąć trzeba medytować by doświadczyć choćby chwilowego wyjścia poza nasze ograniczenia. Jeśli tego nie spróbowałeś, zawsze to co piszę bedzie Ci się wydawało bełkotem, i słusznie. Gdy doswiadczysz w medytacji rozdzielenia od czasu, przestrzeni i swojego ciała oraz Ja, wtedy zrozumiesz natychmiast.

    Starzec w medytacji odblokowuje z pamięci te inkarnacje które jestem w stanie sobie bezpiecznie dla mnie – uświadomić. Przypominam je sobie, gdyż wszystko mamy zapisane w podświadomości. Zrób sobie kiedyś sesję prenatalną, i przy odrobinie szczęścia uświadomisz sobie że masz w swojej własnej pamięci uczucia z czasów gdy byłeś w brzuszku mamy. Gdy pogrzebiesz głębiej, doświadczysz pamięci sprzed brzuszka. Zamiast mi wierzyć czy nie wierzyć (zachęcam do niewiary) spróbuj tego doświadczyć, medytacja, podbicie samooceny, i miłej jazdy 🙂

  35. Z twojego bloga na pewno można wyciągnąć wiele dobrego dla własnego rozwoju duchowego.Sam tego doświadczyłem nie raz.Ale to co nam zaserwowałeś w artykule „Relacje z zaswiatów” i dalszych komentarzach to faktycznie brzmi to jak bełkot.Myślę, że wiele osób zastanawia się czy to co piszesz jest prawdą czy jest wytwór jakiejś chorej wyobrazni?
    Dla mnie raczej to drugie.Bez urazy
    Uważam, że niestety( chociaż mogę sie mylić)dla ciebie tematyka którą poruszyłeś będzie ciężka do przełknięcia dla wielu twoich czytelników.Sądzę, że wiele osób nawet nie spróbuje tego komentować ze względu na szacunek do twoich wcześniejszych jakże ciekawych i przemyslanych wpisów.
    Oczywiście jest to moja subiektywna opinia.Wiele osób jak rónież przede wszystkim ty może sie z nia nie zgodzić.

  36. No i sam się zakręciłęś. Treści które jak twierdzisz Ci pomogły, są uważane przez naprawdę tolerancyjnych ludzi za bełkot. Ty je rozumiesz, i wiesz że bełkotem nie są – podobnie treści które teraz opisałem są dla Ciebie takim samym bełkotem jak dla „normalnych” ludzi to co Tobie pomogło i co czujesz. Tak samo to co teraz napisałem jest dla niektórych ludzi zrozumiałe i jasne, a dla Ciebie nie, bo jesteś „normalny” i tego nie czujesz.

    I dajmy spokój z szacunkiem, w dupie to mam bo raz jest a jak zrobisz coś czego ktoś tego nie rozumie to już go brak a ja nie jestem niczyją kukiełką, piszę to co czuję że trzeba napisac i tyle, a reakcja ludzi? niech będzie jaka ma być.

  37. Skoro piszesz o takich rzeczach musisz sie liczyć z krytyką.A na pewno nie jest to temat łatwy.I na pewno nie zrozumiały dla wszystkich.
    Nie wiem, czy w ogóle można go pojąć.W/g mnie w poruszając taką tematyke możemy tylko spekulować.(Relacje z zaswiatów)
    Napisałem, że wyniosłem wiele dobrego z twojego bloga, ale takiego bełkotu nigdy u ciebie nie czytałem.Wczesniejsze tematy były logiczne i przejrzyste.Każdy mogł czerpać z nich pełnymi garściami.
    Dziwi mnie twoje podejście do szacunku.Tak nie powinien wyrażac sie nauczyciel duchowy za którego sie uważasz.Chyba?
    Dla kogo załozyłeś bloga?Dla siebie?Myslę, że nie.To własnie my czytelnicy nadajemy sens twojemu blogowi.Jak by nie było nas nie miał by kto czytać twoich wpisów.

  38. I przyjmuję tą krytykę z uśmiechem, jak widać (słychać i czuć) i odpowiadam Ci na Twoją krytykę w sposób rzeczowy, logiczny i kulturalny. Moje podejście do szacunku jest takie, że ja sam siebie szanuję bo to co piszę, to bardzo dobrej jakości idee, wiec nie wiem czemu miałbym pisać w oparciu o zdanie czytelników? czytelnik zawsze będzie, gdy napiszę że reinkarnacja to oszustwo, to będą fani, gdy napiszę odwrotnie tez będą fani, a wiec piszę to na co mam ochotę i co czuję.

    Bloga założyłem dla siebie – dla zabicia czasu. Potem zaczęło się robić fajnie i tłocznie, więc zacząłem pisać by podzielić się moją wiedzą i przemyśleniami, a także wątpliwościami. Piszę co chcę, kiedy chcę, i jak chcę ponieważ nie biorę za to pensji. Jak mi dacie pensję miesiecznie np. 5 tysi, to wymagajcie, dopóki tego nie robicie, czytacie to co ja zechcę napisać. A i tak piszę zresztą na życzenie czytelników o różnych tematach. I tyle.

  39. Marek mówisz o sobie,że jesteś nauczycielem. Ok, ale w takim razie musiałeś być czyimś uczniem.
    A ja chciałabym wiedzieć czyim, czyli kto był Twoim nauczycielem.
    I jeszcze skoro nazywasz siebie nauczycielem to powinieneś mieć ucznia/uczniów.
    Moje pytanie czy rzeczywiście masz jakiegoś konkretnego ucznia?

    Marek nie wątpię w Twoją wiedzę, ale:

    Czy tę wiedzę czerpiesz tylko z książek, czy rzeczywiście przebywałeś w kulturze wschodniej wśród buddystów.

    I jeszcze jak to, jest możliwe, że pamiętasz inne życie, skoro nasza świadomość tego nie odtwarza, hmm…a może tak dobrze masz wyćwiczoną podświadomość.
    A w sumie powiedz jak to jest z ta podświadomością, ona jest czy nie.

    pozdrawiam

  40. Z tego co widziałem (poczułęm) istnieje hierarchia dusz, oparta na doswiadczeniu. I oczywiście ja miałem i mam nauczyciela, duszę która przez to co ja przechodzę już przeszła i może mnie inspirować. Nie mam ucznia a wielu uczniów, bardzo wielu o poziomie wcale nie najniższym, w ogóle wielu z uczniów ma swoich uczniów już. Nauczyciel w realnym świecie to przeważnie nieudacznik po pedagogice, w świecie poza to zupełnie coś innego, nie można ściemniać, to czym jesteś tym wibrujesz, nikt Cię nie wybiera nauczycielem, po prostu masz więcej doświadczenia i madrości, i się tym dzielisz ze swoimi ukochanymi Przyjaciółmi.

    Jeden ma wgląd w życia, inny rodzi się jako geniusz muzyki. Inny nie ma zupełnie nic. Podświadomość to Twoje emocje które czujesz w zetknięciu z daną sytuacją 🙂

  41. Masz rację, Marku, Napoleonem nie byłem, ale byłem za to we wspomnieniach:
    żebrakiem,
    mnichem [nie raz],
    raz miałem taki ‚zawód’, za który wsadzają za kratki,
    salowym w psychiatryku,
    hipnotyzerem,
    guru,
    byłem wędrownym żołnierzem-rozbujnikiem w Niemczech,
    w chinach też bywałem
    byłem żydowskim nauczycielem w szkole dla dzieci żydowskich oczywiście. Tak więc czasami chcę powiedzieć „o, ja też byłem Żydem!” – no, ale dla „zwykłych ludzi” jest to zdanie bez sensu..

  42. Marek ostatnio przeczytałam książkę P.Coelho Zahir. Od tej pory kojarzę Cię z bohaterem tej książki o imieniu Michaił.

    Czy Twoim zdaniem mógłbyś się z nim utożsamić?

    A propos kochany – nauczyciel to według Ciebie jakie ma kończyć studia?
    I pomyśl gdyby Twój „realny” nauczyciel byłby nieudacznikiem to ty też byłbyś nieudacznikiem w realnym świecie. A chyba się za takiego się nie uważasz.

    Kolorowych snów:-)dobranoc

  43. Nie czytałem jej. Za to dziś byłem w bibliotece i pożyczyłem świetne ksiażki, przede wszystkim najnowsza ksiażka Koontza „Twoje serce należy do mnie”, Superintuicję Kurta Tepperweina, „pociąg upioró” Bentleya Little, kryminał Kena Bruena, i Roberta Szmidta „Alpha team” – genialna, uwielbiam takie klimaty postnuklerarne 🙂

    A wiec… w bibliotece pracuje nowa panna, metr 58cm w kapeluszu, uwielbiam takie małe laseczki, cały czas chodziłem blisko niej, udawałem że interesują mnie romanse… i podsłuchiwałem o czym gadała z jakąś starą ropuchą. Piękne paluszki pianistki, cera ładna, głosik, niska, to plusy, minusy to brak cycka a to lubię, mieszka z mamą 🙁 i największy minus, nie jestem w jej typie :))))))))))))))

    Ja bym nie mógł być nauczycielem, jakby mi chcieli śmietnik założyć na głowę to bym pół klasy rozpieprzył w drzazgi razem z uczniami 🙂 moi nauczyciele ze szkoły to frustraci i nieudacznicy życiowi, ze dwóch może znałem co nauczali z pasji. Reszta to szkoda gadać.

  44. Polecam tą książkę, myślę że Ci się spodoba.

    To pomyśl, że większość jest jak tych dwóch, ale o nich się nie pisze nie mówi bo jest to standard, czyli nudziarstwo dla mediów.

    Natomiast nauczyciel z koszem na głowie to pojedyncze przypadki, ale za to jakie sensacyjne.
    Według mnie istnieje ważna zasada – nauczyciel nie może być kolegą ucznia.

    Wątpię w to, abyś pozwolił sobie włożyć kosz na głowę hihiihi.

  45. Trochę się zakręciłeś.Twierdzisz, że bloga założyłeś dla siebie dla zabicia czasu.Nie jest to do końca prawdą.Wiedziałeś, ze wiele osób będzię czytać twoje wpisy.Gdybyś tego nie chciał to prowadziłbyś pamiętnik czy coś w tym stylu.Tak żeby nie było to dla nikogo dostępn.Logiczne.

  46. Myślę że można być kolegą ucznia, ale musi być szacun, ja rządzę, uczeń jest mi podległy. To fajna sprawa patrzeć jak ktoś radzi sobie dzieki Tobie i Twoim radom wychodzi na prostą 🙂

  47. Wiele razy pisałem, że bloga założyłem dla zabicia czasu, ponieważ wyrzucili mnie prawie z każdego forum ezoterycznego. Pół roku prawie trwało zanim zdobyłęm czytelników na blogu księga sukcesów na onecie, i wtedy zacząłem traktować to poważniej. I nadal pisze wtedy kiedy mam ochotę, więc nie wmawiaj mi swojej logiki, która nie jest żadną logiką tylko próbą sprawienia bym przyjął Twoją wiedzę na swój temat – śmieszne. Nie czujesz tego że to jest żałosne? i jeszcze te wstawki że się zakręciłęm, gdzie? to Ty nie rozumiesz prostego tekstu, że pewne sprawy które ja i inni czują, Ty nie czujesz bo byc może do nich jeszcze nie dojrzałeś. Jeśli ja nie rozumiem działania telewizora to nie wmawiam sobie bajek, tylko stwierdzam że tego nie czuję, a Ty próbujesz ośmieszyć treści których nie pojmujesz. To jest własnie smutne.

  48. Ja jestem żałosny, śmieszny, nie rozumiem prostego tekstu, jestem nie dojrzały.Ciekawe.
    Gdy ty mi napisałeś że się zakręciłem to odpowiedziałem ci rzeczowo a u ciebie ten sam tekst wywołał falę agresji.
    Umieszczając swoje artykuły na blogu w takim miejscu jakim jest internet to czy ci sie to podoba czy nie, nie robisz tego tylko dla siebie, ale jestem pewny, że masz i miałeś świadomośc że ludzię będą to czytać i tyle w temacie

  49. Kiedy sie przebudzimy? JUZ CZAS

    Jacek Kaczmarski » Mury
    On natchniony i młody był, ich nie policzyłby nikt
    On im dodawał pieśnią sil, śpiewał, że blisko już świt
    Świec tysiące palili mu, znad głów unosił się dym
    Śpiewał, że czas, by runął mur, oni śpiewali wraz z nim

    Wyrwij murom zęby krat
    Zerwij kajdany, połam bat
    A mury runą, runą, runą
    I pogrzebią stary świat!

    Wkrótce na pamięć znali pieśń i sama melodia bez słów
    Niosła ze sobą starą treść, dreszcze na wskroś serc i dusz
    Śpiewali wiec, klaskali w rytm, jak wystrzał poklask ich brzmiał
    I ciążył łańcuch, zwlekał świt, on wciąż śpiewał i grał

    Wyrwij murom…

    Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas
    I z pieśnią, że już blisko świt, szli ulicami miast
    Zwalali pomniki i rwali bruk – Ten z nami! Ten przeciw nam!
    Kto sam, ten nasz największy wróg! A śpiewak także był sam

    Patrzył na równy tłumów marsz
    Milczał wsłuchany w kroków huk
    A mury rosły, rosły, rosły
    Łańcuch kołysał się u nóg…

    Patrzy na równy tłumów marsz
    Milczy wsłuchany w kroków huk
    A mury rosną, rosną, rosną
    Łańcuch kołysze się u nóg…

    [quote]http://mechanik88.wrzuta.pl/audio/9K2pMIsyqZQ/j_kaczmarski-_mury[/quote]

  50. Zgadzam się z Tobą. Tylko z małą różnicą – nauczyciel nie jest kolegą ucznia, tylko uczniowi – się tak wydaje. Gdyż owy pedagog stwarza takie pozory.:D

Dodaj komentarz

Top