Jesteś tutaj
Home > MyBlog > Przemyślenia > Punkty witalne

Punkty witalne

 

 

 

Życie to sztuka wojny, którą wygrywa mądrzejszy przeciwnik. Są dwie nauki; jest nauka duchowa, która koncentruje się na obronie, defensywie, i jest nauka czarnej magii, która opiera się na ataku, ofensywie. Człowiek ma w zasadzie tylko dwa słabe punkty, w które napastnik może uderzyć.
1. Niska samoocena
2. Pragnienia bycia kimś ważnym

 

 

                                          Punkty witalne

 

 

Ciało ludzkie ma wiele punktów witalnych, które można wykorzystać w walce. Są to oczy, szyja, splot słoneczny, krocze, doły podkolanowe, i wiele pomniejszych. Jeśli w bójce złapiesz kogoś mocno za jądra, przegra. Za małolata dostałem lekkie kopnięcie w jądra, i na piętnaście minut straciłem przytomność z bólu. Leżałem na ziemi aż ocuciła mnie jakaś starsza Pani. Nikt nigdy mnie nawet nie zamroczył uderzeniem w głowę, a dostawałem naprawdę mocne uderzenia; dlatego właśnie punkty te są nazywane witalnymi, witalność to życie, przepływ energii. Największa armia, jeśli w skrytobójczym zamachu straci władcę, przestanie być sprawna i witalna, rozsypie się. Życie to arena nieustającej walki gdzie walczą wszyscy, od mikroorganizmów poprzez zwierzęta aż po ludzi, i prawdopodobnie inne formy życia. Co Ci z wielkich mięśni, gdy dostaniesz kopnięcie w jądra? jeśli ktoś Ci włoży palce w oczy? Oprócz ćwiczenia umiejętności brutalnego ataku, musisz mieć opanowaną sztukę walki obronnej. Zaatakować z zaskoczenia potrafi każdy; ale obronić się już nie. Atak jest zawsze znacznie łatwiejszy; jeśli napadasz z zaskoczenia, możesz uderzyć w punkt witalny i z lekkością pokonać napastnika. Ćwiczenie więc ataku jest kompletnie bez sensu, bo ten zawsze można przeprowadzić. Sztuka obrony jest sztuką królewską. Obrona może być także aktywna, wyprzedzająca, sprawiająca wrażenie ataku, ale to jest nadal obrona.

 

W walce psychicznej, czyli zwyczajnym życiu gdzie jesteśmy atakowani przez nachalne reklamy i sugestie (jesteś brzydki, kup nasz produkt będziesz piękny; jesteś mały, kupuj nasze odżywki i bądź wielki, jesteś oszołomomem, zagłosuj na naszą partię a będziesz należeć do elity intelektualnej, i żyć jak w Irlandii) są ludzie którzy chcą na Tobie zarobić, chcą Cię wykorzystać. Tylko to się liczy, a ponieważ nie chcą napadać (ryzyko więzienia, obrzydzenie do krwi czy słabość fizyczna) muszą Ci zabrać pieniądze w „wolnorynkowy” sposób. To bardzo proste; najpierw trzeba wzbudzić w Tobie pragnienie, a potem dać Ci produkt który te pragnienie uciszy; na chwilę, pieniądz musi być w ruchu. Powstały wielkie firmy, których głównym celem jest wzbudzanie pragnień. Zestawia się retuszowane obrazy ładnych ludzi sukcesu, z produktem pod pachą czy w dłoni. Następuje skojarzenie; elegancki, przystojny, prezes, i używa kremu jakiejś marki. Ty też chcesz taki być, też chcesz by Cię podziwiali, wodzili za Tobą oczami a nie popychali, zaczynasz więc marzyć o kremie który żywcem zmieni Cię w prezesa wielkiej firmy. Twoje życie zostało właśnie sprowadzone do poziomu zwierzęcości. Widziałem to wiele razy. Fajne chłopaki, jednego od młodości ciągnie do stolarki, ma do tego talent a praca mu się w rękach aż pali, inny lubi grzebać się w samochodach, kolejny ma talent artystyczny. I co zrobili z własnymi celami, które dają im satysfakcję i rozkosz? wyparli się ich i poszli na studia; super modny swego czasu marketing i zarządzanie, po którym nadają się jedynie do wykładania towaru na półki w tesco. Przejęli cudzy cel pod wpływem presji innych ludzi, i przegrali. Zamiast robić śliczne meble i zarabiać na nich poważne pieniądze, podgryzają się z ekipą w pracy; bo tak ma być, mieć dziadowską pracę i żenujące pieniądze to za mało, oni odbiorą Ci jeszcze godność, masz się dla pracy upadlać. Mógł być sukces, praca która jest rozkoszą, dobre pieniądze i szacunek u ludzi. Ale dziewczyna płakała że bez studiów będzie nikim, że wstyd, że na ulicy się z robolem nie pokaże. Oczywiście dziewczyna z magistrem pracującym w markecie nie zostanie; pójdzie do bogatszego a ubogi magister może sobie pluć w brodę, że dał się naciągnąć na gdakanie zakompleksionej dziewczyny.

 

 

Przejdźmy do naszych słabych punktów. Samoocena.

Gdy jest niska, to zawsze jest to nienaturalny, chorobowy stan. Został w Tobie sztucznie stworzony, poprzez wmówienie Ci że jesteś od kogoś gorszy, mniejszy, mniej znaczący. Ty w to uwierzyłeś, dałeś wiarę zabójczej dla Ciebie sugestii. Dlatego napisane jest byś nie wierzył w fałszywych bogów. Każde Twoje przekonanie w które wierzysz, to w pewnym sensie religia, kult. Wierzysz w coś, staje się to dla Ciebie realne, zaczynasz to wszędzie dostrzegać i to co obserwujesz zdaje się udowadniać wierzenie; koło wiary się zamyka. Myśl intensywnie o jakimś samochodzie, strzelam – Dacia Logan. Idę o zakład że zaczniesz ten model wszędzie widzieć. To najprostszy przykład w którym mogę ukazać Ci o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Wcześniej nie widziałeś tego auta, ale ono na pewno było. Po prostu nie było go w Twoim umyśle, więc gdy nawet je zauważyłeś, nie zwróciłeś na nie uwagi. Będąc w sklepie omiotłeś wzrokiem wszystkie produkty, a czy potrafisz je wszystkie wymienić? na pewno nie. Widzimy wszystko to samo co inni ludzie, jednak dostrzegamy tylko to co mamy w swojej świadomości, głowie. Codziennie masz do czynienia z tysiącami bodźców zmysłowych, a zapamiętujesz i bierzesz do siebie tylko te, które mają dla Ciebie jakieś znaczenie. Gdy czytasz mój felieton, zauważasz styl i wielkość literek? nie, prawdopodobnie to Cię nie interesuje. A przecież je widzisz, masz przed sobą. Wielbiciel stylów pisania (są tacy fascynaci) od razu zwróci na to uwagę, Ty nie.

 

A więc myślisz o Dacii, w efekcie czego widząc ją na ulicy od razu to dostrzegasz a nie ignorujesz. Mając w głowie wierzenie, wszędzie widzisz jego efekty. Gdy masz niską samoocenę, wszędzie dojrzysz to co zdaje się ją potwierdzać. A to ktoś bykiem na Ciebie spojrzy, przepchnie się brutalnie obok Ciebie, urzędniczka będzie opryskliwa. Inni szepczą; na pewno o Tobie. Nie mają własnego życia, swoich spraw, żyją tylko i wyłącznie Tobą. Ktoś krzyknie za oknem, a Ty się pocisz że pewnie się z Ciebie śmieją. Masz w głowie że jesteś nikim, więc zobaczysz tylko to co potwierdza to wierzenie. Natomiast nie zobaczysz że ktoś spojrzał na Ciebie z życzliwością, że ktoś Ci przytrzymał drzwi, że lubi Cię; po prostu to zignorujesz, tak jak zawsze ignorowałeś Dacię Logan i nie interesujące Cię nigdy przyprawy w sklepie. Wokół Ciebie jest ocean szczęśliwości, ale Ty wybierasz taplanie się w błocie zamiast zanurzyć się w rozkoszną toń, płynąć na orzeźwiajacej fali szczęścia.

 

                                            Stan naturalny

 

Stanem naturalnym człowieka, zaprojektowanym przez naturę czy Wyższe Siły, jest stan akceptacji siebie i szczęśliwości, odczuwanej w ciele radości i lekkości. Jednak wchodząc w życie, ulegamy agresywnej aurze otoczenia i zaczynamy patrzeć na świat przez pewne filtry; najczęściej są to czarne, depresyjne okulary. Wraz z dorastaniem zyskujemy przekonania które nas ograniczają, zakrywają naturalny stan lekkości i szczęśliwości, zastępując go fałszywymi wierzeniami i fałszywymi celami. No cóż, będąc szczęśliwy przyczynisz się do bankructwa wielu firm które wciskają Ci swoje towary. Te wierzenia to przede wszystkim religia; aktualnie nasza gloryfikuje poczucie winy, strach przed piekłem, jest ewidentnie negatywna i szkodliwa dla naszej prawdziwej Istoty, co doskonale widać po fakcie ze dwa tysiące lat jej istnienia, nic nie zmieniło na lepsze. Jak ludzie się zarzynali tak nadal to robią, chociaż pod innymi sztandarami i ideami. Później są rodzice, którzy mogą być bardzo destrukcyjni, i wmówić dziecku wiele strasznych rzeczy, często jest to czynione oczywiście w dobrej wierze, np. „Życie jest straszne, trzeba w nim walczyć żeby Cię nie wyruchali”, „Musisz być kimś, coś osiągnąć żeby Tobą nie pomiatali” i szereg innych mądrości życiowych, które są wnioskami człowieka żyjącego w strachu przed opinią innych, człowieka zniewolonego.

 

 

Te rady oczywiście mogą sprawić ze odniesiesz sukces. Będziesz mieć pieniądze, stanowisko, ale jakim kosztem? stres to Pan Pikuś w porównaniu do szkód duchowych które poniesiesz, a przecież nie każdy kto idzie po trupach, odnosi taki „sukces” jak te półżywe kukły z telewizji. Część ląduje w więzieniu, gdzie mają co noc penetrowany odbyt bez gry wstępnej, inni się rozpijają nie dając sobie rady ze stresem, inni zostają zastrzeleni czy zakatowani gdzieś w lesie kijem bejsbolowym, a są i tacy którzy popełniają samobójstwo nie mogąc znieść smaku porażki. Całe życie w wielkim lęku, stresie, żeby tylko inni mogli spojrzeć i powiedzieć „On odniósł sukces”. Jest oczywistą oczywistością, że motywacją takiego działania jest strach przed opinią innych. To jaki to sukces, jeśli poświęcasz całe swoje życie, by udowodnić innym że jesteś lepszy? i kto będzie Cię podziwiać? będą Ci zazdrościć, pluć na Ciebie w myślach że Ty masz a oni nie. A Tobie siądzie serce, pojawi się zawał czy udar i po biznesie. Później leżąc w ohydnym szpitalu, będziesz próbował sobie ułożyć w głowie dlaczego Twoje życie było tak straszne. Ostatnie lata życia będą gehenną, w biedzie i poczuciu nieszczęscia, upodlenia. Przecież całe życie wierzyłeś że można czuć się dobrze, będąc tylko bogatym i na topie. Teraz gdy po zawale Twoja firma upadła i jesteś biedny, analogicznie musisz się czuć szmatą; w końcu nie masz pieniędzy, nic nie masz. Twoje wierzenie zniszczyło Twoje życie, nic więcej. Jak mi mówiła znajoma, która całe życie jako lekarz widziała takich ludzi; jest aksjomat, od takiego ex człowieka sukcesu zawsze spieprza żona, dzieci rzadziej. Zabierają wszystko co zostało, i ciągają wrak po sądach by wyciągnąć resztki pieniędzy. Całe Twoje życie pod koniec okazuje się… kłamstwem. Dlaczego? przyczyną są przekonania które masz w głowie. To one i Twoja w nie wiara sprowadziła na Ciebie nieszczęście. Dlatego nigdy nie zazdroszczę ludziom sukcesu ich pieniędzy. Wiem jaką często płacą za swoją pozycję cenę, dla mnie byłaby ona za wysoka. Ktoś Ci wmówił że jesteś gorszy, więc chcesz pokazać że jesteś lepszy; całe życie chciałeś zadowolić ignorantów, durni, zależało Ci na ich zazdrości. Pamiętaj jednak, że w świecie nie ma tak naprawdę przegranych. Istnieje reinkarnacja i szansa na nową radość, a każdy błąd jeśli tego zapragniesz, stanie się drogocenną nauką, lekcją za którą inni chętnie zapłacą. Ja w moim życiu materialnym poniosłem same klęski, a ludzie chętnie skorzystają z wiedzy którą na nich zdobyłem, pomaga im to co z klęsk wywnioskowałem. Klęski mnie nie złamały, wzmocniły mnie, dały mi mocną pozycję wyjściową. Bez klęsk byłbym nadal głupcem, więc szanuj swoje klęski, to Twoja największa życiowa lokata i sukces, jeśli oczywiście wiesz jak je wykorzystać. Ja jako coach, nauczyciel, nie mogę nauczyć Cię odnosić sukcesów; jestem nieudacznikiem. Ale mogę Cię nauczyć jak wykorzystać klęski by były sukcesem. Nazywam to sukcesem statycznym. Niby dziad który nic nie ma, a w środku jest szczęśliwy i zadowolony. Sukces to pojęcie względne moi drodzy Państwo.

 

Rozwój duchowy to zabieranie, odejmowanie, a jego znakiem jest minus. Jest to minus dodatni, gdyż zabierając, daje. Zagadka; kto może zajść leżąc? to nie mistyczny koan, a do wcipny paradoks. Świat oferuje Ci plus; obiecuje że dając Ci będziesz szczęsliwy. Rozwój duchowy i nauczyciel preferuje zupełnie inną ścieżkę; człowiek z natury jest szczęśliwy, a unieszczęśliwia go nagromadzenie cudzych przekonań i warunków jakie stawia się życiu. Rozwój duchowy to sprzątanie śmieci z własnej głowy, tak samo jak naturalne uzdrawianie, które zakłada że wszystkie choroby biorą się z nadmiaru toksyn; nie leczy się więc bezpośrednio choroby, a oczyszcza organizm z toksyn żeby on sam móg dokonać uzdrowienia. Podobnie jest z państwem; dopóki nie usunie się korupcji, złodziejstwa i rozpasania bandytów, żadne reformy nic nie dadzą. Trzeba ścinać łby, zamykać w więzieniu, zastraszyć i terroryzować przestępców. Ścieżka szczęścia to odejmowanie. Świat oferuje Ci natomiast dodawanie kolejnych idei, lekarstw, kolejnych wspaniałych eliksirów na cokolwiek sobie wymarzysz. Do góry śmieci którą w sobie zgromadziłeś, dodajesz kolejne. W końcu eksplodujesz, sięgnąłeś szczytu, zamieniłeś się w składowisko toksycznych odpadów.

 

                                           To banalnie proste

 

To wszystko jest naprawdę banalnie proste. Jeśli stawiasz warunki, to ich niespełnienie sprawia Ci cierpienie. Np. zakładasz że dzień ma być słoneczny, a tu jak na złość pada deszcz. Powstaje w Tobie cierpienie, ponieważ to co chciałeś narzucić światu, nie spełniło się. A dzien jak to dzień, raz pada deszcz, innym razem przygrzewa słońce, czasem wiatr przyjemnie Cię smaga rózgą chłodu. Nie stawiaj warunków pogodzie, a nie będziesz cierpieć. Nie trzeba modlitw, ofiar, nic nie trzeba, zupełnie nic; nie stawiaj żadnych warunków a uzyskasz głębokie zadowolenie. To jak z niską samooceną; stawiasz warunek że ludzie mają Cię szanować. A niby dlaczego mają Cię szanować? może oni nie lubią nikogo szanować? może mają w głowie obraz szacunku, którego Ty swoim wyglądem czy zachowaniem nie spełniasz? nie oczekuj niczego od ludzi (a zwłaszcza że są dobrzy) a nie będziesz cierpieć. Odpowiedz sam sobie; jakie dziś postawiłem życiu warunki? teraz już wiesz, skąd te drżenie strachu i obawa. To hazard; życie się ułoży tak jak tego chcesz, czy nie? dreszczyk emocji, odetchnięcie z ulgą jak się uda, cierpienie jak nie wyjdzie jak chcieliśmy. A może by tak dziś nie stawiać żadnych warunków? iść z falą, płynąć z prądem? jak będzie tak będzie, trzeba puścić lejce, wyluzować. „Rozkazuję życiu żeby było takie jak jest” cóż za wspaniała myśl przewodnia dnia. Rozkazuj mądrze; ja, autor felietonu, rozkazuję Ci czytelniku być takim jakim jesteś. Och, jaka ulga, wygrałem, znowu 🙂 Ja Marek, rozkazuję wam wszystkim którzy mnie czytacie, żebyście oddychali. Odegrajcie się na mnie koniecznie, zemścijcie; My czytelnicy, rozkazujemy Ci Marku i jego podła Kocico Jazzy, żebyście oddychali. Widzicie jakie to proste? robię co mi każecie, gram jak mi zagracie. Jesteście ludźmi sukcesu. Dziś w ogrodzie smagnąłem Jazzy brzozową witką po chudym zadku, dla lepszego krążenia, wzmacniam jej charakter. Niestety, karmię ją i tuczę, a nic nie tyje. Moje marzenia o mojej małej Jazzuni która tłucze wszystkie inne koty, spełzły na niczym, co oczywiście budzi we mnie cierpienie.

 

Destrukcyjnym wpływom i programowaniu podlegasz w dzieciństwie, kiedy nie mając żadnych możliwości porównania informacji (nie wiesz czy rodzice nie wciskają Ci ciemnoty) ulegasz im. W dorosłym życiu te przekonania sprawiają Ci wiele cierpienia, wiele bólu. Próbujesz się więc ich pozbyć, co jest naturalnym i prawidłowym działaniem. Tu stoją przed Tobą dwie ścieżki; jedna wąska i kamienista, a druga szeroka, z pozoru wygodna. Szeroka ścieżka to świat który najpierw sprawił Ci ból, zatruł trucizną (fałszywymi przekonaniami) a teraz oferuje na niego odtrutkę, kolorową tabletkę; tym co ma sprawić byś nie cierpiał, to używki chemiczne, alkohol, kompulsywne objadanie się, seks, tłumne miejsca z błyskającymi światełkami i hałasem byś nie czuł się samotny, i wiele celów które mają Ci dać kiedyś tam szczęście; świetne ciało, muskulatura, sukces, wielkie pieniądze. Każdy kto jest inteligentniejszy od małpy, wie że wymienione przeze mnie rzeczy często kończą się tragicznie. To jak jak przemysł farmaceutyczny; przecież jest oczywiste, że nikt z tych ludzi którzy na lekach zarabiają miliardy dolarów, nie da Ci lekastwa leczącego definitywnie chorobę, bo na czym by zarabiał? on musi Cię trzymać w stanie choroby, bo to jest gwarancja stałych zysków. Ludzie są w stanie zabić krewnych żeby wyrwać spadek po zmarłej osobie, ale naiwnie wierzą że ktoś ich uleczy i komuś zależy na ich zdrowiu.

 

Wąska ścieżka jest z pozoru smutna. Nie błyskają światełka, nie pojawiają się tam atrakcyjne dziewczyny z dużymi cyckami, nie ma hałasu ani reklam, nie można się upić i zrobić z siebie świni przy ludziach. Ale to tylko pozory. Gdy wyciszysz swój umysł, cisza i spokój który pojawia się w Tobie, jest zjawiskiem znacznie piękniejszym niż najlepsza nawet impreza z dziwkami gdzie pizgasz koks. Alkohol i narkotyki odprężają Cię, dają Ci „odetchnąć”, wyluzować się. W medytacji doświadczasz za darmo i bez kaca, takiego błogostanu że narkotyki się chowają. Przy okazji nie trzeba spędzać następnego dnia w toalecie, i latać do kiosku po tabletki z krzyżykiem czy stoperan. Wszystko co chcesz osiągnąć światowymi działaniami, osiągniesz z naddatkiem na drodze duchowej; i wiele, wiele więcej. Jednak wymaga to wysiłku, koncentracji i dyscypliny. Tabletkę jest łatwiej zażyć, niż systematycznie nad sobą pracować. Dlatego ścieżka duchowości jest dla elity, a nie ludzi dla których wystarcza to, co ma do zaoferowania świat. Siedzą, żrą, srają; i myślą że rozumieją świat, rzekomo nudny. Mają nawet tupet, by uważać się za wyrocznie, udzielają „dobrych” rad. My ludzie, nie wiemy i nie rozumiemy ani pogody, ani nie wiemy co jest głęboko w ziemi, co w głębiach ceanicznych… niewiele wiemy także o naszej przeszłości, ziemi, biologii… w każdej niemal dziedzinie wiedzy, ślizgamy się po powierzchni i nie wiemy kim jesteśmy, co tu robimy, ani w jakim celu istniejemy. A dłubiący w nosie zjadacz kotletów, sądzi ze zrozumiał wszystko.

 

 

Poczucie własnej ważności.

Temat ten jest bardzo dokładnie opisany w książkach od transerfingu; czy chcesz być ważny? czy jesteś napuszony, czujesz się lepszy od innych? witaj w piekle. Poczucie własnej wielkości, wprost wypływa ze strachu przed opinią innych ludzi. Ludzie mający poczucie swojej wielkości, całe życie i swoją energię poświęcają na to, by pokazać innym to że są więksi, lepsi, mądrzejsi. Często jest to po prostu śmieszne, ale człowiek owładnięty manią wielkości tego nie zauważa. Zawsze mnie to fascynowało; jak można być tak ślepym i nie widzieć swojego zachowania? to jak z pewnym kolegą z pracy, który potwornie cuchnął. Pracowałem wtedy w biurze, i ciężko było znieść to jak śmierdział. Nikt nie wiedział czy to z braku higieny, czy może był na coś chory; nie wiadomo. Wiadomo natomiast to że nie uświadamiał sobie tego faktu. Raz prawie zwariowałem ze śmiechu, gdy wołał mnie śmiejąc się, że jedna z pracownic otworzyła sardynki i capi nimi w całym pokoju. Śmiał się z tego podniecony że zauważył smród, a ja niemal zwijałem się na ziemi uświadamiając sobie absurdalność sytuacji. Patentowany śmierdziel potępia innych za brzydki zapach. To samo zawsze widziałem u Sławka, który przy każdej możliwej sytuacji gdy mnie obrażał, pisał że jest kimś, że ma szczęśliwą rodzinę, skodę fabię z salonu i świetnie zarabia a ja jestem zerem i nikim. To jest tak śmieszne, tak niewiarygodnie śmieszne że on nie widzi tego jak jest śmieszny; mania wielkości całkowicie odebrała mu rozum i rozsądek.

 

Twoje cierpienie związane z innymi ludźmi, zawsze polega na za wysokim poczuciu ważności siebie.

 

Tak jak pisałem na początku, tak napiszę pod koniec; Twoje słabe punkty to zaniżona samoocena, i nadmierne poczucie własnej wielkości. Jak przeciwnik je wykorzysta? w prosty sposób. Jeśli masz niską samoocenę, uderzy Cię działając tak by jasno potwierdzić Twoje przekonanie że jest nikim. Może Ci stworzyć jakieś pragnienie, np pokazując Ci jako przykład sukcesu ludzi, którzy są odmienni od Ciebie, i później sprzedać zaspokojenie sztucznie stworzonego pragnienia. Może także sztucznie Ci je podwyższyć (komplementem, uznaniem które ofiara pokocha) a potem w zależności od sytuacji zmniejszać je lub zwiększać, gdy robisz to co chce manipulator. Poczucie ważności to najprostszy sposób, by ktoś kto Cię klepie i daje Ci odczuć że jesteś „wielki”, wycyckał Cię duże pieniądze, czy inne dobra.

 

                                            Eksperyment

 

Swego czasu zrobiłem eksperyment. Udawałem mistrza duchowego, ale takiego z brodą, z wyobrażeń ludzi którym wydaje się że mistrz duchowy musi mieć brodę (najlepiej siwą) być starszym człowiekiem i bardzo powaznym. Byłem zszokowany naiwnością ludzi. Nie była to jednak naiwność, były to ich słabe punkty. Wystarcza rozmowa np. na czacie czy jakimś komunikatorze. Prosisz o zdjęcie, i mówisz że nigdy nie spotkałeś u nikogo tak wspaniałej aury. Osoba na drugim końcu światłowodu drży z emocji; ona zawsze gdzieś tam głęboko w sobie, podejrzewała że jest lepsza niż inni. Wprawdzie wykłada towar na półki w markecie i to ją dołuje, ale nagle okazuje się, że była tysiące lat temu… faraonem. Mówisz więc na czacie że ma wspaniałą aurę, że była faraonem i ma wspaniałe czakry duchowości (wyższe – niższe, te prymitywne są słabe co tłumaczy słabą kondycję finansową). I ta osoba już chce się z Tobą umawiać, wpłacać Ci pieniądze. Chce od Ciebie jeszcze więcej przyjemności, jeszcze więcej narkotyku dla ego. Ja ze swojej ważności w większości zrezygnowałem, i mogą mi mówić że byłem Napoleonem, dla mnie nie ma to znaczenia, żadnego. Nieważne kim byłem, ważne kim teraz jestem i co robię dla siebie. Jeśli chcesz mieć oddanych wyznawców, zwiększaj ich poczucie ważności, i podnoś samoocenę, niech będzie ona wysoka tylko przez Twoje komplementy. Wtedy będziesz kanalią; bogatą kanalią, ale jednak mimo wszystko, kanalią. Jeśli chcesz zrobić coś naprawdę fajnego, ucz ludzi jak sami mają podnosić samoocenę i obniżać swoje poczucie wielkości, a nie czepiać się jak rzep oszustów i szarlatanów. Jesteś wspaniały z samego faktu istnienia. Jest w Tobie Boskość, czego chcesz więcej na miłość Boską? co więcej może Ci dać oszust? ułudę że byłeś Napoleonem? Hitlerem? jeśli uświadomisz sobie co masz tak naprawdę w sobie, kim naprawdę jesteś, będziesz miał więcej niż wszyscy psychopaci tego świata razem wzięci. Po prostu otwórz oczy, wyrzuć brednie ze swojej głowy; nie broń ich, nie są Twoje. Kleszcza który wpił się w Twoją dupę też odrzucasz bo zatruje Cię boreliozą, nie zatrzymujesz go traktując jak coś swojego. Wyrzuć więc wszystkie przekonania o swojej winie, niższości, byciu śmieciem, czy że masz jakieś zobowiązania wobec świata i ludzi. Jasne, oni chcą żebyś czuł się winny i zobowiązany. Na darmowego niewolnika zawsze będzie popyt. Wyrzuć śmieci przyjacielu.

 

Człowiek z dużym poczuciem swojej ważności, inwestuje swoją energię i czas by być większym niż jest. A czy nie lepiej w tym czasie być na żaglówkach? bawić się na dyskotece? kochać z fajną dziewczyną? szkoda tej energii, naprawdę. Żyjemy za krótko, by poświęcić swoje życie na takie głupoty. Pamiętaj że niska ważność nie oznacza że się nie szanujesz, nic z tego. To po prostu wizja siebie równego innym ludziom, i nie wymagająca być kimś wielkim, premierem, ministrem czy arcybiskupem.

 

Zapraszam do rejestrowania się na forum Forum

30 thoughts on “Punkty witalne

  1. „Ludzie są w stanie zabić krewnych żeby wyrwać spadek po zmarłej osobie, ale naiwnie wierzą że ktoś ich uleczy i komuś zależy na ich zdrowiu.”

    No bez przesady. Równie dobrze można by napisać „ludzie są w stanie poświęcić swoje życie by ratować innych a ty naiwnie wierzysz że ktoś chce cie zabić”.

  2. Oj tak, szkoda energii. Ja też uwierzyłem w studia, wyścig szczurów w korporacji. I co? Zobaczyłem, że awansuje ten kto liże dupę przełożonym i gnoi podwładnych poprzez knucie intryg i szczucie na siebie ludzi. Nauczyłem się rozpoznawać słabe punkty ludzi (w sumie jest ich dwa, które opisałeś) i manipulować. Ale zadałem sobie pytanie: po co? Te machloje wymagają nieustannego napięcia psychicznego, pamiętania co się komu nakłamało, kto jaką świnię może podłożyć, wytrzymywania poniżania przez szefa. Lepiej ten czas wykorzystywać na własne zainteresowania.
    Szkoda energii. Żałuję, że od razu nie zostałem specjalistą (czyli takim robolem). A najlepiej jakimś pustelnikiem, bo od tego wszystkiego mam obrzydzenie do ludzi.

  3. Zgodnie z tym co zaproponował Zbożowy pod tekstem „Sto lat!” – Jestem. Czytelnik od dwóch lat.

    Gratsy dla Marka za kolejny ciekawy artykuł.

  4. Prawdziwe przełamanie schematów, to pocałunek z mistrzem duchowym, próbowałaś kiedyś? 🙂 po siłowni jestem jak zwierzę, nie wiem co się ze mną dzieje 🙂

  5. Najlepiej dowiedz się co Cię najbardziej kręci, i postaraj się zorientować czy można na tym zarobić. Może da się połączyć te dwie sprawy?

  6. [quote]Rozwój duchowy i nauczyciel preferuje zupełnie inną ścieżkę; człowiek z natury jest szczęśliwy, a unieszczęśliwia go nagromadzenie cudzych przekonań i warunków jakie stawia się życiu[/quote]

    Bardzo mi się zawsze podoba porównanie przez OSHO człowieka szczęśliwego do małego dziecka, które się bawi, jest całkowicie zajęte zabawą. Spróbuj zapytać go dlaczego jest szczęśliwe? To popatrzy na Ciebie jak na głupka i zaraz wróci do swojej zabawy. Ono nie wie dlaczego jest szczęśliwe, po prostu zbiera sobie muszelki na plaży i tyle 🙂

  7. Z tym samochodem i zauważaniem go to najprawdziwsza prawda. Swojego czasu musiałem się udać do nadleśnictwa, a w ogóle nie miałem na to czasu, i co? Oczywiście zacząłem wszędzie zauważać te charakterystyczne zielone samochody należące do nich. Mało tego, jakiś czas po wizycie, dalej wszędzie je widziałem.
    Teraz już mi chyba przeszło, bo z miesiąc jestem „czysty” w temacie 😀

  8. Ech, rozmarzyłam się. Też zamieszkałabym w jakiejś wiejskiej chatce pod lasem, zbierałabym runo leśne, hodowała yorki albo inną gadzinę i mogłabym być przeszczęśliwa 😀

  9. [quote=Mistrz]Najlepiej dowiedz się co Cię najbardziej kręci, [/quote]

    Zaprawdę jesteś prawdziwym coachem ;-). Dzięki, od jakiegoś czasu myślę co tu ze sobą zrobić.

  10. [quote=Afrodyta]Ech, rozmarzyłam się. Też zamieszkałabym w jakiejś wiejskiej chatce pod lasem, zbierałabym runo leśne, hodowała yorki albo inną gadzinę i mogłabym być przeszczęśliwa 😀 [/quote]

    A za strawę (duchową) służyłyby nam felietony na ecoego.pl :-D.

  11. [quote]”Za dwadzieścia lat bardziej
    będziesz żałował tego, czego
    nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś.
    Więc odwiąż liny, opuść
    bezpieczną przystań.
    Złap w żagle pomyślne wiatry.
    Podróżuj, śnij, odkrywaj.”
    Mark Twain[/quote]

  12. To dobre porównanie, ale dodam dla zasady; dziecko jest nieświadome swej radości, ot po prostu tylko to istnieje. Człowiek który doświadczył cierpienia i podłości, zupełnie inaczej to przeżywa, świadomiej, głębiej.

  13. Skoro już wiesz jak to działa, to masz zadanie domowe ode mnie: ile razy dziennie zobaczysz radość w rzeczywistości? plus minus, nie musi być dokładnie 🙂

  14. Jestem prawdziwym coachem, bo radzę a sam tego nie mam co doradzam ha ha ha 🙂

    Wyobraź sobie, że istnieje taka rzecz która da Ci masę frajdy… Ty jej po prostu teraz nie znasz, ale ona istnieje, podobnie jak w Twoim ciele istnieje rozkosz (hormony szczęścia) tylko ich nie doświadczasz.

  15. To by miało sens: jak sobie przecież żyjesz z dnia na dzień, nie zdajesz sobie w ogóle sprawy że masz zdrową głowę, ręce, nogi. Zaczynasz dopiero o tym myśleć jak Cię rozboli, a jak trwa to latami przy przewlekłych chorobach – szczęściem jest dla takiej osoby stan zdrowia. Takie to proste jest 😀

  16. Super 🙂 właśnie siedzę na fajnym forum o pakowaniu, i uczę się jak to wszystko działa. To fantastyczne że tyle chłopaków podejmuje decyzję o zmianie nawyków, u upiększeniu siebie ćwiczeniami.

  17. montag, zrob to koniecznie, wydrukuj i czytaj codzienne.
    [quote]Rozwój duchowy to zabieranie, odejmowanie, a jego znakiem jest minus. Jest to minus dodatni, gdyż zabierając, daje. Zagadka; kto może zajść leżąc?[/quote]
    marek, to po prostu genialne sformulowanie. to jak „najdalej mozna zajsc siedzac.”
    jakis czas temu czytajac bloga na temat cytatow na stronie dobrej kolezanki psycholog zaczalem sam wymyslac zdania, ktore jezeli mnie ktos kiedys zacytuje stana sie cytatami. dla niemieckojezycznych link: http://www.awarenesscoach.ch/warum-lieben-coachs-zitate/
    wiec wymyslilem np. „Najwazniejsze rzeczy dzieja sie w ciszy i skupieniu.” „Droga do uwolnienia sie od cierpienia prowadzi przez pustynie.”
    dzisiaj mialem zaszczyt dac wywiad dla http://www.ferment.ch ktory ukaze sie jesienia w numerze „Mensch im Gefängnis” czyli „Czlowiek w wiezieniu” i pani dziennikarka zadala mi miedzy innymi pytanie „jak wplynelo na pana 14 lat pracy w wiezieniu?” odpowiedzialem jej „kiedys dosc czesto uwazalem, ze jestem lepszy od innych. dzisiaj nigdy by mi to nie przyszlo na mysl”. ciekawe co, chyba telepatia, bo twoj artykol przeczytalem dopiero po wywiadzie jak wrocilem z pracy do domu 😯

  18. Mnie to zastanawia Marian, jak nie uległeś przez tyle lat pracy z mordercami i bandytami, ich aurze, przecież więzienie to jest generator negatywnych emocji. A nie widziałem żebyś miał depresję. Gratuluję wywiadu, chętnie bym przeczytał ale nie znam tego języka, i chyba nigdy nie chcę poznać 🙂

  19. [quote]My ludzie, nie wiemy i nie rozumiemy ani pogody, ani nie wiemy co jest głęboko w ziemi, co w głębiach ceanicznych… niewiele wiemy także o naszej przeszłości, ziemi, biologii… w każdej niemal dziedzinie wiedzy, ślizgamy się po powierzchni i nie wiemy kim jesteśmy, co tu robimy, ani w jakim celu istniejemy. A dłubiący w nosie zjadacz kotletów, sądzi ze zrozumiał wszystko.
    [/quote]

    bardzo dobre słowa, uważam identycznie, ludzie są ekspertami, uczonymi, interesują się wszystkim a nie myślą o tym w jakim celu żyją, jakby robili wszystko tylko po to aby pominąć najważniejszy temat i umrzeć nieświadomym.

  20. [quote]Ja jako coach, nauczyciel, nie mogę nauczyć Cię odnosić sukcesów; jestem nieudacznikiem[/quote]

    Mistrzu wiem, że to na potrzeby artykułu, ale tak nie afirmujemy 😀

Pozostaw odpowiedź Wojtek Anuluj pisanie odpowiedzi

Top