Jesteś tutaj
Home > MyBlog > Przemyślenia > Słodka młodości…

Słodka młodości…

 

 

Mężczyzna zanim posmakuje pełni swej męskości, musi przejść kilka etapów w życiu. Pierwszym powinna być młodzieńcza miłość. Piękna, nieskomplikowana, konsumowana na plaży, zatopiona w huku odwiecznych fal. Cywilizacje zapalają się i gasną w pożodze bezzębnych ruin, religie powstają jak zapalany płomyk, eksplodują swą potęgą i stosami, po czym marnieją i gasną by ustąpić miejsca innej idei; a fale beznamiętnie, nie zważając na okruchy czasu, tak samo szepczą spokojne zaklęcia. Tam gdzie kończy się przyjemny pocałunek, a zaczyna radosne brzmienie chwili; na styku szczerości i przeznaczenia, tam właśnie odnajdziesz spełnienie.
Nie mam na myśli tylko seksu, chcę byś się zakochał całym sobą, pełnią swego naiwnego, młodzieńczego serca. Zakochaj się w dziewczynie, i kochajcie się, smakujcie swoją młodość, doświadczajcie mocy spoconego, rozgrzanego namiętnością ciała. Poddajcie się endokrynologicznej fali, niech uniesie was ku błękitowi, spowitych mgłą zadowolenia szczytów. Patrz swojej dziewczynie w oczy, rozkoszuj uroczą ciasnotą i słowiczym trelom; kochaj, baw się, oddaj swe serce, nic nie zatrzymuj dla siebie. Niech rozgwieżdżone niebo, rytmiczny łoskot fal i rozbryzgów wody, będą świadkami Twojej ekstazy. To jest właśnie piękne, dobre. Smakuj to i korzystaj z dobrodziejstw życia, zatańcz na mogile rozumu, wezwij ducha rozkoszy, niech się panoszy.

 

Później przyjdzie susza. Twoja młodość popęka, a rany będą posypywane solą uczuć, nieokiełznanej młodzieńczej wyobraźni. Poznasz gorzką cierpkość bólu, będziesz pełen ran. Ale nie trwóż się, gdyż goźna jest tylko ta rana, która się nie zabliźnia. Blizny uczynią Cię mądrym, pięknym. Blizny zdobywa się w walce, są świadectwem dojrzałości. Blizny w końcu zaczną się goić. Czas leczy rany, a hałas odwiecznych fal uleczy Twoją duszę. Blizna zniknie, ale zostawi po sobie twardą, silną skórę. Stajesz się mądrzejszy, bardziej dojrzały, piękny i nieufny. To czas na czytanie mądrych rzeczy, poznawanie spraw uprzednio przed Tobą zakrytych. Pierwszy siwy włos, to oznaka mądrości.

 

Gdy minie Twój czas, i staniesz się zgredem, warto byś miał za sobą wielką miłość, szalony seks, potężną depresję. Jak mawiają, kto za młodu nie był socjalistą, ten skurwysyn. Doświadczenie i zwycięskie z niego wyjście, daje spokój i pokorę, piękne cnoty. Kto tego nie doświadczył, ten popędliwy w mowie i czynie, łatwo osądzający, emanujący swoją potworną głupotą. Mądry milczy, nie ocenia za szybko. I ja was nie oceniam, umiłowani czytelnicy. Gdzież bym śmiał? 🙂

 

65 thoughts on “Słodka młodości…

  1. Marek, weź coś zrób, bo ja mam przejebane. Mam już 22 lata i nigdy żadnej dziewczyny, nic. Jest mi tak źle i przykro. Kurwa, dlaczego ja? Dlaczego to ja jestem zjebem? Zobacz co wyprawiam: jestem już tak zdesperowany, że piszę jakiś bezsensowny post. Ja już nie wytrzymuję. Moja psychika siada, a właściwie już wysiadła. Co robić?

  2. To miłość była czy kochanie?:P:P:P Miłość to piękne uczucie, zwłaszcza gdy jej nie ma- jak w pewnej piosence…:P:P:P

  3. [quote=Anonimowy]Marek, weź coś zrób, bo ja mam przejebane. Mam już 22 lata i nigdy żadnej dziewczyny, nic. Jest mi tak źle i przykro. Kurwa, dlaczego ja? Dlaczego to ja jestem zjebem? Zobacz co wyprawiam: jestem już tak zdesperowany, że piszę jakiś bezsensowny post. Ja już nie wytrzymuję. Moja psychika siada, a właściwie już wysiadła. Co robić?[/quote]

    Wg mnie to nie jest żaden powód do załamania. I nie postrzegaj siebie jako zjeba poprzez brak dziewczyny a przede wszystkim ich nie idealizuj, bo związki z nimi wcale tak różowo nie wyglądają a często są okropną męczarnią. Nie ma co rozpaczać, tylko podnosić samoocenę ipodejśc do tego na zasadzie – mam dziewczynę ok fajnie, nie ma dziewczyny, odeszła, rozstaliśmy się – jakże wspaniale być samemu. Po prosyu nie uzależniaj swojej wartości od tego czy masz drugą połowę czy nie:D

  4. Opisałeś własnie chłopaka, którego poznałam jakis czas temu. Ma za sobą dokładnie takie przejscia, pierwsza młodzieńcza miłość, szaloną i namiętna, to się skończyło (czyt. został zraniony), ale jakoś wybrnął z tego i teraz jest… wspaniały, swietny, MĄDRY, jestem pod jego urokiem 🙂 z tym, że przez tę pierwsza miłość on nie potrafi się z nikim jeszcze związać i to mnie boli;/

  5. „przez tę pierwsza miłość on nie potrafi się z nikim jeszcze związać i to mnie boli;/”
    A czytałaś może książkę „Nie zależy mu na tobie”(to nie jest sarkazm)? Czasem warto po prostu dać sobie spokój (jest dużo innych fajnych, samotnych gości)… 😉

  6. Święte słowa, Vincent.

    Anonimie: Pan Marek ciągle pisze o podnoszeniu samooceny i szukaniu szczęścia, spełnienia najpierw w sobie. Zaufaj mu, zapewniam Cię, że to działa.

    Nazywanie siebie w tak obraźliwy sposób będzie przynosiło jeszcze więcej cierpień.

    Wiem, że fajnie jest mieć do kogo się przytulić i jak czasem brakuje bliskości, nie dziwię się, że jest Ci ciężko, to normalne, jednak im więcej o tym myślisz, tym trudniej będzie Ci kogoś znaleźć.

    Na początek afirmacje, akceptacja siebie. Poszperaj na stronce, jest kilka ciekawych artykułów mówiących o podnoszeniu samooceny. Później samo się jakoś ułoży.

    Założę się, że jesteś fajny facet, tylko jeszcze o tym nie wiesz:D

    Napisz za 3 miesiące, jaki kolor oczu, ma Twoja piękna. 😛

    Trzymam kciuki.

  7. Po przeczytaniu paru dłuższych artykułów nasuwa mi się jedno pytanie, może trochę idealistyczne. Mianowicie, wszędzie gdzie to tylko jest możliwe, wysuwasz argumenty o testosteronie, naturze, jakichś mechanizmach ludzkich i dajesz do zrozumienia, że wszyscy bez wyjątku powinniśmy się im podporządkować, bez słowa skargi układać swoje życie według ich szablonów ; _ ; może i według logiki powinno to zapewniać najwięcej „satysfakcji”, rozkoszy (nagrody „gadziego mózgu”), ale… Już na starcie bloga zaznaczasz, cytuję: „Witaj w 0,001% ludzkości dla których liczy się coś więcej niż najniższe, fizjologiczne potrzeby ciała. Witaj w elicie.”. Skoro zakładamy, że ludzkość jako większość poddaje się „swojej naturze”, to czy ta „elita, 0,001% ludzkości” nie mogłaby się spróbować przeciwstawić? Można to nazwać jak kto chce, np przejawem oryginalności ; _ ; wiem, że nie umiem jasno wyrazić swoich myśli, ale dążę do tego, że bycie niewolnikiem własnego ciała i hormonów jest nieco… upokarzające. Przynajmniej dla mnie. Czasem niektórzy głoszą, że jesteśmy tylko zwierzętami, z nieco lepiej wykształconym mózgiem. To by całkowicie usprawiedliwiało ten „naturalny” bieg życia (hehe, rozmnażanie, dobro i cel najwyższy), tylko że… wyposażono nas CAŁKOWICIE inaczej niż zwierzęta. Nie możemy skakać na wysokość odpowiadającą pięciokrotności naszego wzrostu, nie mamy udźwigu dwudziestokrotnie razy większego od naszej masy, nasze płuca nie są specjalnie wydajne, ale za to umysł, wyobraźnia i pewne wartości z pewnością nie są zwierzęce ; _ ; i to nie rozwinęło się w przeciągu 10000 lat. Pewnie, wywodzimy się od zwierząt i zachodzą w nas zmiany, nasze początki były maksymalnie prymitywny, ale sam fakt, że weszliśmy na inną drogę rozwoju wskazuje na pewną elitarność. Idąc dalej, czy „elicie wśród elity” jak można by nazwać tutejszych czytelników wedle wstępu, nie starczyłoby siły, aby stanąć okoniem w „naturalnym potoku życia”? Taka, można powiedzieć, częściowa asceza. Oczywiście rozumiana inaczej niż średniowieczna, nigdy nie miałem ochoty zostać Św. Aleksym… Może i to wszystko nie ma większego sensu, ale, koniec końców, życie jest ryzykiem. Masło maślane ; _ ;

  8. [quote=jaa] Anonimie: Pan Marek ciągle pisze o podnoszeniu samooceny i szukaniu szczęścia, spełnienia najpierw w sobie. Zaufaj mu, zapewniam Cię, że to działa[/quote]

    Działa w 100% i bardzo pomaga w tym trudnym życiu, bo jak mówi Marek – nikt nie może dac Tobie szczęścia poza Tobą samym. Także nie szukaj szczęścia w drugim człowieku. Szacunek do samego siebie, wysoka samoocena i dopiero wtedy wchodzenie w relacje z drugim człowiekiem 🙂

  9. Postawiłeś warunek; trzeba mieć pannę. Trzeba ruchać. Bo mam już 22 lata. Tymczasem wcale nie musi tak być, ja swój pierwszy raz, chyba mniej więcej w tym wieku miałem. I wolałbym zapomnieć jak to się odbyło. Psychika Ci siada, ponieważ postawiłeś sobie warunek, wzięty z dupy. Masz jeszcze wiele czasu, jeszcze będziesz rzygać dupczeniem.

    To tak jakbyś postawił sobie warunek, że będziesz prezydentem. No i pojawi się żal, cierpienie, wstyd, poczucie że jestem nienormalny bo wszyscy w moim wieku są prezydentami…

  10. Odpiszę później, jadę na coaching. Mam nadzieję że nie będzie zapchane miasto, w końcu jest sobota. Ale w tygodniu ma być katastrofa 🙁

  11. Świetnie ujęte sedno sprawy, dziękuję za te słowa i Twoją odwagę do napisania ich na tym forum. Szef Marek bardzo pomaga ludziom znajdującym się „na zakręcie”. Zaglądałem tutaj regularnie od miesiąca i ostatnio coraz mniej bo klimat rozmów 🙄 ciągle ten sam.
    Z braterskim pozdrowieniem OLO

  12. hmm, własnie kiedys czytalam, ale wyparłam do tej pory. Jak zawsze, mam nadzieje przezywac inna historie, niz wszyscy. no i przykro mi sie zrobilo ;/

  13. Witaj Mistrzu
    Jako rzekłeś – stałem się niepostrzeżenie zgredem. Na co dzień poznaję to po tym, że coraz więcej ludzi mi się kłania (przerażające jest to, że kłaniają mi się również młode laski) – to już chyba ostatnia faza 🙁 🙁 🙁
    Wielką miłość, szalony seks i potężną depresję mam już za sobą, ale niestety – posłuchałem rad Mistrza i wróciłem do mojej dziewczyny – ach, jak mi jej brakowało, ACH, ACH, ACH (świadomie po trzykroć powtórzyłem ACH 🙂 🙂 🙂 )
    A ponieważ wróciłem – mam oczywiście potężną depresję (i dylemat zarazem). Tak, wiem – zaraz usłyszę od „życzliwych” Pań komunał o „ciastku…”, a ja nie proszę bynajmniej ŁASKAWYCH PAŃ o „konstruktywną krytykę” tylko wręcz przeciwnie – o konstruktywną radę 🙂
    Dziewczyna mi zapowiedziała, że wróciła tylko „na chwilę” (OCH – cóż to był za powrót !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) i mam czas do 21.09 (nawet nie wiem skąd ta data :),aby złożyć wniosek rozwodowy 🙁 🙁 🙁
    Tu pytanie: do Mistrza i do Was :
    1. co zrobić i z kim ?
    2. kiedy targnąć się na linę (jak życzliwie doradzał Draniu)
    3. jak SKUTECZNIE sformułować anons o sponsoringu 🙂 🙂 🙂
    Pozdrawiam ZM

  14. Mam jedno ale. Proszę mi nie ufać. Mogę się mylić, i wiele razy się myliłem. Warto jednak poczytać moją wersję prawdy, przemyśleć ją, i szukać dalej. A nuż widelec pomoże 🙂

  15. Ze zranienie wybrnąć nie można, za to można udawać że to się nie stało itd. Zranienie zostaje w zranionym ego.

    Zdajesz sobie sprawę, że urok to pewna maska? ciekawe co skrywa? ktoś kto wytrenował urok i charyzmę, coś ukrywa. Być może jest ok, ale możliwe że nie jest. Do przemyślenia, chociaż serce (i dupa) nie sługa jak wiemy 🙂

  16. A jak niby miałbym się przeciwstawić potężnemu zakochaniu? ono wypływa z hormonów. Co można zmienić to można, ale pewnych rzeczy nie warto zmieniać. Warto natomiast obserwować. Np ludzie z powodów jak wyżej (i religijnych, kulturowych itd) odrzucający swoje zakochanie, do końca życia w nim tkwią. A gdyby się zakochali, pewnie po roku czy dwóch by się rozstali. Skopcy kastrowali się, by nie czuć żądzy, ale nadal ją czuli. Tak ma być. Dopóki jesteś w ciele, z małymi wyjątkami musisz grać jak Ci ciało zagra.

  17. O, to to 🙂 niby można wejść od razu w głębsze relacje, tylko jak sobie człowiek w nich poradzi, jeśli nie lubi siebie? jeśli uważa że inni się z niego śmieją, że jest brzydki, niedobry itd? wcześniej czy później, zacznie się wszystko pieprzyć. I przyczyna będzie w człowieku z kompleksami, niestety.

  18. Tu znów Anonimowy.

    Dość dobrze znam stronę Pana Marka i jego artykuły. Opisuje on w nich pewne cechy, właściwości pożądane zarówno przez kobiety, jak i ogólnie przez społeczeństwo, a także przez nas, konkretnych ludzi gdy patrzymy na siebie. Wcześniej zapomniałem dodać, że jestem zjebem nie tylko, jeśli mowa o kobietach, ale także o całokształcie. Mówię tu o aspektach psychospołecznych, ale i odnośnie cech fizycznych.

    Inaczej: jestem nienormalny i do tego pasztet. Nie jest to tylko i wyłącznie moja ocena siebie, ale także innych ludzi na mój temat (wiem, to już sprawdzone).

    Oczywiście, że nie akceptuję siebie, bo nie należy akceptować takich osobników jak ja – należy ich ze wszech miar unikać. Czytaliście na pewno arty o np. wampirach emocjonalnych, ludziach którzy tylko narzekają i zabierają radość? To właśnie ja. Czasem idąc po ulicy można zauważyć tak zwanego przymuła – jakiegoś grubasa chujowo wyglądającego. Taka typowa ciota. I to także ja. Mówiący takim cichym glosem, niepewny, chwiejny, nieśmiały nieco. To znów ja. Zawsze samotny i bez żadnych znajomych. To także o mnie. Jestem przeciwnością wszelkich pozytywnych cech. Raz jeszcze dodam, że jest to realna i dość obiektywna ocena.

    Nie sądzę, aby ktoś wiedział, o czym piszę, bo raczej nikt takim odmieńcem nie był. To dla mnie takie przykre. Tak żałuję, że się urodziłem, tak bardzo żałuję.

    O czym ja w ogóle piszę? Po co ja to piszę? Czego oczekuje? Nie wiem.

    Vincent:

    Ja nie potrafię znaleźć szczęścia ani w sobie, ani tym bardziej w innym człowieku, bo go po prostu nie mam. O sobie troszkę napisałem, więc już wiesz, że zapewne odnalezienie szczęścia w takim osobniku jak ja, do łatwych nie należy.

    Sorry za zanieczyszczanie strony.

  19. Śmiało pisz, ta strona jest właśnie od tego. Piszesz o sobie jako pasztecie, ale powiedz mi, czy masz jakieś widoczne deformacje ciała? ile masz wzrostu i ile ważysz? napisz, tylko szczerze. Jesteś dla innych całkowicie anonimowy.

  20. A dlaczego nie odejdziesz po prostu od żony? Skoro i tak tęsknisz za kimś innym/żona nie jest dla Ciebie dość dobra/nie umiesz zachować wierności/nie kochasz żony/zakochałeś się w innej? Nie znam całej sprawy (stąd wybór w poprzednim zdaniu), ale tak z tego komentarza wynika, że raczej nie chcesz już z nią być i w obecnej sytuacji sam się męczysz, a ją z kolei krzywdzisz. Po co to?

  21. Czemu tak dosadnie Mistrzu 🙂
    nie, nie sadze, zeby miał krokodyla, jesli o to chodzi. Pewnie moge sie mylic, ale nie sadze. Jak to przemyslam dokładniej, to moze faktycznie jest poraniony, ale to wychodzi z niego tylko czasami i jest chwilowe. Mysle, ze jest w porzadku… Chodz nie wykluczam, ze nie dla mnie;/

  22. Wyjaśnienie znajdziesz w dyskusji poniżej „Dwa haiku ….) na górze po lewej i w czymś następnym :(, jest mi smutno, bo smutne jest moje życie i nie mam dobrego na nie pomysłu.
    Pozdrawiam ZM

  23. Jaa dobrze pisze, może facet chce tylko seksu, i nie jest Tobą zainteresowany na dłużej? jakby kochał, to sam by lgnął, to oczywiste 🙂

    Nie ma porządnych facetów. Nie ma porządnych kobiet. Są ega które chcą coś mieć; związek, miłość, dzieci, rodzinę. Ale ego nie jest i nie będzie w porządku. O krokodylu nie wspominam, chociaż to jakby się samo nasuwa 🙂 no ale ja też mam jakiś tam urok podobno, a krokodyla nie goszczę.

  24. Znam ten ból. Też miałam nadzieje, że ktoś zrobi dla mnie wyjątek. Nie zrobił. Mam jednak duże poczucie humoru, więc nie biorę sobie takich rzeczy za bardzo do siebie. Zerwałam kontakt i zajęłam się swoimi sprawami. Teraz wszyscy są zadowoleni 🙂

  25. Nie mam deformacji. 179/102 kg. Zaznaczam jednak, że większym problemem wydaje się być psychika. Zresztą, i jedno i drugie do dupy.

  26. Nadwaga, to nie koniec świata,zacznij od jej zbicia, a i psychika wtedy się polepszy.Masz styl,odwagę….jeszcze uwierz w siebie,zrób to dla siebie,powodzenia.

  27. Nie jesteś zjebem, bo piszesz w miare z sensem.
    179 to wzrost dokladnie sredni w Polsce ale w wielu krajach (np Włochy) byłbys olbrzymem, jak sie z tym czujesz 🙂
    Ale fakt że spasłeś się niemiłosiernie. Musisz zacząć regularnie cwiczyc, bo o dupe rozbic afirmacje podnoszące samoocene bez jakiegos realnego podparcia.

  28. Wiem, że się spasłem. Ale to w ogromnej mierze zależy też od psychiki. Sądzę, że mam depresję lub inną nerwicę. Dlatego też cały czas wpierdalam. Nie jestem głodny, a cały czas żrę. Bo wtedy mi przez chwilę lepiej. I wpierdalam też z nudów. I tak ogólnie to z przygnębienia.

  29. [quote=Anonimowy]Nie mam deformacji. 179/102 kg. Zaznaczam jednak, że większym problemem wydaje się być psychika. Zresztą, i jedno i drugie do dupy.[/quote]

    O kurde Panie…trochę za dużą masz masę, przynasz chyba sam że się zapuściłeś? Ja mam odwrotny problem – mam 178/69 kg i uważam że za mało ważę, a przytyć nie mogę.

  30. [quote=Anonimowy]Wiem, że się spasłem. Ale to w ogromnej mierze zależy też od psychiki. Sądzę, że mam depresję lub inną nerwicę. Dlatego też cały czas wpierdalam. Nie jestem głodny, a cały czas żrę. Bo wtedy mi przez chwilę lepiej. I wpierdalam też z nudów. I tak ogólnie to z przygnębienia.[/quote]

    Sorry, ale dopiero teraz zauważyłem ten post. Dla mnie najpierw musisz się wziąść za to „żarcie” i poskromić dzikie instynkty. To wg mnie pierwszy krok dla Ciebie do polepszenia samooceny. Takie jedzenie na potęgę wcale nie rozwiązuje problemu, tylko na krótką chwilę go łagodzi (podobnie jest z alkoholem) a potem jest jeszcze gorzej z samopoczuciem, a że człowiek chce wyjść z takiego stanu, więc w Twoim przypadku je jeszcze więcej – i błędne koło się zamyka.. Tu trzeba podjąć bardziej radykalne kroki. No chyba że jest Tobie tak dobrze z tym ile ważysz, wszystko zależy od nastawienia.

  31. [quote]179 to wzrost dokladnie sredni w Polsce ale w wielu krajach (np Włochy) byłbys
    olbrzymem, jak sie z tym czujesz [/quote]

    Tak się zastanawiam czemu nie dodał sobie tego centymetra, przecież podobno w Polsce meżczyzna zaczyna się od 180:P:P:P

  32. 178/69 – masz chłopie dobra wagę – mieścisz się spokojnie w BMI. Ja mam taką samą wagę (tzn miałem, bo jakiś czas temu zacząłem pracę nad sobą) i jest już 71 przy wzroście 186. Docelowo chcę wrócić do swojej wagi sprzed lat – 76 kg. A było naprawdę źle – 66 kg. Musisz pobudzić organizm do roboty – treningi, bo to wpływa zarówno na zbicie wagi jak i na przyrost. 🙂

  33. Po prostu cierpisz. Przyczyny prawdziwej póki co nie znasz. Jedzenie daje chwilową przyjemność i ulgę od cierpienia, ale to oczywiście droga donikąd.

    Powiedz mi proszę, czy uważasz swoje myśli (jestem do dupy, beznadziejny itd) za absolutną prawdę? czy dopuszczasz myśl że to tylko myśli, a te się ciągle zmieniają?

  34. Ja też mam problem z kobietami a raczej w ostatnim czasie ich brakiem. U mnie z wyglądem nie jest najgorzej 183cm/73-75kg szpetny jakoś szczególnie nie jestem ale za to jestem nieśmiały. Moim zdaniem wygląd dla dziewczyn nie ma aż takiego znaczenia. Ważne jest dobre gadane i przebojowość. Jak boisz się zagadać czy nie potrafisz się zmusić do poprowadzenia dłuższej rozmowy to jest ciężko. Ja miałem dwie dziewczyny tylko dlatego, że to one mnie wyrwały. Czy to kurwa nie jest żenujące? 😀 Teraz niezła posucha ale staram się nie napinać, bo wiem że wiele to nie pomoże. Uzbroiłem się w cierpliwość i czekam na kolejną odważną haha 😀

  35. Odważnych nie brakuje, ale to często kompletne desperatki 🙂 pluniesz i już dzieciata, a dziecko jak smoła czarne 🙂

    Ważny jest brak strachu przed odrzuceniem. Bądź jak Najman, ten to dopiero ma w dupie opinie innych 🙂

  36. No właśnie. Przydałoby się coś z tym zrobić, bo tak naprawdę to mnie blokuje nie tylko w sprawach „sercowych” ale ogólnie w życiu. Nie jestem w stanie wykorzystać nadarzających się szans czy nawet zwyczajnie upomnieć się o to co mi się należy.

  37. Czasami uważam za prawdę (w większości przypadków), a czasami nie. Tyle że niezależnie od tego co myślę, to obiektywnie rzecz ujmując, jest to niestety prawda. Uwierz mi, jeśli byłbyś mną, to także nie uważałbyś się za kogoś wartościowego. I to jest najgorsze – tak realnie oceniając sytuację, to naprawdę jestem do dupy. Nic nie potrafię zrobić, co nie dotknę, to spierdolę, zepsuję. Zero zdolności technicznych, społecznych itd, itp. Jestem kompletnie niezaradny. Słyszałeś kiedyś o wyuczonej bezradności? Chyba to mam.

  38. Witam, „Newbie”.
    Wyjasnienie „dylematu”, czy jestesmy zwierzetami, czy nie, jest banalne.
    Jestesmy jakby „hybryda” zawieszona miedzy swiatami zwierzat i duchow.
    Stad wiele osob czuje tarcia na tej plaszczyznie, bo cialo domaga sie swojego, a umysl ma w tym czasie inne plany (a Ty przeskakujesz z nogi na noge nie wiedzac co zrobic):
    [url]http://www.snerg.lh2.pl/teorie/teoria_nadistot.html[/url]
    😉
    Takie podzialy nalezy traktowac orientacyjnie, nie w 100% doslownie dopasowywac na sile do kazdego aspektu zycia, ale jednak, „cos w tym jest”.
    Podobnie takie cos, inna propozycja podzialu na „poziomy” (tez wyjasnia zachowania roznych grup spolecznych):
    [url]http://sladamiprawdy.i365.pl/readarticle.php?article_id=103[/url]

  39. Ok, to spójrzmy na mnie. Też nic nie potrafię, pieniędzy jak widać, zarabiać nie umiem. Nawet nic nie próbuję robić, bo zepsuję. Nieśmiały jestem, a w dodatku ciężko chory na super wstydliwą chorobę – czy masz biegunkę przed każdym wyjściem z domu? czy trwa ona godzinę, dwie, w trakcie których krzyczysz z bólu? lećmy dalej. Nie mam przyjaciół (jedną przyjaciółkę, ale nie tam gdzie mieszkam) tata na wózku, matka ledwo zipie i dzień w dzień u lekarzy. Nie ma kto pomóc, bida, nie ma pomocy z żadnej strony i wizja śmierci głodowej w przypadku gdy odejdą rodzice.

    A więc jak widzisz, mam znacznie gorzej przejebane. I Ty mi uwierz, że ludzie z moją chorobą się wieszają. Nie wytrzymują rozpaczy, biedy i głodu, bo renty na to nie dają. Dodatkowo mam fobię społeczną i wiele innych silnych lęków.

    I mimo tego wszystkiego, szczerze uważam że jestem ciekawym, interesującym facetem. Nie mam ku temu podstaw, ale pieprzyć podstawy! jestem zajebisty, tak czuję.

    I teraz szczerze, nie żeń mi kitu na uszy – co nas różni? znajdź tę jedną rzecz, która nas różni, mimo że ja mam znacznie gorzej przejebane niż Ty, a jednak jestem radosny jak szczygiełek (przeważnie, nie zawsze) i w sumie bawię się życiem. Jedna różnica, podpowiem że znajduje się w głowie. Opisz mi ją.

  40. Bądź konkretny, nazywaj rzeczy po imieniu. Ty się wcale nie boisz upominać o swoje, ale boisz się dezaprobaty innych ludzi. Boisz się ich opinii na swój temat, ponieważ Twoja własna opinia na swój temat jest hujowa.

    Czy gdybyś wierzył że jesteś w sumie zajebistym koleżką, czy bałbyś się że jakiś frajer wkurwia się, bo nie mógł Cię oszukać, gdyż się postawiłeś i upomniałeś o swoje?

    Czaisz o co mi biega?

  41. Nie Vincent, przykro mi (w sumie to nie przykro, ale piszę by było grzecznie 🙂 ) ale branie się za problem nadwagi teraz, jest bez sensu. Problem jest głębiej, a zażeranie go to tylko objaw. To jakbyś brał panadol na adidasa. Zbije trochę gorączki, ale siurasa nie wyleczy. Przecież wiadomo, że adidasa leczy dziewica tylko 🙂

  42. Jest wiele teorii, ja wiem że działają afirmacje, wizualizacja, a najlepsze jest znalezienie w sobie cząstki Boskiej, pewnej wspaniałości która jest w każdym z nas. Najlepiej długo i porządnie obserwować swoje reakcje itd. Z czasem zauważymy coś, co jest w nas ale nie jest nami, a jest zajebiste.

  43. No cóż, zapewne jest to nastawienie psychiczne, podejście do życia albo coś w tym stylu.

    Tyle, że ja mam do tego wszystkiego bardzo silną potrzebę samorealizacji (ogólnego rozwoju, a przede wszystkim zdobycia kasy itp.). A nic mi nie wychodzi.

  44. Podpowiem Ci, żeby odpowiedź była konkretna. Różni nas przekonanie na temat życia. Są ludzie na wózku inwalidzkim bez nóg, i są radośni, szczęśliwi. Dlaczego? bo mają silne przekonanie.

    Tobie nie trzeba diety, pieniędzy i kobiet. Tobie potrzeba zmiany przekonania na temat siebie i swojego życia. Zgadzasz się ze mną czy nie?

  45. Nie sztuką jest żyć jak jest dobrze, to każdy głupi potrafi. Sztuką jest żyć, kiedy jest źle.

    Jak czytasz na tej stronie, to każdy ma jakiegoś mola, który go gryzie. Deficyt miłości, nadmiar kobiet (popatrz na smutnego Pana Małolepszego zmanipulowanego przez „opiekuńczą” laskę), choroby, nieszczęścia, zdrady itp., itd. I nawet kasa nie staje się receptą na szczęście. Takie jest życie.

    Sztuką jest nauczyć się nie przeżywać za mocno swoich niepowodzeń, czy bólu jakie potrafią Ci zadać otoczenie – bo każdy ma jakieś problemy, albo się do nich nie przyznaje – zapewniam Cię!
    No chyba że jest niemyślącym i powierzchownym tępakiem – i z definicji nie widzi niczego.

    Marek Ci pokazał, że można się uśmiechać niezależnie od okoliczności.
    Ale to bez pracy nad sobą bywa niekiedy bardzo trudne. Szczególnie jak się nie ma siły żeby zacząć jakiekolwiek zmiany i zrobić ten pierwszy krok do innego postrzegania siebie.

    Ja mogę Ci polecić jako pierwszy krok – wyjście z domu i np. bieganie, czy inny ruch. Podnosi poziom endorfin i pozwala na chwilę odpocząć natrętnym myślom, no i odchudza. 🙂

    A może Marku napiszesz jakiś artykuł/dekalog rad duchowych (nie tylko dla facetów!), p.t. jak żyć, kiedy jest źle ? Jak w praktyce nauczyć się patrzeć z boku na siebie, na swoje niepowodzenia i umieć pójść do przodu, nie wpadać w doła i żyć dniem dzisiejszym ?

    Takie kompendium wiedzy w pigułce/pierwsza pomoc ku lepszemu … 🙂

  46. [quote=Mistrz]A jak niby miałbym się przeciwstawić potężnemu zakochaniu? ono wypływa z hormonów. Co można zmienić to można, ale pewnych rzeczy nie warto zmieniać. Warto natomiast obserwować. Np ludzie z powodów jak wyżej (i religijnych, kulturowych itd) odrzucający swoje zakochanie, do końca życia w nim tkwią. A gdyby się zakochali, pewnie po roku czy dwóch by się rozstali. Skopcy kastrowali się, by nie czuć żądzy, ale nadal ją czuli. Tak ma być. Dopóki jesteś w ciele, z małymi wyjątkami musisz grać jak Ci ciało zagra.[/quote[quote=Mistrz]A jak niby miałbym się przeciwstawić potężnemu zakochaniu? ono wypływa z hormonów. Co można zmienić to można, ale pewnych rzeczy nie warto zmieniać. Warto natomiast obserwować. Np ludzie z powodów jak wyżej (i religijnych, kulturowych itd) odrzucający swoje zakochanie, do końca życia w nim tkwią. A gdyby się zakochali, pewnie po roku czy dwóch by się rozstali. Skopcy kastrowali się, by nie czuć żądzy, ale nadal ją czuli. Tak ma być. Dopóki jesteś w ciele, z małymi wyjątkami musisz grać jak Ci ciało zagra.[/quote][quote=Mistrz]A jak niby miałbym się przeciwstawić potężnemu zakochaniu? ono wypływa z hormonów. Co można zmienić to można, ale pewnych rzeczy nie warto zmieniać. Warto natomiast obserwować. Np ludzie z powodów jak wyżej (i religijnych, kulturowych itd) odrzucający swoje zakochanie, do końca życia w nim tkwią. A gdyby się zakochali, pewnie po roku czy dwóch by się rozstali. Skopcy kastrowali się, by nie czuć żądzy, ale nadal ją czuli. Tak ma być. Dopóki jesteś w ciele, z małymi wyjątkami musisz grać jak Ci ciało zagra.[/quote]

    Stan zakochania można wyeliminować, a twierdze tak, bo sam tego dokonałem, gdy doszedłem do wniosku, że ja i ta kobieta to dwie różne bajki.

  47. Dokładnie, każdy ma problemy, które dla innych problemami nie są. To umysł stwarza problemy. Można spełnić wszystkie swoje marzenia, a nadal coś będzie nie grało. Trzeba więc coś zrobić z umysłem. To z nim jest problem, a nie na zewnątrz.

    Taki dekalog mogę napisać, ale nie teraz, dość skomplikowana kwestia to jest 🙂

  48. No tak, ale to się po prostu stało – hormony odpłynęły w siną dal. Bo jeśli zrobiłeś to swiadomie, to znałbyś receptę na powtórzenie tego. Czasem tak jest, że zakochanie znika, a czasem trwa całe życie ten ból. Pytanie czy człowiek lubi cierpieć; jak lubi, nic nie zmieni, cierpi bo to go rajcuje, ma z tego jakąś korzyść. Jeśli nie lubi cierpieć, stara się coś z tym zrobić. Czasem się uda czasem nie. Recepty podejrzewam jednej nie ma.

  49. Rozumiem. Tak sobie teraz myślę, że może faktycznie masz rację, tzn ja podszedłem do tego problemu tak jak ja bym zaczął go rozwiązywać.

  50. Nie do końca takie proste – bo z sytuacją kiedy zawsze jadłem za 4, a przytyć i tak nie mogłem? Pozostaje się pogodzić ze zbyt dobrą przemianą materii:D:D

  51. Zrobiłem to świadomie, bo nie chciałem aby mnie biologia wykiwała.:) W stanie zakochania robi się wiele głupot…zapewne sam bym narobił sobie bigosu, a tak żyje sobie na luzie. Choć teraz jestem w związku, to nie jestem zakochany i staram się świadomie kierować swym życiem.

  52. Megalia, koszt ok 90zł za buteleczkę syropu,to dla anorektyków, wszystko co jesz zamienia się w tłuszcz, apetyt x2. Kumple z siłowni brali na apetyt, myśleli że jak będą intensywnie trenować to nie zleje ich tłuszczem tylko mięśniami 🙂 opony mają do dziś… O Gino się nie martw, po 1,2 butelkach żadnych skutków ubocznych no może oprócz pocenia się w nocy. Sam wciągnąłem jedną buteleczkę tego syropu, po 5ml dziennie przez ok 40 dni i 7kg do przodu bez żadnych diet itp. Piłem mniej niż zalecają bo znam przypadki jak brali po 20ml i w 3 tygodnie potrafili 10kg przytyć i rozstępy jak masakra…

  53. Wiem, że skomplikowana – szczególnie uogólnione „wytyczne” są trudne do ogarnięcia … .

    Ponieważ każdy jest innym człowiekiem, ma inne potrzeby, problemy, i inny charakter (więc nie da się każdego mierzyć jedną miarką). Ale z drugiej strony, nas wszystkich łączy jednak okresowe albo stałe niespełnienie, doły i nieustająca walka o szczęście.

    A może właśnie życie nie jest aż tak skomplikowane ? Najprostsze prawdy i rozwiązania są czasami najlepsze, tylko często ciężko jest do nich dojść samemu.

    Najtrudniejszy jest ten pierwszy krok i zmiana podejścia do siebie – i może właśnie taki uniwersalny „dekalog” byłby dla wielu ważnym kołem ratunkowym na tzw. zakręcie ? 🙂

    Pozdrawiam 🙂

  54. No tak, tylko że raczej ciężko jest żyć, gdy niemal cały czas jest źle. Tak właściwie, to chciałbym być takim tępakiem – nie widzieć niczego i być ze wszystkiego zadowolonym.

  55. Kobieta przeważnie pozostaje głupia, albo „zgładzona”
    Pierwsza kobieta, która wniosła wkład do matematyki, astronomii i filozofii – Hypatia. Stanowi symbol uosobienia wolność jednostki, prawa do wolności słowa i myśli. Jest symbolem wszystkiego, co światłe w świecie… Ówcześni chrześcijanie – ludzie żywiołowi prowokowali wiele konfliktów na tle religijnym. Dokonali ogromnych zniszczeń w nauce i zatrzymali jej postęp na wiele wieków. Splądrowali i zniszczyli wspaniałą Bibliotekę Aleksandryjską, która mieściła najważniejsze księgi i całą spuściznę starożytnych badaczy. Zniszczyli tysiącletnią wiedzę… ynikiem takiej manipulacji był fakt, iż szczególne zagrożenie w Hypatii widział Cyryl – późniejszy święty, któremu ta mądra i tolerancyjna kobieta przeszkadzała w planach zrobieniu kariery i przejęcia władzy w Aleksandrii. Wiemy, że mądrym ludem trudniej się rządzi niż ludem niewykształconym …Hepatia została odarta z ubrań i oślepiona. Zabito ją na żywo krojąc ostakonami czyli ostrymi skorupami naczyń ceramicznych i muszli małży… 😯 😯 😯 „zbrodnia ta ściągnęła na Cyryla i na Kościół w Aleksandrii niemało hańbiących zarzutów” – jednak w efekcie to biskup okazał się triumfatorem i za swoje liczne zbrodnie ogłoszono go świętym w Kościele.
    hahahahah ….. 😆 😥

    [url]http://renatazarzycka.pl/2011/04/hypatia-symbol-wolnosci-slowa-i-mysli/[/url]

Dodaj komentarz

Top