Jesteś tutaj
Home > MyBlog > Przemyślenia > Pieprzona strefa komfortu

Pieprzona strefa komfortu

Pieprzona strefa komfortu. Moja pięta achillesowa, jeśli chodzi o wizualizację i kreację. Kiedy byłem młodzieńcem, dorabiałem sprzedając buty u wujka na bazarze. Już wtedy wstępnie wizualizowałem fiata punto, korzystając z książek Murphy,ego. Raz w liceum jechałem takim (1.2, 75KM) z kolegą, i strasznie mi się spodobał. Poziom jazdy odbiegał drastycznie od trabanta (1.1, 40KM) którym jeździłem z tatą. Zapłonąłem szczerym, prawdziwym pożądaniem. Wizualizowałem i afirmowałem ok. rok czasu, aż tata podjął niespodziewaną decyzję – kupujemy nowe auto. Wybór padł na czerwone uno „dziewięćsetkę”, z salonu. Oczywiście trabanta dostałem od taty w prezencie, byłem w siódmym niebie. Dwa stuwatowe głośniki z tyłu (sam piłowałem na nie dziury) radiomagnetofon, „sportowe” świece briska i na wieki niechaj będzie przeklęty, „sportowy” filtr powietrza za, uwaga, denerwuję się pisząc te słowa – trzysta pieprzonych złotych. Do dziś czuję bolesne ukłucie w sercu, gdy wspominam ten jeden z najgłupszych moich wydatków. Uwaga! uno po miesiącu ukradli (w jedną, głuchą noc zniknęło ich kilka) a za kasę z ubezpieczenia tata kupił matiza po gradobiciu, w promocji. Był bardzo zadowolony z tego posunięcia, matiz jest niezniszczalny jeśli porównać go do fiata. No i proszę – złodzieje zadowoleni, tata zadowolony, biznes się kręci i wszyscy happy, jak w raju.

Inny świat

Mniejsza z tym. Chciałem punto, miałem trabanta. Teraz wiem że punto mieć nie mogłem, ponieważ wykraczał poza to co znałem i akceptowałem. To był dla mnie inny, wielki świat. Posiadanie takiego samochodu, było dla mojej obarczonej silnym poczuciem winy podświadomości niemożliwe. Z punto zrobił się więc trabant, którego akceptowałem. To był mój świat, moje możliwości. Wierzyłem że nie mogę mieć więcej, ponieważ ledwo przeszedłem szkołę, nie zdałem matury, a gdzie nie spojrzeć – same klęski życiowe. Nieudacznik jeżdżący lepszym autem niż osiedlowi dresiarze? czułbym się strasznie.

 

Tak było ze wszystkim. Jeśli coś chciałem, to dostawałem – ale znacznie mniej i dużo gorszej jakości. Jeśli udawało mi się dostać coś czego naprawdę pragnąłem, miałem z tym same problemy. To jak z kolejnym autem po trabancie – kupiłem od ojca kolegi z liceum którego znałem wiele lat, fiata sienę. Tenże Pan, stary komuch i członek SLD, sprzedał mi oczywiście samochód z przekręconym licznikiem (na 99%) i zjechanym sprzęgłem. Ciągał łódkę na mazury, więc w efekcie po kilku latach nastąpiła awaria silnika, i musiałem auto sprzedać za tysiąc złotych z hakiem handlarzowi. Po zapłaceniu pieniędzy ojcu kolegi (17300 bodajże) kolega już się do mnie nie odezwał. Logiczne – wiedzieli że mnie oszukali, więc nie chcieli mieć ze mną kontaktu. W sumie to dziwna sprawa – za takie grosze tracić kolegę? jak odbieraliśmy auto z komisu gdzie stało, ojciec kolegi mówił że skrzypiące sprzęgło trzeba nasmarować. I wstydziłem się zapytać, że skoro to takie proste to czemu sam tego nie zrobił? w ogóle to było dziwne – zwracał się do mnie z trudem hamowaną pogardą, podkreślał że jego syn studiuje, samochodu do sprzedaży nie umył chociaż o to prosiłem (mieli podwórko, szlauf a ja mieszkałem w bloku). Jak zadzwoniłem z pytaniem o jakiś szczegół techniczny, zwymyślał mnie – podejrzewam że czuł się upokorzony. To była wielka szycha, a w tamtym okresie miał wiele spraw sądowych. Jak twierdził jego syn – za niewinność. Oczywiście po dojściu do władzy odpowiednich ludzi, wrócił do dobrych firm i spadł na cztery łapy. Drugi powód pogardy, to oczywiście rozmowy między mną a Piotrkiem, jego synem – mój ojciec miał znacznie lepsze wykształcenie niż komuch (inżynier uczony u przedwojennych nauczycieli, kontra mechanik samochodowy z robionymi naprędce studiami ekonomicznymi) większe możliwości zarabiania pieniędzy (nadzorował duże Warszawskie inwestycje) ale po pierwsze nigdy nie wziął w łapę (a mógłby, i to dużo) a po drugie nigdy nie zapisał się do partii. Uważał że to byłaby hańba, skoro naszą rodzinę komuniści bardzo źle traktowali, a kilka osób przejechało się na białe niedźwiedzie. Ten Pan natomiast nie miał takich wątpliwości, i używał życia – za co nikt nie ma do niego winy, możliwe że sam bym tak zrobił dla mieszkania, czy talonu na samochód. Podejrzewam że syn mu coś o naszych rozmowach napomknął, i z tego zrodziła się własnie taka a nie inna reakcja. Może zagrały także inne rzeczy, trudno mi powiedzieć. Co najciekawsze, mój tata zmienił zdanie – teraz uważa że mógłby wstąpić do partii, tylko rzygać by mu się chciało przy śpiewaniu piosenek o Leninie. Stare, brzuchate chłopy, i śpiewają śmieszne piosenki. Po prostu pewne typy osobowości (a ja mam jak tata) tak mają – nie umieją udawać w takich sytuacjach. Ciężko śpiewać piękne piosenki o kimś, kto zarzynał naszych rodaków. Niby wiadomo że to na niby, ale mimo wszystko jakiś niesmak pozostaje. To nie jest żadna zaleta, to raczej koszmarna wada. Chcielibyśmy to umieć, ale nie umiemy. W zamian za to mamy niską stopę życia, ale i dumę że można było przejść przez życie, i się nie zbiesić za parę groszy. Tym którzy to zrobili, zostaje pogarda dla takich „frajerów”, co nie biorą i się nie szmacą za pieniądze. A także złość, nerwy i stresy, bo w środowisku drapieżników wszyscy się ze sobą gryzą. O szacunku otoczenia nie wspominam, bo te osoby nie znają takiego pojęcia.

Dałem du.. zaliczkę

Spytacie pewnie dlaczego go kupiłem? z dwóch powodów. Pierwszy to ten, że nawet nie proszony o to, dałem trzy tysiące zaliczki. Po tym facet mnie zwymyślał przez telefon i milczał – wiedział że i tak się odezwę. To był pierwszy błąd, jak dasz pieniądze, już po Tobie. Podkreślam – nie prosili mnie o zaliczkę, bo nawet oni myśleli że nie będę taki głupi. No cóż, mylili się – sam z własnej woli im ją dałem. Ufałem w stu procentach, ponieważ tego kolegę dobrze znałem. Razem imprezowaliśmy, wielokrotnie u siebie bywaliśmy, znaliśmy swoich znajomych. Nie podejrzewałem oszustwa – i kolega jak sądzę jest nie do końca winny. Ojciec tyran, to wystarczy. Kazał mu zerwać ze mną kontakt, i po sprawie.

 

Drugi powód jest prozaiczny i stary jak świat. Byłem napalony na te auto tak strasznie, że tłumiłem w sobie wszystkie odruchy ostrożności. Teraz gdy odczułbym jakikolwiek ton pogardy tego człowieka, natychmiast bym zrezygnował z kupna tego auta – ale to teraz, gdy jestem dziesięć lat mądrzejszy. Powinienem go zabrać do mechanika, gdzie zbiłby cenę – przede wszystkim by powiedział, że sprzęgło jest do roboty. Olałem wszystko, a wizja była jedna – mieć ładne auto z mocnym silnikiem (1.6, 103KM) elektrycznymi szybami, wspomaganiem – wtedy był to dla mnie luksus, miałem korbki a kierownicą kręciło się z dużym trudem. Pragnienie zaślepiło mnie zupełnie. Później miałem z tym autem kilka naprawdę poważnych problemów – samo auto wiele się nie psuło (do czasu) ale z nim związane były życiowe porażki. W niedzielę (od razu po kupnie) chciałem jechać do mojej kochanej śp. babci, pochwalić się autem. Podjechałem pod urząd, by wyczytać z tablicy godziny kiedy można w poniedziałek przyjść. Nie było takiej informacji, a miałem presję – najwcześniej kiedy można musiałem być w pracy. Zadzwoniłem dzwonkiem by się dopytać, wyszedł ochroniarz z przekrwionymi oczami, i zanim cokolwiek powiedziałem – zaczął mi ubliżać. Zamurowało mnie. Używał najokropniejszych możliwych słów, i jeszcze położył łapę na pistolecie – odszedłem bez słowa. Był chyba naćpany, może pijany. Później pojechałem na wolumen po radio CD, o którym zawsze marzyłem, oczywiście sprzedali mi bubel – grało, ale na każdym wyboju ulicznym była przerwa w muzyce, czyli praktycznie non stop. Później mi się włamali do auta, wyrwali całą deskę rozdzielczą ale polegli na bolcu w skrzyni biegów (dostałem kasę z ubezpieczenia, ale co przeżyłem to moje). I takich zdarzeń było kilkanaście, wszystkie jedna po drugiej.

Dlaczego?

Przekroczyłem swoją strefę komfortu. Zawsze tak jest. Jak już coś masz z czym nie czujesz się dobrze, problemy same zwalają się na głowę. Czułem że nie zasługuję na taki samochód, że jestem z biedy zrodzony i w biedzie mam zgnić. Czułem dumę z posiadania tego auta, a wierzyłem że duma jest zła i grzeszna – na efekty takich skrajnych emocji, nie trzeba długo czekać. Trabant, maluch – to były dla mnie realne możliwości. Wszystko co wyżej, budziło poczucie że coś jest nie tak. Ponad rok temu, ważąc 101kg postawiłem sobie cel – chcę ważyć 78kg. I robiłem wszystko co się da w tym celu, a mój rekord życiowy to 83,5kg. Teraz gdy ćwiczę na siłę i masę, 87kg. Postawiłem sobie cel, i znowu go nie osiągnąłem.

 

Strefę komfortu radzi się polepszać afirmacjami, wizualizacjami, Zeland promuje slajdy (czyli wizualizację statyczną) inni guru rozmowy z podświadomością, duszą itd. To oczywiście działa, ale trwa często latami. Myślę że autorzy piszący o zasadach pozytywnego myślenia, traktują po macoszemu ten temat, a jest bardzo ważny – jedynie Zeland w Transerfingu dość dobrze wytłumaczył ten fenomen, nazywając go ważności i siłami równoważącymi. No cóż – sądzę że wymyśliłem świetny sposób na obejście tych blokad.

Oszukaj strefę komfortu

To czego pragnę, to hyundai I30 1,6 benzyna o wartości ok. 35 tysięcy (używany, dwu – trzyletni). Ciężko mi z tą wizją – postawię go pod blokiem w Warszawie, a jak mi go ukradną? porysują? ośmieszą mnie? za co kupię benzynę, ubezpieczenie, za co naprawy? po prostu przekroczyłem granicę strefy komfortu – którą mam ustawioną na autach typu seicento (które teraz posiadam) no, może punto I generacji. I oczywiście nic z tego. Więc od wczoraj robię coś nowego – wyobrażam sobie nowego mercedesa S600 od brabusa, albo nowe ferrari. Na osiedlu stoją lanosy, pandy i punta, a ja parkuję błyszczącego mercedesa na rodem ze zgniłej ameryki, alfonskich alumach. Czarne szyby, rejestracja „wariat”, z boku naklejki „rusz auto a cię zajebiemy cwelu”. I parkuję je wśród wozidełek. Matko Boska Częstochowska! jestem cały spocony w trakcie tej wizji. Chcę mieć mały, cichy domek w lesie i niedaleko morza? walić to! pałac, sto pokoi, dwieście służących. Własne helikoptery i mięśniaki do ochrony mojego dobytku. Chcesz schudnąć 15kg? wyznacz cel na 30kg. Chcesz mieć 5 – 7kg dodatkowych mięśni? wizualizuj potwora.

 

Będziesz tym wszystkim tak oszołomiony, że zejście na Twój prawdziwy cel przywitasz westchnieniem ulgi. I o to właśnie chodzi. Skoro wizualizuję I30, to jak znam życie dostanę starego accenta. Jeśli wizualizuję S600, to być może dostanę I30. Warto tę metodę przetestować. Ja proponuję wydrukować z sieci zdjęcia luksusowych aut i pałacu, nakleić na kawałek dykty (później powycinać) i ustawić obok komputera, czy gdzie przebywasz najczęściej. Najlepiej niech stoi obok mojego, oczywiście poniżej ołtarzyka.

 

11 thoughts on “Pieprzona strefa komfortu

  1. ej no to po prostu genialne jest!;d
    Wizualizując w „normalny” sposób właściwie to sam sobie obniżasz standardy, a skoro to Twoja własna wizualizacja to dlaczego nie pójść w niej na całość?;d
    Poza tym, dość zabawne jest juz samo to iż tak po prawdzie nie istnieje coś takiego jak strefa komfortu;p, to też tylko wytwór umysłu;p

  2. Z tym przekroczeniem celów to już to kiedyś zauważyłem, to metoda sprytna i skuteczna. U mnie działa szczególnie na ciało lub na kondycje. Wizualizuje siebie (z przesadą) to efekt ten realny jest bardziej osiągalny.

  3. Wracając jeszcze do wytworów umysłu itd, cóż, rozejrzyjcie się, większość tego co widać w pomieszczeniu zostało wykreowane przez umysł, poza juz różnie bywa (w zależności gdzie kto pomieszkuje;d)
    Czyli umysł sam w sobie nie jest zły;d, bez niego po prostu nie było by żadnego postępu cywilizacyjnego, biegalibyśmy sobie w przepaskach na biodrach bądź bez (hmm;d).
    „Efektem ubocznym” jest kreowanie się ego, z grubsza opisując ludzi którzy chcieliby zawładnąć tym wszystkim w ten czy inny sposób:>
    Rzecz w tym iż to wszystko jest dla wszystkich:>
    Kocham Cię Nikolko:> (stópeczko;d:*************), no i tak;d, ostatni sprawowany zawód – bezrobotny:> a że ostatnio też straciłem bryczkę, więc i nawet problem byłby w dotarciu do Ciebie:>
    Lecz po prostu, tęsknota za Tobą i cała obecna sytuacja na tyle uderzają we mnie iż tylko dryfuje sobie pisząc, i nie jestem w stanie przekłuć nic w działanie:>

  4. Marek, ja też wolę automat od manuala, czy jestem prawdziwym mężczyzną? czy lepiej będzie jak wyjdę poza swoją strefę komfortu? 😀

  5. Radość niebezpiecznego życia (tytuł Osho), jest przepiękna! 😀
    Znaleziona ciekawostka:
    [quote]Cypr i Grecja a sprawa polska

    Z punktu widzenia polskich interesów strategiczny sojusz Niemiec i Rosji jest śmiertelnym zagrożeniem. Cynizm i bezwzględność tych państw już nie raz unaoczniły nam, że w celu realizacji swych strategicznych interesów elity polityczne tych krajów nie zawahają się użyć wszelkich dostępnych im środków. Wbrew pozorom Polska nie jest państwem biednym. Biedne jest u nas jak na razie tylko społeczeństwo. Nasze bogactwa naturalne mogą być dla nas błogosławieństwem lub, jeśli nie potrafimy ich obronić – przekleństwem. Przykład Grecji i Cypru pokazuje nam dobitnie, jaki może nas spotkać los.

    Dostawy gazu z basenu Morza Śródziemnego pozwoliłyby Polsce i Europie, a szczególnie Europie Środkowej uniezależnić się od drogiego rosyjskiego gazu i politycznego dyktatu Moskwy. Pozbawiłoby to również Rosję jej politycznego wpływu na Unię Europejską i dałoby mniej pieniędzy na modernizację rosyjskiej armii, przez co uczyniłoby ten kraj i jego rządzące elity bardziej przewidywalnymi. Niestety, strategiczne interesy Niemiec nie idą w parze z kluczowymi interesami Polski.

    Na razie możemy jeszcze przyglądać się z oddali, jak prowadzi się nagonkę na „leniwych” Greków i przymykających oko na pranie brudnych pieniędzy Cypryjczyków. Usłużne media będą nam opowiadać bajki o solidarnej polityce UE i naszych wiernych sojusznikach z NATO. Szczególnie tych z Bundeswehry, którzy – gdyby przyszło co do czego – będą gotowi umierać bez wahania za polski Gdańsk. Ja jednak pozwolę sobie dedykować naszym nadwiślańskim lemingom, jako przestrogę, zakończenie innej bajki autorstwa biskupa Ignacego Krasickiego:

    Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły,
    wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.

    Krzysztof Niewola[/quote]

  6. Ciekawe czy to zadziała i strefa komfortu się wtedy przesuwa czy może inaczej i strefa komfortu zostaje jaka była i wizualizując mercedesa i tak dostaniesz fiata 😀 Metoda wydaje się dobra ale nie na każdy problem zadziała. Bo co jeśli ktoś chce mieć rzeczywiście tego mercedesa czy ferrari i nie ma do wyobrażenia sobie wyższej półki?

  7. Ja niemając samochodu wymyśliłem sobie , że jak bede więcej zarabiał chciałbym bmw serii 1. Bez żadnego ciśnienia, zapomniałem o tym. Mineło z 6 miesięcy i okazało się , ze kolega sprzedaje takie i nawet dał mi go w raty. Moja sytuacja materialna była taka sama jak wtedy kiedy sobie pomyślałem, że będe tym jeździł. Po prostu wszystko się tak poukładało, że weszłem w jego posiadanie. Nie wiem czy to przypadek ale jakbym miał to odnieść do pozycji w stylu DEIR czy TRANSERFING, to kluczowe w tym wszystkim chyba było to że nie miałem ciśnienia i nie absolutyzowałem tego. Moje pierwsze 4 kółka- BMW. 🙂 Z babami chyba jest podobnie.

  8. Witajcie,
    Uczucie teraz?, jakbym miał wyskoczyć z fotela ze strachu;p Hej wspomagam się wizualiazcją w której podziwiam ludzi występujących publicznie:> Cóż, to piepszona strefa komfortu jest:>, tylko słuchać i działać sobie w tle:>
    No tak (pustka w głowie i sucho w ustach;p)eh;p
    Kurcze po prostu to napisze;p
    A dlaczego w ogóle piszę więc?, gdyż tak czuje, mimo że umysł się buntuje;d
    Przedwczoraj miałem sen, w którym pani psycholog manipulowała mną, abym wszedł w swój ego koszmar:>, w innym wypadku nie zdobył bym się na to.
    Cóż, wczorajszy art, komentarze pod, no dokładnie jakby to było to;p
    Efekty?, pisze dzisiaj;p, poza tym, jeszcze kilka miesięcy temu nie byłem w stanie wypowiedzieć słów kocham Cię, do nikogo:>, po prostu nie przechodziło mi przez usta, ba, nie mogłem nawet napisać:>, podobnie ze słowem przepraszam:> Cóż nieźle nie, dwa kluczowe zwroty w życiu, które wypowiadane szczerze nabierają niezwykłej mocy:>
    No więc tak;>, mam już obraz tego jak się czyta treści pisane bez uprzedniej kilku godzinnej redakcji, aby nie tylko zawartość lecz i forma pozostała przyjazna dla czytelnika:> No tak to kosztuje sporo wysiłku, a wyglądało by na to Mistrzu iż odnalazłeś swoją pasję w pisaniu:> przekazując bezcenne treści w cennej oprawie:>
    Przepraszam Mistrzu:> potraktuj to za całokształt:>, wyliczanka chwilkę by zajęła:>
    Przepraszam esterku za porównanie do trawnika;d, hej usprawiedliwię się:>, zapach świeżo skoszonej trawy na łące jest fantastyczny:>, wychowałem się na wsi, wiem coś o tym:>
    Odnośnie tego artu i mojego postu powyżej, jeżeli poruszamy się po środkach transportu, i30 porównałbym do promu kosmicznego:>
    Jeżeli nie mówimy o transporcie, i30 o takiej barwie jest tylko jedna:>
    Moja wczorajsza definicja o tu i teraz, o kant dupy rozbić;p, to sie zawiera w trzech słowach, miłość, wolność, radość:>
    I jest w ofercie dla każdego, tu i teraz:> Pisałem już, iż religie to coś w stylu narzędzia zagłady:> gdyż oferują coś odwrotnego, wszystko co piękne po śmierci, a życie w znoju aby zasłużyć. Cóż, to jest karmienie ego, trik polega na tym iż w chwili śmierci znika ciało wraz z umysłem, który ego wykreował:> Więc jeżeli ktoś wierzy w reinkarnację, z grubsza mogło by to wyglądać tak: to ja jeszcze raz spróbuje, tym razem na pewno się uda;d Hej i istotnie, coraz częściej udaje się:>
    Pojęcie „boga”, cóż, nie personifikowałbym na mężczyznę, raczej kobietę i mężczyznę, hej jaki jest najistotniejszy, podstawowy podział który definiuje całe twoje życie już od narodzin a właściwie nawet 9 miesięcy przed?, no właśnie, chłopiec i dziewczynka.
    Z tym że, obraz „boga” na ziemii, to to co widać, słychać, o czym się mówi:> tym czym każdy jest i co reprezentuje sobą, od strony duszy czyli rdzenia człowieka, to wszystko stanowi jedno i niezmienne, bez żadnych podziałów:>
    Więc nie jest tak iż każdy jest jakimś tam odłamkiem:> jest pełnią samą w sobie, gdyż na „wyższym” czy też innym poziomie postrzegania jest po prostu jednym mimo tego iż jest pełnią samą w sobie;d
    Jasne brzmi dość „nielogicznie”;d, lecz rozum istotnie nijak się ma do tego;d
    Cholera, lekko drżącą dłonią kliknę sobie teraz wyślij;d

Dodaj komentarz

Top