Jesteś tutaj
Home > MyBlog > Przemyślenia > Co Cię podnieca, to Cię niszczy

Co Cię podnieca, to Cię niszczy

Mknąca przez cichą, bezdenną otchłań kosmosu niebieska planetka, pełna jest zrozpaczonych, nieszczęśliwych ludzi, którzy szukają kogoś kto wskaże im cel, powie gdzie mają podążać i jak żyć. System bezwzględnie wykorzystuje tę wykreowaną przez siebie rozpacz (np. religie tworzące w człowieku strach i poczucie winy za przyjemności), tworząc mody, idee, wzorce, autorytety (niemożliwe do osiągnięcia a tym samym uzyskania szczęścia które obiecują), wytwarzając stymulanty (narkotyki, papierosy, alkohol, ciastka, kawa, herbata, pornosy) które na chwilę dają przyjemność, by za chwilę znacznie ją obniżyć.

Stymulacja pozbawia sił

Wszystko co na chwilę pomaga Ci się lepiej poczuć, jest stymulantem – nawet guma do żucia. Człowiek wytwarza odruch żucia gumy gdy jest w stresie (żucie i smak pochłania część uwagi, co odstresowuje), więc gdy jej nie żuje, pewność siebie naturalnie się obniża. Od gumy do żucia można się także uzależnić, podobnie jak od herbaty czy kawy. Oczywiście nie jest to uzależnienie rujnujące zdrowie i życie jak hazard czy narkotyki, ale jest. By zacząć medytować, być spełnionym, trzeba mieć pewną ilość energii życiowej; problem w tym, że stymulanty ją zabierają. To działa tak – masz stresy więc zapalasz papierosa, pijesz kawę; dostajesz zastrzyk energii, który działa przez chwilę. Nie mija piętnaście, dwadzieścia minut, a energia znacznie opada poniżej poziomu gdy skorzystałeś ze stymulacji, więc znowu się pobudzasz sięgając po ciastko, albo po prostu idziesz po robocie do knajpy na kilka luf i coś białego do noska. Gdy efekt pobudzenia mija, pojawia się pozbawienie sił, bardzo znaczące. Jak się czujesz na kacu? Bez energii, prawda? Kilka chwil silnej euforii, dwa dni zgonu (czasem choroba weneryczna lub ciąża, wybite zęby) świetny biznes, nie ma co.

Pamiętam jak po amfetaminie trzy dni odczuwałem silną niechęć do życia, przerażającą depresję która w istocie jest pozbawieniem energii życiowej. Podobnie działa masturbacja; najpierw chwilowy wzlot do góry, by później chciało się spać (energia znika). Kiedy się wpieniłem na coś, lubiłem zaszaleć przy dobrym pornosie – to mnie odprężało, byłem senny, bez sił. Za młodu mogłem trzy razy, teraz po jednym temat seksu dla mnie nie istnieje. Walenie konika jest więc także stymulantem i pożeraczem energii. Na wschodzie wymyślono system kontroli energii seksualnej, by nie wytracać sił życiowych; można się nauczyć orgazmu bez wytrysku, zachować energię (oraz masę witamin, hormonów itd.), użyć jej do pracy twórczej, biznesu, medytacji czy rozwoju duchowego. Młodzi ludzie trzepiąc przed ekranami monitorów, nie mają pojęcia jaką siłę tracą przez trzy sekundy skurczów. Ta energia mogłaby ich wspomóc w sporcie, rozwoju, być silniejszymi, bardziej magnetycznymi osobowościami a nie pełnymi lęków i oporów ofiarami życia.

Chwilka przyjemności, lata mordęgi

Ale przecież zawsze tak było, że ci którzy rezygnują z chwilowej przyjemności na rzecz bardziej dalekosiężnych celów, więcej w życiu osiągają. Później ci którym się nie chciało inwestować, którzy woleli małą przyjemność tu i teraz zamiast większej za jakiś dłuższy czas, są zgorzknieni, nienawidzą i żalą się na swój los. To nie chodzi tylko o naukę, ale o trzymanie się zdrowej diety, rozwój osobisty. Przyjemniej jest zjeść ciastko, pizzę, pograć w gry – tymczasem ktoś myślący strategicznie, rezygnuje z przyjemności ciastka i gry cierpiąc katusze odstawienia, trenuje i dba o zdrowie. Za jakiś czas jeden będzie coraz bardziej chorującym grubasem, a drugi będzie miał zdrową, szczupłą budowę ciała. Jeden będzie bezustannie ograniczany przez swe ciężkie, cuchnące potem ciało, drugi ma świat przed sobą, może się przemieszczać, biegać, a i tak grubas będzie musiał zrezygnować ze swego stylu życia gdy przyjdzie cukrzyca, tylko że teraz będzie już znacznie trudniej, ciężej. Lenistwo bardzo dużo kosztuje, ale wydaje się fajne, podobnie jak kredyt z providenta; najpierw śmiech i poczucie bycia cool bo jest nowy smartfon, a później panika i płacz bo trzeba zwrócić pieniądze z odsetkami. Każda chwila gdy zwlekasz, jest dawaniem siły Twojemu nałogowi. Działać trzeba natychmiast, w tej chwili.

Podobne podobieństwa można zaobserwować w rozwoju osobistym; ćwiczenia które daję, są zwłaszcza z początku okropne. Stanie przed lustrem i mówienie że kocham iskrę Boską w sobie wydaje się śmieszne i głupie, ale przede wszystkim jest ciężkie, zwłaszcza gdy nowy wzorzec zetknie się z potężnym starym (jestem śmieciem, nikim, brzydki, łysy i głupi) – wtedy może być niewesoło. Ludzie wolący się nawalić, wyluzować przy maryśce rezygnują z tej pracy, a ktoś zdyscyplinowany działa dalej mimo trudności. Za jakiś czas narkoman będzie rozmemłanym, zapłakanym wrakiem, a ktoś kto nie połaszczył się na chwilę odprężenia, będzie zbierał smaczne, soczyste owoce swej wytrwałej pracy. Człowieka można tak wytrenować, by reagował wewnętrzną radością na najgorsze nawet wydarzenia. Zewnętrznie walczy o swoje, działa, ale nie napędza go rozpacz czy nienawiść albo lęk, ale radość. Ale by to osiągnąć, trzeba bezustannie trenować, ćwiczyć. Wtedy człowiek praktycznie już nie cierpi, jest absolutnie niezależny od otoczenia, korzysta z własnego źródła mocy i nie musi żebrać u innych o pochwały komplementy. Warunkiem jednak jest trening, wytrwałość i dyscyplina. Każdy błąd i porażka, buduje przyszły sukces.

Zakochanie jako ruina człowieka odłożona w czasie

Człowiek funkcjonujący w „normalny sposób”, czyli korzystający ze stymulantów, bezustannie cierpi na niedobór energii przerywany chwilami pobudzenia. W obu tych stanach, medytacja i doświadczenie radości, spokoju i blogości jest niemożliwe. W ogóle cały mechanizm funkcjonowania ludzi na tej planecie jest niesamowity; najpierw kształtuje się dziecko, wytwarza w nim wzorce (programy), wprowadza lęki, strachy, poczucie winy (za śmierć Jezusa i grzech pierworodny, w innych religiach są równie niszczące bajki), promuje niemożliwe do osiągnięcia wzorce mody i wyglądu, szczuje na inne rasy bądź narody po to, by człowiek doświadczał cierpienia, nieprzyjemności w sobie. A gdy tak się już stanie, podsuwa mu się stymulanty wśród których największym jest zakochanie się, związek – są doły i wzniesienia, ale brak normalności, stałości. Czy to nie dziwne, że wszędzie gdzie nie spojrzysz (reklamy, filmy, książki) promuje się związki i zakochanie? Oto koncerny, zarabiające na naszym nieszczęściu i poczuciu niezadowolenia z siebie (bo wtedy kompulsywnie kupujemy dla przyjemności), nagle nam promują coś co ma dać szczęście? Skoro daje szczęście, to skąd tyle koszmarów i okrucieństw na tej planecie? Ano szczęścia nie daje, dać nie może. Wszystko co robią to zwiększanie zysków, to chyba logiczne – szczęśliwy człowiek nie potrzebuje zmieniać smartfona co pół roku.

Potężne korporacje chcą by człowiek był chorowity i niezadowolony, bo z tego żyją – na wszystko więc co oferują, trzeba bardzo uważnie patrzeć. Szczęśliwa ludzkość to kres rządów korporacji religijnych i każdych innych, więc wszyscy chociaż rzekomo podzieleni, w tym celu aktywnie współpracują. Chory, sfrutrowany i przerażony człowiek, kupuje leki, stymulanty, daje się naciągać na wojenki i konflikty, nie reaguje jak rząd coraz mocniej zaciska mu pętlę na szyi. Dlatego codziennie epatuje się przemocą i tragediami – masz się zdenerwować, poczuć strach i wściekłość. I jak się czujesz siedząc w ciepłym domciu, najedzony i wypity? Źle, trzęsie Cię z bezsilności i gniewu – więc chętnie się uspokoisz kielichem czy papieroskiem, nie pogardzisz też jakimś dobrym ciachem z kawą. Teraz się napuszcza Polaków na Rosję w każdy możliwy sposób, wspierając Ukraińskich rzeźników, bo to partia gloryfikująca UPA rozdaje teraz karty. I tak właśnie to wszystko działa.
Ponieważ od lat piszę na tematy damsko męskie i ezoteryczne (łącząc je i mieszając), jakaś niewielka część ludzi mnie upatrzyła na zbawienie od swych problemów, psychicznych męczarni. Pewna niezidentyfikowana ilość ludzi uważa mnie za „guru”, co oczywiście mi się podoba. To nie powinno dziwić – zostałem w trakcie wychowania zaprogramowany tak, by komplement sprawiał przyjemność (hormony przyjemności), a krytyka rozpacz (hormony stresu), więc reaguję jak chciał system który żyje z niewolnictwa umysłowego ludzi. Masa ludzka jest tak kierowana umysłowo, tak programowana od dzieciństwa, że można ją z całą pewnością nazwać stadem baranów, więźniami. Jeśli mamy owce do strzyżenia, kim jest kosmiczny fryzjer?

Kosmiczny fryzjer ludzkiego stadka

Każdy taki komplement sprawia, że doświadczam wytrysku hormonów szczęścia. Oto ktoś mi mówi, że jestem ważny, mądry – ale jednocześnie mnie więzi. Od teraz będę starał się być taki jak wyobrażenie ludzi o guru, by przyjemność którą dają mi komplementy nie minęła. A ludzie mają swoje wyobrażenia guru, więc coraz więcej dziwactw wymagają. Trzeba wysłuchiwać ich problemów, kiwać mądrze głową, przyjmować poważny wyraz twarzy (w końcu guru to pozycja), zapuścić gęstą brodę i najważniejsze; nie brać pieniędzy za swój czas i wiedzę. Branie pieniędzy jest złe! Brzydkie! Egoistyczne! Guru ma odżywiać się energią słoneczną, przemieszczać lewitacją. No i ma słuchać pierdół, siedzieć na gg i skejpie, pisać sobie mejliki żeby ktoś się czuł fajnie; odmówić nie może, bo uczniowie się obrażą i przestaną uważać go za mądrego, uduchowionego. Nazwą mnie egoistą, sukinsynem, a skoro ich komplementy dawały przyjemność, to krytyka wysmaga mnie bólem. Jeśli nie jestem sobą, tylko zmieniam się by podpasować się pod innych, to zachowuję się jak menel który żebrze o przyjemność, która w tym przypadku przyjmuje postać komplementów. Upadlam się, upokarzam, wypieram swej prawdziwej, Boskiej (chociaż ukrytej) natury, dla ochłapów przyjemności. Czy mogę więc lubić (że nie wspomnę o kochaniu) takich ludzi? Przecież jestem ich niewolnikiem, więźniem. Muszę nimi gardzić, brzydzić się, nienawidzić i źle życzyć. Nie ma innej możliwości. Jeśli będę taki jaki jestem w istocie, prostaczkiem, pies z kulawą nogą się mną nie zainteresuje – czyli nie dostanę narkotyku, komplementów. Wniosek jest prosty; trzeba grać by dostawać przyjemność, ukrywać poczucie upokorzenia, albo zmienić program (wzorzec) w mojej podświadomości, który za komplement nagradza mnie poczuciem przyjemności. Trzeba to tak rozegrać, by być niezależnym od krytyki i komplementów. Politycy którzy łgają ludziom, nienawidzą ich za to że muszą się dla nich tak upadlać. Jeśli wyjdzie polityk, powie prawdę – ludzie go obrzucą kamieniami. Trzeba kłamać, ładnie się ubierać, chwalić rodziną co doceniają Panie, nie rozumiejące że polityk z rodziną jest bardzo podatny na szantaż, strach czy groźby. Prawdziwy gospodarz kraju nie może mieć rodziny, nie może być zmuszony kraść, by wysłać dzieci na dobre studia i je urządzić. Pragnieniem gospodarza ma być potęga własnego państwa, tylko to i nic więcej.

Trzeba uświadomić sobie cały ten proces – czy poczucie przyjemności z szacunku innych, jest warte ceny którą za jego utrzymanie muszę zapłacić? Dla mnie nie. Dlatego od czasu do czasu się upijam, głośno pierdzę i bekam, jem kiełbasę zamiast być wegetarianinem, a jak dopadnę ładną czytelniczkę to bezlitośnie ją przelecę w tyłek. Guru by tak nie zrobił! Ano właśnie. Spokojnie, ładne mnie nie czytają.

Uduchowieni hipokryci

Wegetarianie są cwani. Brzydzę się mięsa, uważam że jest świństwem, zwłaszcza w tych pełnych chemii czasach, ale by go nie jeść trzeba mieć dość sporą świadomość. Jeśli ktoś utożsami się z wegetarianizmem, to nieuchronnie zaczyna się czuć lepszy od tych, którzy mięso jedzą. Zaczyna nimi gardzić – czyli co się dzieje? Taki człowiek zaczyna być zakładnikiem swego „uduchowienia”, jest od niego zależny, coraz bardziej się bojąc by go nie utracić (bo ono daje mu poczucie wyższości). Jednocześnie tacy ludzie jedzą w olbrzymich ilościach słodkości, pizzę i inne produkty, które dla organizmu są trucizną znacznie większą niż mięso. Większość wege których znam, to obleśne grubasy, ludzie histeryczni i nerwowi, albo dla odmiany otępiałe muły. Wegetarianizm ma wypływać z poziomu świadomości, a nie z mody. Jeśli wypływa z kompleksów, poczucia niedowartościowania, będzie parodią duchowości. Ktoś czuje się śmieciem, więc chce się jakoś wyróżnić, sprawić by inni ludzie go chwalili, zauwazyli. Jedni więc ubierają się jak dziwadła, inni kolczykują wszystko co się da czy kupują ajfona, a inni przestają jeść mięso. Ponieważ mają niską samoocenę, ciągle się wewnętrznie porównują do idoli i promowanych przez system wzorców, cierpią, czują się niepełnowartościowi – więc zażerają się słodkościami, które dość szybko zrujnują im organizm. Ktoś mający wyższą świadomość, rezygnuje z każdego rodzaju stymulantów, a więc wraz z mięsem trzeba przestać jeść słodycze, pieczywo, pić kawę, herbatę. Stałe, jednostajne jedzenie jest wskaźnikiem wysokiego stanu świadomości, gdyż brak potrzeby stymulacji, nakręcenia kofeiną czy wódą, wskazuje że ktoś już przeżywa przyjemność w sobie – np. ma świadomość bycia częścią Boskości, a nie jednego z ludzkich stad.

Ktoś kto dłuższy czas je ziemniaki z jakimś sosem i kapustą kiszoną, nie onanizuje się, pije tylko wodę, śpi na twardym łóżku, systematycznie ćwiczy – doświadczy wysokiego przyrostu energii życiowej. Wtedy można naprawdę wiele osiągnąć, zostać szefem i diolem dla brechtających się z tego zrozpaczonych ludzi. Przeciętniak się śmieje, gdyż jednostajne jedzenie i życie jest dla niego koszmarem, nie ma żadnych emocji – wydaje się to być śmiercią za życia. Jednak ktoś kto tego stanu doświadczy, zrozumie co całe życie tracił; przyjemność i błogość zaczyna ogarniać całe ciało tak, że nie trzeba się podkręcać chemią dla chwili przyjemności – masz ją cały czas. Nie twierdzę że jest to łatwe – to jest trudne, bardzo trudne, ale możliwe i realne do zrobienia.

www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum.

—————————————–

 

Zapraszam do kupna moich e książek „Stosunkowo dobry”, oraz „Wyprawa po samcze runo” w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to    coztymikobietami@onet.pl

 

 

 

Dodaj komentarz

Top