Jesteś tutaj
Home > MyBlog > Przemyślenia > Współczucie Cię zabije

Współczucie Cię zabije

 

                           

 

 

Współczucie, jak sama nazwa wskazuje, jest odczuwaniem tego co czuje drugi człowiek – a w naszej kulturze oznacza odczuwanie jego cierpienia, nieszczęścia. Odczuwanie tego co przeżywa człowiek radosny, bogaty i potężny, jest marzeniem i zazdrością czy podziwem – a nie współczuciem, jak my jako Polacy je rozumiemy (nie wiem jakie znaczenie ma to słowo w innych językach).Współczucie ma więc wyraz jednoznacznie negatywny, bo zakłada skupianie się tylko na negatywnych odczuciach innych ludzi.

Nurzanie się w gównie

Tak więc współczucie w aktualnym znaczeniu, jest braniem na siebie cudzych brudów, otwieraniem się na nie przeznaczone dla nas negatywne informacje, które jako stres i negatywne emocje, na początek popsują nam zdrowie a później obrzydzą życie. W trakcie stresu który sobie tylko wyobrażamy, przez wyrzut adrenaliny i uruchomienie mechanizmu walki/ucieczki, mocno osłabia się nasz system odpornościowy, organy przestają pracować wydajnie, a organizm wręcz prosi się o choroby. A już tysiące lat temu było wiadomym, że jeśli o coś długo prosimy, to na pewno to dostaniemy. Ktoś kogo życie jest całkiem udane, ale w imię rzekomo dobrego współczucia wprowadza w nie dramat, prosi o choroby i nieszczęście – i będą to prośby wysłuchane, spełnione, wcześniej czy później, wszakże podobne przyciąga podobne.


Wydaje się że współczucie jest czymś szlachetnym, pięknym – ale jak zwykle mamy do czynienia z wilkiem w owczej skórze. To są naprawdę bardzo proste sprawy – jeśli powtarzamy jakąś czynność wielokrotnie, stwarzamy nawyk który z czasem przejmuje nad naszym życiem kontrolę. Papierosy z początku nami nie rządzą, podobnie jak alkohol i narkotyki, ale im więcej energii i czasu im poświęcamy, tym potężniejsze się stają. Podobnie nawyk prowadzenia auta, gdzie z początku nie możemy sobie poradzić, a z czasem nawyk się automatyzuje, by w końcu móc prowadzić i jednocześnie rozmawiać – nawyk przejmuje kontrolę. Proces automatyzacji może nam pomagać (nauka chodzenia, jazdy na rowerze, zawodu, czynności, prowadzenie auta, pilotaż itd.) ale i niszczyć (nałogi, uzależnienie od stresu, ryzyka, rozładowywania napięcia przemocą).

Osądzanie innych, to osądzanie siebie

Ważnym jest by zrozumieć, że wszystko – myśl, czynność, emocja – jeśli jest systematycznie powtarzana, automatyzuje się. Jeśli więc ktoś osądza innych ludzi, będzie ich osądzał coraz surowiej i częściej, gdyż nawyk będzie coraz silniejszy. Jeśli gardzisz ludźmi za ich głupotę (bo nie wierzą w to co Ty, albo Cię nie lubią), będziesz pogardzał z każdym dniem coraz potężniej. Oskarżyciel i szyderca nie wie jednak, że wszystko co swoją pracą i uwagą stworzy (jako nawyk), istnieje w nim i tylko na jego życie wpływa. Osądzając i gardząc innymi, osądzasz i gardzisz sobą, co ujawni się jako duże problemy zdrowotne, rodzinne bądź psychiczne, może też zdarzyć się ciężkie pobicie, wypadek zakończony kalectwem czy upokorzenie przy innych ludziach. Podświadomość zawsze zrealizuje dominującą emocję, a te które czujemy do innych, zawsze bierze DO SIEBIE. Ot, taki smaczek, jeden z wielu.


Skupianie się na wyimaginowanej, bądź prawdziwej wadzie człowieka którego osądzamy i potępiamy, to tworzenie silnego nawyku odczuwania właśnie tej emocji, którą w sobie wytwarzamy, czyli np. pogardy, złości, poniżenia (wyrażanego bluzganiem, wyzwiskami) w myślach. Z czasem te emocje zaczynają dominować w naszym życiu, niszczyć je od środka – i nawet jeśli taki człowiek na zewnątrz wygląda zdrowo i ma sukcesy finansowe czy zawodowe, jest postrzegany jako miły (kto jednak ma intuicję, wyczuje i będzie unikał), ciężko dostrzec że w środku wypełnia go gorycz, bezsens, poczucie przygnębienia i gotuje się złość. Życie takiego człowieka, to nieopisywalny koszmar – który sam sobie zgotował. Dlatego mądrze napisano, że nie oceniaj bo Ciebie ocenią, i nie osądzaj bo Ciebie osądzą – oceniać można intelektualnie, beznamiętnie, ale nigdy emocjonalnie. Kto angażuje swe emocje wobec innych ludzi, nawet jeśli ma całkowitą rację, kieruje emocje przeciwko sobie i swemu powodzeniu w życiu. Niestety, w szkole tego nie uczą.

Nie ciesz się, bo dzieci w Afryce głodują

I teraz najważniejsze w kontekście dzisiejszego artykułu – jeśli będziesz powtarzał w głowie uczucie cierpienia – bo współczujesz dzieciom w Afryce, czy sąsiadce od której wrzasków uciekł mąż, wejdzie to w nawyk, a ten coraz częściej daje o sobie znać. I gdyby teoretycznie świat stał się miejscem cudownym, nawyk zostanie – i będziesz cierpieć nawet wtedy, gdy nie trzeba, bo wyćwiczyłeś latami automatyzm – skupiając się na cudzym cierpieniu, czyli tworząc nawyk, inwestując w niego swój czas i energię. Spójrz na koszmarne newsy w internecie – dziś czytam, że jakieś dziecko było głodzone i bite. Wiele Pań emocjonuje się, żąda zemsty, płacze i spazmuje, podkreślając obcym ludziom na portalu (jakby kogoś to interesowało) jak bardzo cierpią, i że one nigdy by tego nie zrobiły (dowartościowanie że jestem lepsza) – czy to pomoże temu dziecku? Nie. A czy pomoże tym Paniom, paraliżując ich system odpornościowy, zwiększając ich przerażenie i strach bestialskim światem, bo tylko na takiej jego części skupiają uwagę? Na pewno nie. A dzieciom tych współczujących Pań? Przecież dziecko czerpie od rodzica wszystkie wzorce emocjonalne, co w przypadku dzieci takich współczujących Pań oznacza, że będą mieć spore, emocjonalne problemy w późniejszym życiu.

Dziecko to taki emocjonalny odkurzacz, a rodzice myślą że pod surdutem miłych słówek ukryją swój strach, powtarzane latami negatywne emocje w trakcie oglądania telewizji, chociaż nikt tak naprawdę od nich tego nie wymaga. Osoba współczująca nie niszczy tylko siebie w wymiarze ciała, psychiki i duchowości, ale zatruwa swoje otoczenie – najsilniej dzieci i męża, ale i innym się dostaje. Matka cierpiętnica, cierpiąca za grzechy swoje i całego świata, wypuszcza z domu emocjonalne kaleki, maszyny ludzkie do hurtowego, nieustającego cierpienia. Świat nie potrzebuje współczucia, tylko życzliwości, mądrości i miłości.

Wybieraj dobre informacje, unikaj złych

Ktoś kto cierpi stale – bo nie mówimy o bólu nagłym, spowodowanym urazem czy nagłą stratą, jest ofiarą nawyku w który sam zainwestował. Cierpieć trzeba się nauczyć, oraz uruchamiać boleść psychiczną aktem woli – ludzie poświęcają wiele lat, by wytworzyć nawyk cierpienia, a później oskarżają cały świat, że jest im źle. Podobnie jest ze szczęściem – jest nawykiem, nad którym nieliczni pracują często wiele lat, np. chodzą i powtarzają słowo „dziękuję”, by wzbudzić w sobie wdzięczność, oraz utrwalić mocno w sobie te uczucie. Te i inne techniki (np. super skuteczny bogging) opisuję w mojej książce „Stosunkowo dobry”.


W wyniku takiej pracy, człowiek odczuwa coraz większą wdzięczność, co zmniejsza odczuwanie smutku, beznadziei i innych, negatywnych uczuć. Świat staje się kolorowy, zwłaszcza wtedy gdy traktujący się poważnie człowiek unika jak może wszelkich złych odczuć. Żeby ich unikać, a są wszechobecne dzięki mediom, także trzeba wiele pracy i samozaparcia, zwłaszcza że ludzie nie zdają sobie sprawy, jaką krzywdę sobie robią przejmując się wiadomościami telewizyjnymi. Rezygnacja z newsów nie wystarczy – trzeba przestać szukać zadowolenia w sportach, gdzie obstawiamy jedną stronę (piłka nożna, boks itd.), bo oglądając je życzymy komuś przegranej, a drugiemu wygranej – powstaje w nas lęk, oczekiwania, zadowolenie bądź rozpacz gdy grużyna z którą utożsamiliśmy swoje szczęście, przegra. To jest tworzenie nawyków czekania na zadowolenie, a na nie się nie czeka – tylko je przeżywa tu i teraz. Oglądać sport można jedynie wtedy, gdy nikomu się nie kibicuje, a rozkoszuje oko perfekcją ciała czy drużynowym zgraniem.

Cierpienie tylko niszczy

Warto unikać złych informacji, a jeśli musimy je poznać, nie angażować się w nie emocjonalnie, a swój czas inwestować tylko w dobre uczucia i emocje. Inwestycja będzie się zwracać całe życie w taki sposób, że nawet przykre zdarzenia nie spowodują w nas bólu. Człowiek przestaje zależeć od pociechy innych ludzi (którzy żądają za to często przysług, kredytu, czy używają nas do swoich gierek), nałogów, zażerania problemów, reagowania agresją albo upokarzającą uległością. Taki człowiek nie jest niewolnikiem, a szczęśliwym, niezależnym człowiekiem. Stał się takim, gdyż nie uwierzył w bajki o szlachetnym współczuciu – gdyby uwierzył, byłby cierpiącym wrakiem z problemami.

Jeśli Ty cierpisz, a ja sobie wyobrażę Twoje cierpienie – sam zacznę cierpieć. Wyobraź sobie coś przykrego, a poczujesz że ogarnia Cię smutek, przygnębienie (brak energii), bezsilność. W ten sposób mamy dwóch cierpiących ludzi, którzy swoją uwagą i energią zrobili sobie w duszy bagno. I co dalej? Może zarazimy tym ohydztwem kogoś innego, żeby nie było nam tak nudno? A jak już będzie nas więcej, założymy religię, robiąc z cierpienia (ułomności i upadku człowieka) najwyższy cel.

Musisz wybrać szczęście, albo cierpienie

Mądry człowiek reaguje inaczej. Ty cierpisz, a ja wiem że masz moc, by być szczęśliwym – to potencjał, do którego trzeba przyłożyć pracę, energię i wiedzę. Nie chcę odczuwać Twojego cierpienia, ale mogę czuć wiarę że jesteś silny i mocny, a cierpienie to tylko chwilowa niedyspozycja. Nie wciągnę Cię ku światłu, schodząc do piekła – muszę być na górze, byś widział mnie skąpanego w szczęściu i znał dzięki temu kierunek. W ten sposób człowiek cierpiący ma cel, ku któremu może podążać – no chyba że cierpienie jest jego sposobem na życie, wyłudzanie pieniędzy i współczucia. Wtedy nazwie Cię egoistą, kanalią, psychopatą, człowiekiem z kamiennym sercem. Czuje się zagrożony tym, że nie cierpisz – bo jeśli nie cierpisz razem z nim, nie może Cię użyć, wykorzystać do swoich celów.

Człowiek który uwierzył że współczucie jest szlachetne i dobre, zrujnuje sobie życie. Wstawanie z kolan (jeśli będziesz w ogóle wiedział że jest to możliwe) będzie trwało latami – a kompani od cierpienia nas znienawidzą, gdyż nie wszyscy chcą się zmieniać. Niektórzy uwielbiają stan beznadziejności i cierpienia, a nienawidzą każdego, kto jest radosny i odczuwa lekkość – to ich kłuje, wręcz fizycznie boli, ponieważ uświadamia im ich małość i głupotę. A człowiek cierpiący utrzymuje cierpienie głównie dlatego, by wykazać swoją wielką ważność – o proszę, cały świat się na mnie uwziął! Taki jestem ważny! Tymczasem świata nie obchodzą takie gierki, ani Twoje życie, każdego interesuje tylko swój własny interes. Musisz wybrać na czym koncentrować swą uwagę – na dobru albo cierpieniu, nie ma innej możliwości – jak chcesz przeżyć swoje życie? Brak wyboru, to pozwolenie by zadecydowała za nas rodzina, media, otoczenie. A czy ono chce żebyś był szczęśliwy, wolny od ich presji? Wątpię. Bo jak manipulować człowiekiem szczęśliwym, niezależnym od wrzasków, gróźb śmiechu i szyderstwa, odrzucenia? Nie da się. 

Ślubowania Amitaby

Na wschodzie istnieją praktyki, gdzie człowiek ślubuje nie oświecać się, dopóki nie oświecą się wszystkie inne istoty – nawet w innych światach. Jest to nie tylko logiczna bzdura, ale przede wszystkim duchowa pułapka. W moim życiu, mimo że dorabiam jako coach, nie dałbym rady całkowicie zmienić jednej osoby – choćbym stanął na głowie. Jak więc mogę odpowiadać swoim szczęściem, które jest tylko nawykiem cieszenia się życiem, od tego czy ktoś inny chce być szczęśliwy? On ma swoje życie i sam decyduje w jakim stanie emocjonalnym chce żyć, a ja mam swoje. Uzależnienie swojego szczęścia od szczęścia jednej chociażby osoby, byłoby szaleństwem, a co dopiero mówić o szczęściu wszystkich ludzi na tej, oraz trylionach innych planet. I jeśli dochodzi do nas absolutny absurd takich ślubowań, to ciężko uwierzyć że ktoś mógł takie brednie przysięgać. Jeśli ktoś coś takiego zrobił, jeśli wbiło mu się to w podświadomość (takie jest założenie), będzie miał nieprawdopodobne kłopoty w życiu tym, oraz wielu następnych, póki się nie pozbędzie tych bzdur ze swojej podświadomości.

Kiedyś trafiłem na stronę (http://www.modlitwainnanizwszystkie.pl/readarticle.php?article_id=1337), gdzie bardzo ciekawie to opisano. Ogólnie nie ze wszystkim się z tym Panem zgadzam, ale ten akurat tekst o uwalnianiu od ślubowań Amitaby, powinien przeczytać każdy fanatyk wschodniej duchowości, zastanawiający się dlaczego jego życie jest straszne. Po „odkodowaniu” tych ślubowań, poczułem bardzo dużą ulgę oraz znacznie poprawiło mi się zdrowie, na drugi dzień. Naprawdę warto.


www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum.

————————————-

Zapraszam do kupna moich e książek „Stosunkowo dobry”, oraz „Wyprawa po samcze runo” w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to        coztymikobietami@onet.pl

 

Dodaj komentarz

Top