Singielki, bounty Przemyślenia by Marek - 13 lutego 20095 Blask w oczach młodych Polskich singielek, ma swoją przyczynę. Cała ich biologia domaga się urodzenia dziecka. Ale to wielki wydatek finansowy, wielka inwestycja. By ta się udała potrzebny jest „zaradny” i „dający poczucie bezpieczeństwa” mężczyzna. Czyli jeśli ominiemy te androny to chodzi konkretnie o ilość pieniędzy którą posiada, i o możliwości ich zarabiania. Dopóki kobieta nie zdobędzie takiego mężczyzny, i dopóki nie ożeni się z nim co zabezpiecza jej przyszłość w sensie finansowo społecznym, dba o siebie. Stara się nie jeść ciastek, ogranicza cholesterol, czasem nawet podbiegnie do autobusu w szpilkach, wydaje większość pieniędzy na kosmetyki i solarium – całe życie i aktywność jest podporządkowana temu by ładniej wyglądać. Im ładniej się wygląda, tym bardziej atrakcyjny mężczyzna zostanie złapany na haczyk w oceanie codzienności. Gdy już kobieta osiąga swój cel, traci swe łowieckie zdolności. Przestaje lubić sex w takiej ilości i intensywności jak przed polowaniem, i robi wreszcie to, o czym całe życie marzyła – objada się. Ciasteczka, batoniki, tłuste jedzenie. Teraz wreszcie może sobie ulżyć, i się najeść do syta. Oto cel życia Polskich singielek – rozpaczliwie znaleźć męża, urodzić dziecko i najeść się. Jeżdżąc na zajecia, słucham przeważnie Angielskiego na kasecie, albo radia. Moje radio panasonic ma ponad 10 lat, i niestety się psuje. W tej chwili odbiera mi radio Maryja, a inne stacje trzeszczą. Bardzo lubię Złote przeboje na 100.01 FM ale i w domu i w aucie bardzo kiepsko odbierają. A więc jak jeżdzę, lubię odmawiać na głos modlitwy i różaniec razem z babciami i dziadkami, co to chcą się dostać do nieba. Odpręża mnie to. Na moście Poniatowskiego zawsze rano straszny korek, więc zawsze się wbijam na prawy pas dla autobusów, i ku wściekłości stojących kierowców jadę spokojnie i na luzie zamiast dusić się w spalinach. Przed końcem mostu w obawie przed policją, która niestety nie docenia mojej duchowej wielkości, i chowam się w sznur aut. Ale zazdrośni kierowcy którzy odstali swoje, nie chcą mnie wpuścić. Więc się wciskam. Otwieram szybę i wpatruję się szukając miejsca dla mnie, podlego. A że mam czapkę na głowie to i radio głośno chodzi. Śmieszą mnie te spojrzenia ludzi w autach. Oto przystojny, dobrze ubrany młody mężczyzna, rzucając kurwami i hujami wciska się między samochodami, a ze środka dobiega zawodzenie starych babć i „zdrowaś Mario..”. Ale wszyscy ze strachem w oczach natychmiast wpuszczają. Uprzejmość w narodzie nie wygasła, to dobrze. Wczoraj postanowiłem sobie że zero cukierków. Wchodzę do Biedronki, pełen wewnętrznej siły, nad głowa aureola triumfu, od razu w całym sklepie temperatura się podniosła o 5 stopni. Zrobiłem zakupy, podchodzę do kasy, uśmiecham się drwiąco i cynicznie, wyśmiewając się z mojego nałogu. Przede mną stoi jedna Pani która płaci, i nagle…. …rzucam się do półek ze słodyczami, biorę dwa bounty, i niosę je do kasy. Jak w transie płacę, wychodzę. W samochodzie przeżywam wewnętrzną walkę. Maruś, szepce głos, wyrzuć te batony, wypadną Ci zęby, utyjesz, z kompleksów nie znajdziesz pracy i będziesz do końca życia bezrobotnym, żadna Cię nie zechce. Wrzasnąłem – nieprawda, kobiety wcale nie interesują się pieniędzmi, wygodnym luksusowym życiem, i urodą faceta! je interesuje tylko wnętrze i dobre serce a facet może być bez pracy i obleśny! Przekonany i uspokojony swoimi naukami, zatopiłem zęby w batonie, i jęknąłem z rozkoszy kiedy pierwsza dawka cukru wpłynęła w moje żyły. Wszystko stało się prostsze, weselsze, bardziej jaskrawe. Uśmiechnąłem się, po czym zapaliłem motor, i odjechałem do domu, wesoło pochrumkując w trakcie przeżuwania batona. 4 minuty później. Ryk silnika. Pisk hamulców. Krzywo zaparkowany, porzucony bezładnie samochód. Z parkingu kurczowo zaciskając w ręku tornister, mistrz pochylony niemalze do ziemi panicznie biegnie do domu. Czapka filuternie przesunęła mu się na ucho, rękawiczka bezbronnie sterczała z kieszeni, w oczach błyskały ogniki obłędu, usta gorączkowo szeptały – Maruś dobiegniesz do kibla, uda Ci się, musi się udać… Na zdjęciu powyżej jestem Ja przed ślubem. Zdjęcie poślubne niestety nie zmieściło się, gdyż blog ma ograniczenie do 10MB…
Nie wiedzialam,ze to TY ❗ 😆 ❗ Mam Twoje zdjecie od kilku miesiecy ustawione jako tapete na moim laptopie ❗ 😆 Podeslij prosze zdjecie poslubne,wstawie je jako nowa tapete,rozmiar zdjecia nie ma znaczenia,bo ekran mojego laptopa to 17″ szerokopanoramiczny 😉 Nawet Pudzian sie miesci. 😀 Odpowiedz