Jesteś tutaj
Home > MyBlog > Przemyślenia > Duszo, daj żyć!

Duszo, daj żyć!

W świecie duchowym istnieją świadomości które nazywamy duszami. Pływają w błogości energii, a każda dusza pragnie się rozwijać. Rozwój ten, o ile dobrze zrozumiałem (a raczej odczułem) to rozwijanie świadomości. Im jest większa, rozleglejsza, tym więcej piękna i błogości się doświadcza – ale nie to jest celem, a zmniejszanie dystansu do ostatecznego spełnienia, do świadomości absolutnej czyli tego co można nazwać Bogiem. Droga ta wiedzie poprzez zwiększanie świadomości.

Wielka Gra

Dusze więc stworzyły grę, podobnie jak człowiek tworzył narzędzia by ujarzmiać świat. Zostały stworzone wymiary, czas, niezliczona liczba wszechświatów, form życia. Została ustalona gęstość energii i jej jakość. Nie ma końca istotom odczuwającym, rodzajom życia, planetom; istnieją formy które mogłyby przerazić umysł ludzki, a także takie które nie wydają się realne, jak też takie których nasze zmysły nie byłyby w stanie doświadczyć. Życie istnieje wszędzie a jednocześnie nigdzie; jest grą, mirażem.

Nasza ziemia, niebieska planeta (chociaż kolor to oczywiście rzecz umowna), jest tylko jednym ziarnkiem piasku w nieskończonej przestrzeni. Łączy nas jedno; życie jest iluzją, grą, poligonem gdzie dusze rozwijają swoją świadomość. To jest jedyny cel istnienia bogactwa materialnych światów i życia. Dusza z zasady wieczna, nieśmiertelna, schodzi w  materię i przybiera pewną formę. Jej świadomość zostaje drastycznie ograniczona, tak że traci się wiedzę skąd się jest, o swojej prawdziwej naturze. Zostaje się wyrzuconym we wrogą, obcą rzeczywistość o ściśle określonych parametrach. Pojawia się dualność, zło, doświadczenie cierpienia. Dusza z rozkoszą inkarnuje w ludzkich ciałach, by doświadczać konsekwencji swoich wyborów.

Gdy uświadomiłem sobie te dwie sprawy, zrozumiałem dlaczego:

Bóg wydaje się milczeć

Dlaczego wszystko jest po prostu nienormalne

Każda utopia i idea powszechnej szcześliwości, jest nierealna

 

Żeby dusza mogła rozwinąć świadomość, musi dokonywać wyborów, doświadczać. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest. Doświadczanie w świecie duchowym istnieje, ale jest niezwykle słabe w porównaniu do życia w inkarnowanym ciele, na jednej z planet. Schodzi więc w ludzkie ciało a świadomość zostaje przykryta umysłem, ego. Gdyby człowiek istniejący jako ego wiedział że Bóg istnieje, wybór byłby prosty. Nie byłoby rozwoju płynącego z kryzysowych doświadczeń. Z tego też powodu ludzkość nie może doznać trwałego szczęścia; bo te już ma w swoim prawdziwym świecie, a gra ma inne założenia. I nie oznacza to wcale że nie możesz być szczęśliwy; możesz, i stan ten oznacza wygranie gry, czyli oświecenie, przebudzenie. Można to porównać do gry komputerowej; ludzie nie grają w nie by w jej trakcie kołysać się na hamaku, kąpać w błękitnej wodzie, tylko przeżywać stres, strzelać, podejmować ważne decyzje. Gdy chcesz coś umieć, zapisujesz się na kurs czy szkolenie, trenujesz. Dokładnie tak samo robi dusza.

 

Istnieje dusza, nieśmiertelna istota którą tak naprawdę jesteśmy. Jest też stworzony przy narodzinach umysł tresowany od samego przyjścia na świat. Najpierw trauma narodzin (szok prenatalny odbijający się negatywnie na całym życiu), później destrukcyjne nauki religijne i społeczne, podążanie za tłumem. Szczęście i wygranie gry, to zjednoczenie umysłu z duszą. Brzmi prosto, jednak jest ciężkie do wykonania. Przede wszystkim znacząca większość ludzi, nie ma bladego pojęcia o tym że ma duszę. W ogóle o tym nie myślą, a jak ktoś im to mówi to reagują śmiechem, szyderstwem bądź drwiną; czasem silną agresją, gdy ta wiedza różni się od aktualnie wyznawanej ideologii religijnej. Żyją w hipnozie która rodzi wiele cierpienia. I te właśnie cierpienie, jest znakiem że ścieżka na której jesteśmy, jest błędna.

 

Gdy umysł idzie w swoją stronę – czyli w kierunku celów wyznaczanych przez świat, dusza tęskni i cierpi. Ona przyszła na ten świat by doświadczać określonych lekcji, i te właśnie spełnianie się w tym co sobie zaplanowała, daje jej odczucie satysfakcji jeśli możemy to tak nazwać. Większość ludzi zyje w pewnym (mniejszym bądź większym) oderwaniu od celów duszy – uzyskanie w takim stanie szczęście jest nierealne, gdyż te jest pokłosiem zgodnej ich współpracy. Umysł jest jak kierowca, dusza jest czołgiem. Gdy umysł chce iść ku celom duszy, nie istnieją przeszkody nie do pokonania. Dusza ma potężną moc kreacji, jest energetycznie niezwykle silna. Moim zdaniem jest to różnica taka, jak między nowoczesnym ciężkim czołgiem a rycerzem z ciężką anginą na niepodkutym koniu. Gdy umysł idzie z duszą, gdy następuje zjednoczenie, jesteśmy świadkiem cudu; ktoś taki idzie po swój prawdziwy cel, i wszyscy wokół czują jak wielka jest to siła. Odbierane jest to jako pasja, i budzi zachwyt u innych ludzi którzy w środku siebie, też tęsknią za takim życiem. Zachwyca Cię coś, ale nie wiesz dlaczego. Jest to jedność duszy i umysłu; gdy coś podoba się umysłowi, odczuwasz pragnienie, żądzę. Umysł generuje płytkie i ciężkie odczucia, rodzące w sobie ból. Dusza generuje lekkie, soczyste tony; zachwyt, płynięcie w powietrzu, radosna lekkość bytu. Gdy patrzysz na bezkres nocnego nieba, bądź zachód słońca w tle którego rytmicznie łomocą fale, doświadczasz odczuć duszy. Chwilę po nich pojawia się pragnienie przedłużenia tego stanu odczuwania – to odzywa się umysł. Bełkot myśli i niekończących się pragnień natychmiast zagłusza piękne odczucia ducha. Umysł korzysta ze słów, dusza zna tylko odczucia i wizje.

 

Przypominasz sobie? ten zachwyt to prawdziwy Ty, Twoja prawdziwa istota. I ta istota nie potrzebuje coachingu, nauk duchowych; jest cudowna z natury, utkana ze światła. Tu nic nie trzeba upiększać, zmieniać; wystarczy tylko wyjrzeć poza umysł.

 

Tymczasem tęsknota jest cichutka, a głos umysłu ciągły i głośny. Czasem dusza zachlipie we śnie, a umysł niejasno pamięta silne emocje, które targały nim w śnie. Ale dość teorii, przejdźmy do praktyki – wymyśliłem na poczekaniu przykład, może trochę naiwny ale doskonale oddający sytuację. Mamy przeciętniaka który żyje w kulcie wykształcenia i bycia kimś. Ma duże kompleksy, niską samoocenę, zazdrości bogaczom, celebrytom i gwiazdom muzyki czy kina. Chciałby akceptacji, i wierzy (tak powtarzali mu rodzice i znajomi) że ta wiąże się z pozycją zawodową, wykształceniem. Ciągnie go do stolarki, ale wiadomo – w naszym kraju zawody proste cieszą się pogardą. Zamiast więc iść na stolarza jak chce dusza, idzie na prywatne studia, np. uber modny marketing i zarządzanie – jak każe umysł pragnący akceptacji, i wierzący że uzyska ją papierkiem magistra. Mijają lata, nasz przykładowy nieszczęśnik idzie do biura gdzie przerzuca papierki za 1500 złotych na łapę. Nudzi się, nienawidzi tej pracy, szef go upadla a pracownicy przeciwko niemu spiskują. Głosuje na PO i wyśmiewa się ze spisków które sam codziennie widzi i nawet stosuje wobec innych, by być akceptowanym i modnym, tzw. wykształciuchem, elitą intelektualną. Jego życie to kompletne dno, co sobie mgliście uświadamia więc co tydzień w weekend upija się do nieprzytomności. Nadal jest zerem, a ci którzy nie dawali mu akceptacji, nadal mu jej nie dają. Ci którzy mu dogryzali, nadal to robią; zamiast wykształcenia znaleźli sobie inny powód. Gdyby natomiast poszedł za głosem duszy, jego krzesła, stoły i ławy miałyby w sobie coś oryginalnego, unikalnego. Dusza wyżywałaby się w drewnie, tworząc niesamowite wzory. Być może podobne do innych, ale jakiś jeden element byłby taki, że inni ludzie odczuwali by nagle zachwyt, czuli że muszą to mieć ponieważ budzi to w nich niesamowite uczucia. Oczywiście – ludzie pragną podświadomie tego stanu spełnienia, i widząc przedmioty wykonane przez umysł zjednoczony z duszą odczuwali by zachwyt, wzruszenie, niezwykłe emocje. Nie minęło by wiele czasu, jak jego krzesła byłyby już niezwykle drogie, a czekanie na nie trwałoby lata. Bogaci i potężni ludzie, jak dzieci prosiliby się o szybsze załatwienie tak niezwykłych mebli. Pojawiłyby się pieniądze, duże pieniądze i sława; cały czas satysfakcja z pracy, docenienie przez ludzi, a etykietkę robola zastąpiłaby aura artysty i guru nowego rodzaju sztuki. Kobiety marzyły by o założeniu rodziny z kimś takim, i trwał by zacięty między nimi bój o serce stolarza – artysty. Szef który upadla magistra marketingu, czułby się jak szmata wiedząc że nie będzie go nigdy stać na meble faceta z przykładu drugiego. I wyżyłby się na tym, który poszedł za umysłem.

 

Jak więc widać, pójście za umysłem (który jest efektem tresury) daje mizerne efekty. Pójście za duszą daje przede wszystkim głębokie, radosne spełnienie i satysfakcję. A lista korzyści dopiero się przed nami otwiera. Lecz gdy masz satysfakcję i spełnienie, pieniądze to tylko dodatek, i nic więcej. Spełnienie i energia jest tak przyjemna, tak pełna, że nie są ci potrzebne. I wtedy właśnie przychodzą. Pieniądze są jak kobieta, nie znoszą gdy ktoś ich nie pożąda. Wtedy podchodzą, całują, mówią miłe słowa…

 

Świat żyje w hipnozie. I tak właśnie musi być. Dlatego nie wierz że gdy świat uzna jakąś metodą za dobrą, wszyscy staną się szczęśliwi; wiele razy czytałem twierdzenia, że gdyby wszyscy medytowali, afirmowali, wykonywali jakąś technikę to świat byłby lepszy. To niemożliwe i nierealne. Przebudzić się do szczęścia możesz jedynie Ty sam i faktycznie być szczęśliwym – nie Twoja rodzina, koledzy czy dzieci. Liczy się tylko Twoja dusza i nic więcej. Zapomnij o rezygnacji ze szczęścia na rzecz innych. Nie dasz innym tego czego nie masz. Co im dasz? kolejny bełkot umysłu? wytresowane i wykute przez powtarzanie latami „dobre rady”? przecież ich własne umysły mają to samo co Ty; może treść troszeczkę inna, ale sens ten sam – bełkot. pójdź za własną duszą, uzyskaj spełnienie. Wtedy Twoja radość pobudzi innych. Nie ma innej możliwości realnej pomocy innym ludziom. Po prostu nie ma.

 

Świat z natury ma dawać ból – który jest motywacją do pójścia umysłem za duszą. Nie ma i nigdy nie było możliwe na tej planecie, dostąpienie szczęścia korzystając z umysłu. Tak to jest zaprojektowane. Dlatego właśnie ludzie się tak szarpią w życiu kiedy ich prawdziwa istota chce robić jedno, a umysł co innego. Chcesz zabrać ludziom cierpienie? możesz osiągnąć to tylko w jeden sposób. Dostąpić tej wielkiej radości, działać w jednym teamie ze swoją duszą, a inni czując jak działasz (czuć tę lekkość, pasję, emanującą radość) na Twoim przykładzie zechcą dostąpić tego stanu cudownej lekkości. Nie ma innej ścieżki. I gdy nawet ludzie wyczują te piękno, w większości tylko się zachwycą i znów odejdą w strefę mroku. Umysł chce wszystko kontrolować, i nie chce oddać przewodnictwa duchowi. Uczynienie tego jest symbolicznym aktem śmierci umysłu, czego boją się ludzie dla których umysł i aktualna inkarnacja, zdaje się być jedyną istniejącą rzeczywistością. I dobrze, nie ma pośpiechu. Czego nie osiągną teraz, osiągną kiedy indziej. Może za kilkaset, kilka tysięcy inkarnacji na różnych planetach. Nie ma zwycięstwa i nie ma porażki, jest tylko rozszerzanie swojej świadomości. Nie istnieją błędy, tylko nauka. Dla duszy nasze całe życie, jest jak dla nas ułamek sekundy.

 

Z tego więc punktu widzenia, świat jest idealny. Taki właśnie miał być. Tak więc nie wierzę w powszechne szczęście, zmianę dzięki energii kosmicznej, przyjście Jezusa i inne mity które mają dać szczęście. Bo i po co? ono jest dostępne dla każdego człowieka, w każdej chwili – potencjalnie na ziemi, a zawsze po śmierci umysłu i ciała, gdy dusza odchodzi do swojego prawdziwego domu, by „przetrawić” swoją lekcję. A jest co do przerobienia, a także karma do odrobienia. Gra grą, lecz zło które człowiek uczynił, będzie musiał wpisać w scenariusz następnych inkarnacji. Nasza niebieska planeta dostała zaprojektowany system czynienia zła. Stąd niektórzy mówią o wahadłach, meduzach, egregorach, istotach energoinformacyjnych, myślokształtach, demonach. Trudno mi powiedzieć czy te byty istnieją świadomie, jednak oczywiście istnieją. I nie są tak silne jakby niektórzy chcieli. Są po prostu koniecznym elementem układanki, i w tym celu istnieją – całkowicie zależne od ducha. Z jednej strony dusza chce się spełnić, z drugiej umysł pochłonięty przez modę, tradycję, powszechne wierzenia (różniące się w zależności od miejsca globu, np. u nas psa kochamy, a w Azji go jedzą, z krową na odwrót).

 

Dusze bardziej doświadczone, czyli te które mają większą świadomość Boskości, same tworzyły ten wszechświat. Są i inne, jest ich nieskończona ilość. Nie znam szczegółów, wiele rzeczy nie rozumiem gdyż mój mózg nie jest w stanie do końca pojąć świata dusz, natomiast dusze – nauczyciele nadzorujący postępy swoich uczniów (czyli np. ja) całkowicie kontrolują ten system. Co ciekawe dusza która jest moim mentorem w duchowym świecie (czyli bardziej doświadczona) jest teraz w aktualnej inkarnacji jakimś ubogim chłopcem, mającym kiepskie życie, znacznie gorsze od mojego. Piszę te słowa dla upomnienia; potężni ludzie, dysponujący olbrzymimi zasobami stawiający się ponad ludzkość, często oddają chwałę siłom zła. Kłaniają się w zasadzie automatom, mniej bądź bardziej świadomym stworzonym przez chłopca, który dla nich jest tylko robakiem. Ich dusza musi pękać ze śmiechu, widząc co głupawy umysł owładnięty pragnieniem władzy i bogactwa wyczynia. I teraz zestawcie multimiliardera a biednego, prawdopodobnie bosego chłopca gdzieś w kiepskim miejscu do życia. Widać różnicę? jasne. Ale to czego nie widać okiem, jest znacznie ważniejsze.

 

Doświadczone dusze przewodników, biorą sobie naprawdę ciężkie inkarnacje. Te najlepiej rozwijają. Ciężkość polega na tym, że taka rozwinięta dusza jest niezwykle silna. Inkarnuje ona w słabym ciele, w bardzo podatnym na sugestie umyśle. Takie życie rodzi wiele, naprawdę wiele cierpienia. Silna dusza chce robić to co sobie założyła, słaby umysł owładnięty religią, patriotyzmem, bądź innym programem – chce robić to co wydaje mu się konieczne. Im większy konflikt, tym większe cierpienie i rozdarcie. Jednak to wszystko ma sens. Im większe cierpienie, tym większa szansa na przebudzenie. Umysł w którymś momencie ma tak serdecznie dosyć że kapituluje. Pojawia się więc dusza która zaczyna się spełniać. Umysł wreszcie zaczyna cwałować na pięknym koniu – duszy. Dusza mało świadoma, często wchodzi w dobre życie. Szansa na przebudzenie? praktycznie zerowa. Umysł nie ma motywacji, wszystko jest ok, jest jakiś dobrobyt, pozycja zawodowa i społeczna. Oświecenie? a po co? oczywiście, nawet takie spokojne, dostatnie życie rodzi wiele doświadczeń i mądrości dla duszy. Z tego co wiem, bardzo dobre życie na ziemi jest o wiele cięższe niż wiele cięższych inkarnacji w innych światach. W ogóle życie na tej planecie, można powiedzieć że jest nazywane piekłem w świecie dusz. Tu trwa naprawdę wielka rzecz, która dokonuje się poprzez ciężkość wyborów, bezwład i ciężkość materii. Dla duszy, istoty lekkiej i pełnej światła, ziemia jest strasznym miejscem. I dlatego człowiek nie żyje wiecznie, chociaż były i będą tworzone takie próby. Umysł będzie chciał przetrwać, i technologia z czasem to umożliwi. Jednak jest coś, o czym nie wiedzą wynalazcy; dusza nie wytrzyma tu długo, cierpienie będzie absolutnie nie do wytrzymania.

 

Dość rzadko zdarza się, że zaawansowana dusza wchodzi w dobre życie. Może być też tak że życie wydaje się wspaniałe wszystkim wokół, a w środku umysł trawi straszny ogień. Moim zdaniem z naszego podwórka, taką właśnie duszą jest Michał Żebrowski, a trochę mniej Tomasz Lis którego szczerze nie lubię – w sensie jego umysłu. Innych typów nie chcę podawać. Zauważyłem że można to rozpoznć po oczach, spojrzeniu. Pierwsze uczucie jest prawie zawsze celne. Gdy się wyciszę w odpowiedni sposób, dostaję takie informacje. Oczy i głos, od zawsze uwielbiałem ludzkie głosy, a informacje które wraz z nim miałem, były dla mnie niezrozumiałe. Coraz więcej z nich jednak rozumiem.

 

Kiedyś napisałem sporo o świecie duchowym, który w przebłyskach sobie uświadomiłem. Napisałem w nim że byłem jakby kierownikiem, szefem grupy dusz. Jedni uznali to za pychę i chęć dowartościowania się bajeczkami, inni zareagowali uległością i zaczęli się do mnie zwracać, licząc na względy. Obie te reakcje są nieodpowiednie. I owszem, Marek jako umysł jest póki co nieudacznikiem. Nie przejmuję tym się, bo wielu uznawanych za ludzi sukcesu, była w młodym wieku znacznie większymi nieudacznikami ode mnie. Warto zacząć od zera, bo wtedy więcej się wie i rozumie. Co do pychy, nic na to nie poradzę; w świecie duchowym dusza która przejawia się w Marku, jest bardzo świadoma. Z tej racji prowadzi inne dusze, tworzy ustawienia w życiu które już opisywałem. Natomiast ja Marek, piszący te słowa, nie jestem tą duszą tylko ograniczonym, nudnym Markiem; zbiorem wzorców reakcji i efektem tresury. Zniknę wraz ze śmiercią ciała, by przebudzić się do pełni swej prawdziwej istoty jaką jestem. I tyle. To jaka to pycha? mój umysł to ograniczony komputer, nic więcej. Czym tu się chełpić? a dusza? więcej przeżyła, więc więcej wie i pomaga tym którzy umieją mniej. Są też znacznie bardziej doświadczone dusze ode mnie, co nie znaczy że są szefami czy są lepsze. Po prostu więcej przeżyły, i są bliżej źródła, dlatego też mi pomagają, jak ja pomagam młodziakom.

 

To bardzo ciekawe co zauważyłem; ludzie są strasznie naiwni. Wystarczy napisać z pewnością o świecie duchowym, a już lecą by coś zdobyć. a skąd wiecie czy nie zmyślam? czy nie jestem oszustem? myślcie samodzielnie, a odpowiedzi są w was. Szukanie jej u innych, to odrzucenie własnej duszy, czyli najlepszej możliwej dla was informacji. Szukajta a znajdzieta.

 

A póki jesteśmy w naszych ciałąch, zapisujta się na newsletter LINK na dole strony, biały prostokąt. Wpiszta meil, bądźta na bieżąco. Nudzita mnie, skikam do kina.

64 thoughts on “Duszo, daj żyć!

  1. Tak się zastanawiałam kiedyś nad tym, że są prace i zawody, których nie da się lubić. Myślę tutaj o pracach typu sprzątaczka, czy pracownik gdzieś na taśmie w fabryce. Gdzie w tej sytuacji jest dusza?
    Odpowiedż przyszła do mnie sama – przynajmniej w jakimś sensie, kiedy pracowałam w Anglii. To była praca na farmie,w przetwórni warzyw. Zajmowałam się tam pakowaniem selerów naciowych w takie foliowe woreczki dla supermarketów. Stałam tak cały dzień, często po 14 godzin na dobę i rzeczywiście nie znosiłam tej pracy – był tam bardzo duży hałas od maszyn, a hałas mnie bardzo męczy. Kierownikiem był Angol, prawie głuchy od urodzenia i on tę prace naprawdę kochał! Zobaczcie był niemałże całkiem głuchy – w wielu innych pracach w ogóle by go nikt nie chciał przyjąć, a tam pasował jak ulał. Huk maszyn w ogóle mu nie przeszkadzał.

  2. „Cierpienie jest znakiem, że ścieżka na której jesteśmy, jest błędna” a jak to się ma do celowego wyboru cierpienia przez duszę,
    dzięki któremu poszerzy się jej świadomość?
    Na tym poziomie, wiedza o duszach „przez cierpienie do zbawienia” ma podobne znaczenie jak w znanej religii.
    Ale nie o tym chciałam powiedzieć.
    Na tablicy, po odczytaniu Twojej lekcji,
    każdy z nas zobaczy zdania tylko i wyłącznie przeznaczone dla jego oczu.
    U mnie pojawiło się coś takiego:
    Nie gap się na innych,nie rób tego co robią inni.I tak myślą na twój temat coś innego niż ty sama. Do czego ci potrzebna ich akceptacja, wystarczy że zaakceptujesz samą siebie,swoje czyny i swoje myśli – reszta jest nieistotna.
    Akceptacja siebie to też wybór pewnej drogi.
    A to co niemiłe jest jak zapach – prowadzi do omdlenia, ale bywa ulotny.
    Wniosek:
    Ja, człowiek,
    niepotrzebny Bogu do niczego,
    jestem polem bitwy miedzy złem a dobrem.
    Pomiędzy jątrzącymi się ranami przeszłości a bliznami, czekam na godzinę śmierci
    kopiąc po drodze swój kamyk,
    którym sam jestem.

  3. a to ciekawe, pomyślałam o zatyczkach do uszu
    przy samym pakowaniu towaru(do kupienia w każdej aptece),a tego człowieka Ty postrzegałaś jako szczęśliwego w głuchocie i pracy..a może on był tylko „robotem”. Mógł być szczęśliwy z całkiem innego powodu, aż to szczęście kipiało z niego…ciepło pozdrawiam .S.

  4. sentire – cytat o cierpieniu jest ok, gdyż koniec cierpienia oznacza wejście na tą właściwa ścieżkę. Cierpienie wcześniej jest po prostu wskazówkami, a właściwie to dopingiem aby wreszcie skończyć z tym gównem i wykroczyć poza nie. Ot taki mały paradoks, przełamiesz się bądź pękniesz:> A KK nie ma tu nic do rzeczy, tam masz propagowany kult życia w cierpieniu poza które nie można wykroczyć, gdyż nie spodobało by się to Bogu bla bla
    Odnośnie Twojego wniosku, jak na mnie brzmi jak brednie. Tu dopiero nawiązujesz do KK w pełnej krasie. Tak po prawdzie, jedyne z czym się mierzysz to swój własny umysł, sam sobie udzieliłeś tez odpowiedzi, akceptacja siebie jest całkiem w deche, po prostu oto już nie masz z czym walczyć;d

  5. Jak widać szaleństwo reinkarnacji postępuje.
    Nie ma żadnej gry.
    Nikt nie ustalał gęstości energii.
    To piekielny relatywizm mogący tylko szkodzić.
    Życie jest realnym faktem a nie grą i mirażem.
    Trzeba pokory i odwagi by mówić „nie wiem” a nie tworzyć fałszywe, abstrakcyjne wizje świata.
    Już zbyt wiele takich wizji wykreowano dla zniewalania człowieka.

  6. Światełko ❓
    [url]http://www.paranormalne.pl/tutorials/article/303-relatywizm-moralno-kulturowy-w-odniesieniu-do-oobe/[/url]

    „Jednak w obecnym czasie zachodzi coś cudownego. Jesteśmy pod wpływem emanacji rdzenia galaktyki, która płynie wielowymiarowo i nikt nie możliwości zatrzymać tego procesu. Jest to tzw. zdjęcie niewolnictwa energetycznego dla wszystkich ludzi na ziemi, które zburzy nasz piekielny stadion i znów będziemy mogli zobaczyć co jest poza nim. Odzyskamy pamięć tego kim jesteśmy naprawdę oraz cały swój potencjał jaki w nas drzemie.

    Uwolnimy się od bagażu emocji i poczucia winy. Odzyskamy spokój i równowagę i co najważniejsze – wolną wolę.”…

  7. I to mają dać emanacje z rdzenia galaktyki ?

    [b]Paranoja i szaleństwo.[/b]

    To nigdy tak nie działa, to brednie i idiotyzmy new age, emanacje z rdzenia galaktyki (potężne rozbłyski gamma, itp) mogą tylko nieść śmierć.

    Jeszcze do 21 grudnia zeszłego roku miliony lemingów wyznawało kalendarz majów, z tych barbarzyńców robili bogów.
    Film”Apocalypto” dokładnie pokazuje prawdę o majach, ich niewyobrażalnych religijnych zbrodniach w imię manipulacji, ZWIEDZENIA I ZNIEWOLENIA MAS.
    Ten sam motyw krwawej ofiary dla fikcyjnych bożków widzimy w każdej religii służącej władcom i kapłanom do zniewolenia mas, widać to dokładnie także w starym i nowym testamencie.

  8. Tak, praca którą opisałaś dla mnie byłaby piekłem na ziemi. Ale gdy byłem w UK na nielegalu, w fabryce gdzie pakowaliśmy pomidory (praca okropna dla mnie była) był pewien murzyn – chyba z RPA, już nie pamiętam bo cała menażeria tam była. I ten wyluzowany facet, tańczył przy taśmie z pomidorami 🙂 śpiewał bezgłośnie, ruszał się, pełen luz. To mnie dziwiło i dziwi nadal, bo nie wyobrażam sobie by taka praca mogła zrodzić radość – a jednak.

    Dobrze że zrezygnowałaś. Stanie na nogach równa się żylaki. Lepsze niż antygwałty 🙂

  9. Uzyskanie jedności duszy i umysłu za życia, jest wielkim sukcesem i osiągnięciem duszy. Wtedy na ziemi zanika cierpienie a dusza ma wielką korzyść. Buddyści mówią, że już nie musi się wcielać w koło inkarnacji. Moim zdaniem oczywiście nie musi, ale sama najczęściej chce. Chociaż niekoniecznie już na tej ziemi.

    Oświecenie to w zasadzie śmierć umysłu, odczuwana jako wielka błogość i rozkosz.

  10. Dokładnie Aros. Akceptacja siebie rodzi spokój, uczucie satysfakcji, poczucie że wszystko jest w porządku. Jeśli katolicy (i nie tylko) uważają że taki stan ducha jest opętaniem przez Szatana, to niech tak właśnie będzie. Nie mam już ochoty onanizować się cierpieniem, kiedy wcale nie muszę.

  11. Oczywiście że życie to nie iluzja – z punktu widzenia umysłu którym to postrzegasz. Uszczypniesz się i poczujesz ból. Lecz gdy wyjdziesz poza umysł, wszystko jest iluzją, grą, snem.

  12. Bądź swoim idolem – dobre! ale trzeba podkreślić, że idolem ma być dusza a nie ograniczony, nudny umysł.

  13. Jeśli chodzi o ten rdzeń, to nie łykam tego. Możliwość przebudzenia masz zawsze, i nie trzeba do tego żadnych promieni. Wystarczy pragnienie przebudzenia, i świadomość. Sama obserwacja siebie, daje niezwykle dużo.

  14. Cieszę się. A skoro o cieszeniu mowa, byłem dziś na Movie 43 – sala wyła ze śmiechu, łącznie ze mną. Prostactwo straszne; ale pierwszy filmik (film skłąda się chyba z 7 filmików) rewelacyjny. Popłakałem się ze śmiechu, a nawet dla szpanu – kwiczałem jak prosię, i tak chyba nikt nie słyszał. Pomysł rewelacyjny mieli.

    A co z drogówką? był ktoś? bo interesuje mnie końcowa scena.

  15. Co to znaczy wyjść poza umysł ?
    Rozpłynąć się w nicości ?
    Czy samooszukiwanie się, szukanie klucza do odczuwania świata iluzji, fałszywej projekcji, to ma być wyjście poza umysł ?
    Ten art pisany jest w nieznośnym stylu totalnych konfabulacji niejakiego leszka żądło.

  16. Czy trwała i wieczna dusza może ulegać zmianom?
    Czy nie należałaby wówczas do czasu, a więc przemijania?

    @Aros
    Temat postu jest „Duszo, daj żyć”, stąd moje pole bitwy między dobrem a złem. `Dobro` i `zło` to różnie definiowalne pojęcia. Masz rację, zbyt pusty ten mój wniosek i dziękuję Ci za głos.

  17. To proste; postrzeganie siebie nie jako etykietki i pokłosia tresury i wychowania(Marek, bezrobotny, nerwowy, Polak itd) tylko to kim naprawdę jesteśmy – duchem.

    No bo sam zobacz – co może umysł? ile lat u mnie piszesz? nawróciłeś kogoś? zmieniłeś jego postrzeganie? zmieniłeś coś w tym chorym burdelu – państwie bezprawia? dobrze wiemy jaka jest odpowiedź. Miotasz się tylko i cierpisz, ponieważ Twoim prawdziwym celem, prawdopodobnie jest coś innego, albo to co robisz ale robione inaczej. A ludzie o których dbasz swoimi radami (nie twierdzę że są złe. zgadzam się w 99%) jak wiesz srają na to ile się da.

  18. Świadomość ulega zmianom, a nic więcej dla ducha nie istnieje – jest to czysta świadomość, uświadomienie sobie. Im więcej tym lepiej – tak to dusza odczuwa.

  19. sentire – nie miałem tu na myśli żadnej pustki:>, po prostu odniosłem wrażenie iż to nie wypłyneło z Ciebie, tylko jakiś kopiuj-wklej z neta:>

  20. „W świecie duchowym istnieją świadomości które nazywamy duszami. Pływają w błogości energii, a każda dusza pragnie się rozwijać.
    Rozwój ten, o ile dobrze zrozumiałem (a raczej odczułem) to rozwijanie świadomości.
    Im jest większa, rozleglejsza, tym więcej piękna i błogości się doświadcza
    – ale nie to jest celem, a zmniejszanie dystansu do ostatecznego spełnienia,
    do świadomości absolutnej czyli tego co można nazwać Bogiem. Droga ta wiedzie poprzez zwiększanie świadomości”.
    zwiększanie świadomości
    zwiększanie świadomości
    zwiększanie świadomości
    Celowo powtarzam słowa, bo sama się przekonałam na sobie,
    że z każdym dniem `to samo` brzmi inaczej.
    To słynne wchodzenie do tej samej – nie tej samej rzeki.
    I nie jest ważne `kogo` czytam, ważne co z tego we mnie zostaje.
    Już omijam sentencje i mądrości, są jak widokówki.
    Jeszcze mi się zdarza, że stwarzam swoje pocztówki pod wpływem chociażby Tao.
    Ale wtedy nie ma w tym mojego ducha
    – ale to uzmysławia mi kontakt z drugim człowiekiem.
    Pisz Marku, coraz dojrzalej treść ubierasz w słowa.
    Wielkie brawa za wytrwałość.
    Wybrałam dla Ciebie specjalną dedykację muzyczną.
    http://www.youtube.com/watch?v=jDVUyy0ko1w&NR=1&feature=fvwp
    Serdeczności nam wszystkim.

  21. Inne spojrzenie przedstawia również
    [url=http://totalizm.pl/totalizm_pl.htm]Totalizm[/url]
    Rzecz utworzona przez naszego rodaka Jana Pająka, to zbiór wszystkiego po trochu, w „naukowym” wydaniu, niektóre rzeczy jakby ciekawe?

  22. Gość ma ciężkiego hopla na punkcie diabolicznych, okupujących ludzkość ufonautów.
    Jego paranoja rozwijała się latami, kilka lat temu przeglądałem jego teksty i już wtedy to była zaawansowana paranoja.
    Wystarczy powiedzieć że każda osoba z końską szczęką to zakamuflowany diaboliczny ufonauta.
    Jak by zsumować te wszystkie jego wskazówki to trzeba by eksterminować chyba całą ludzkość bo wszyscy okażą się ufonautami.
    A to że ludzie są kosmitami to oczywistość – wszak żyjemy w kosmosie.

  23. [url]http://mariusz.olchowik.nowyekran.pl/post/87673,papiez-benedykt-xvi-podjal-decyzje-o-rezygnacji-z-urzedu[/url]

    „Decyzja o abdykacji Ojca Świętego Benedykta XVI nie jest w historii Kościoła działaniem całkowicie bezprecedensowym. Z grona dwustu sześćdziesięciu dwóch następców świętego Piotra urząd ów złożyli: Poncjan w roku 235, Jan XVIII w roku 3827, Celestyn V w roku 1294, Grzegorz XII w roku 1415.

    W żadnym z tych przypadków nie wchodził w grę podeszły wiek bądź też zły stan zdrowia – wymienieni papieże opuszczali Tron Świętego Piotra w wyniku rozgrywek polityczno-dyscyplinarnych.

    Poncjan – na fali wściekłych prześladowań za panowania cesarza Maksymina Traka zesłany do kopalni na Sardynię obawiał się zaistnienia próżni na Stolicy Apostolskiej. Jan XVIII został zmuszony do abdykacji przez przeciwników politycznych. Grzegorz XII uznał za wiążące ustalenia soboru w Konstancji kończącego Wielką Schizmę Zachodnią.

    [b]Najbliżej sytuacji obecnej wydaje się lokować przypadek Celestyna V, który jako prosty benedyktyński mnich i pustelnik, a w dodatku syn ubogiego chłopa, nie radząc sobie z przepychem i intrygami kurii rzymskiej postanowił powrócić do dawnego życia, pragnąc – jak sam to wyraził w swoistym testamencie – pokory i czystości, nieskalanego sumienia, wobec niedostatku fizycznych sił i braku wiedzy, [size=medium]w obliczu zepsucia otaczających nas ludzi[/size] i tęsknoty za spokojem dawnego żywota.[/b]

    Czyż w oświadczeniu, jakie Benedykt XVI złożył wobec Kolegium Kardynalskiego nie brzmi podobnie?

    Rozważywszy po wielokroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność, że z powodu podeszłego wieku moje siły nie są już wystarczające, aby w sposób należyty sprawować posługę Piotrową. Jestem w pełni świadom, że ta posługa, w jej duchowej istocie powinna być spełniana nie tylko przez czyny i słowa, ale w nie mniejszym stopniu także przez cierpienie i modlitwę. Tym niemniej, aby kierować łodzią św. Piotra i głosić Ewangelię w dzisiejszym świecie, podlegającym szybkim przemianom i wzburzanym przez kwestie o wielkim znaczeniu dla życia wiary, niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi.

    Co oznaczają te straszne słowa, iż w Namiestniku Chrystusa osłabła siła ducha?”

  24. [url]http://informatorcodzienny.wordpress.com/2012/12/01/benedykt-xvi-bog-nie-zyje-jestesmy-sami/[/url]

    „informator codzienny
    Fakty, wiadomości, rzeczywistość. Bez filtra.
    Benedykt XVI: Bóg nie żyje, jesteśmy sami
    Posted on Grudzień 1, 2012

    Papież Benedykt XVI zaskoczył dziś wiernych podczas homilii papieskiej na Placu św. Piotra, gdy ogłosił, że „Bóg jest martwy” oraz że „to wszystko zupełna bzdura”.
    Dziennikarze zwrócili uwagę, że biskup Rzymu był wyraźnie wstrząśnięty i niewyspany, gdy tłumaczył gromadnie przybyłym katolikom, że „cała nasza egzystencja nie ma sensu ponad tę krótką chwilę”. Wbrew katolickiej tradycji, papież był nieogolony, a jego szaty znaczyła spora plama od sosu pomidorowego.
    – Byłem zupełnie naiwny, gdy wydawało mi się, że nad ludzkością czuwa nieskończenie dobry Bóg. Wystarczy się rozejrzeć, zobaczyć całe to cierpienie i zło. Dzieci umierające z głodu w męczarniach – dzieci! Jaki wszechmocny, dobry Stwórca mógłby na to pozwalać?
    Na placu św. Piotra zapadła grobowa cisza. Benedykt XVI trzęsącą się dłonią podnosił do ust kielich wina mszalnego i regularnie go dopełniał, kontynuując niecodzienne kazanie:
    – Jesteśmy tylko małpami, szympansami, które trochę zmądrzały i myślą, że wszystko co widzą jest dla nich. Człowiek jest jedynie reakcją chemiczną, obdarzoną chwilowym przebłyskiem świadomości. Małpa o przerośniętych ambicjach, homunkulus z węgla, siarki i tlenu! Małpa, która desperacko krzyczy „dlaczego?” i szuka przyczyn przez ten ułamek kosmicznej sekundy, zanim siły, nad którymi nie panuje zaciągną ją brutalnie do grobu, by stanęła wobec potwornego faktu wiecznej nicości.
    Papież opierał się o balkon i ignorował wiernych, spośród których niektórzy zaczęli buczeć, inni natomiast zagłuszali go skandując „Santo Subito”. Przywódca Kościoła Katolickiego tymczasem pytał, co może znaczyć zbawienie albo odpuszczenie grzechów i śmiał się gorzko.
    – Jaki grzech? Jakie zbawienie? Dryfujemy samotnie na kawałku skały pośród bezkresu wszechświata, z którego czyste prawdopodobieństwo i bezwzględna selekcja naturalna ulepiły naszą ułomną formę. Jeśli Bóg kiedykolwiek istniał, to nie żyje albo nas opuścił; jesteśmy sami i nie ma żadnych bytów poza tym, czego doświadczamy. Jeśli coś ma znaczenie, to może tylko to, jak spędzimy swój czas i co pozostawimy po sobie. A i to zniknie wobec nieubłaganego prawa entropii, gdy za kilka nikczemnych miliardów lat nasz wszechświat stanie się pusty, statyczny i martwy.
    Oburzeni katolicy opuszczali już plac, gdy papież Ratzinger, chwiejąc się, kończył homilię.
    – Idźcie i… I bądźcie dobrzy dla siebie. Macie przecież jakąś intuicję moralną, po prostu nie róbcie innym krzywdy. Mnie nie pytajcie, skąd mam wiedzieć lepiej od was?
    Episkopat Polski wydał oświadczenie prasowe, w którym podkreślił, że wypowiedź papieża nie była wygłoszona ex cathedra i w związku z tym nie jest objęta dogmatem o nieomylności. Wyraził też nadzieję, że „incydent” nie wpłynie na szacunek, którym Kościół cieszy się w polskim społeczeństwie”.

  25. To wszystko co napisałeś powyżej, jest bardzo fajne. Spójne. Tylko, mam jedno (na te chwilę) pytanie. Poco duszom to doświadczenie.Te doświadczenia. Jaki jest cel tworzenia nieskończenie wielkiej liczby światów, bytów. By co, zbierać doświadczenia i umacniać się w doskonałości? Biorąc za analogię grę komputerową o której napisałeś – grając wystarczająco długo, nauczysz się wszystkich możliwych sytuacji, reakcji przeciwników, wszystkich możliwych rzeczy, które mogą Ci się przytrafić. I co wtedy? Tu jest przewaga tego co piszesz nad pastwiskiem i łąkami, gdzie się będą pasać wybrani. Można wybrać inną grę, inne zasady.Ale tak jak w grze, tak samo w życiu, istnieje pewna skończona ilość kombinacji. Zaczynając od tych najmniej „bolesnych”, dusza żeby się rozwijać, kształcić, odczuwać, musi ciągle ewoluować w kierunku jakimś. Musi doświadczać ciągle czegoś nowego, przeżywać to, brać co jest jej potrzebne itd. Dążyć do oświecenia, przebudzenia – nie w sensie choćby deMello, lecz uniwersalnego. I co dalej? Umiera? Żeby istnieć dalej,musi nadal ewoluować. Zbierać doświadczenia. Ale zarówno dobre, jak i złe są skończone, w nieskończonym Uniwersum. Więc żeby w końcu nie zabrnąć w uliczkę zwaną „pastwiska i łąki, na których pasać się będziemy” trzeba … no właśnie. Powinna się w tym miejscu pojawić śmierć. Jako rozpłynięcie się w ostatecznej szczęśliwości. Czy to zatem jest celem ostatecznym? To jedynie droga okrężna do celu,którym są owe łąki i pastwiska. A który może daje właśnie tę szansę na przetrwanie nieskończoności – jako baranek bezmyślnie patrzący w dal, mający co jeść, pić, gdzie spać, i który nie zastanawia się już nad niczym, bo – albo ma możliwość postrzegania wszystkiego zbyt małą, lub na tyle wielką, że bardziej się już nie da.
    CZy taki sposób myślenia nie kojarzy Ci się z darwinizmem w czystej postaci? Czyli w zasadzie jedynym jaki znamy i jako tako rozumiemy ewolucjonizmem, na tyle uniwersalnym, że da się za jego pomocą wyjaśnić powstawania „bąka” w trzewiach krowy, jak również powstanie wszechświata takiego, jakim go widzimy i obserwujemy.
    Czy czasem nie przychodzi Ci na myśl, że zarówno Twoja wiara, czy jakakolwiek, jest niczym więcej jak próbą nadania sensu temu, czego tak naprawdę nie jesteśmy w stanie ani zrozumieć, ani nawet wyczuć?
    To tak na teraz.

  26. Filmik – najważniejszy sam początek:

    [url]http://www.tvn24.pl/benedykt-xvi-pokonany-przez-aparat-za-bardzo-nasycony-wladza,305816,s.html[/url]

    Jeśli gdzieś szukać znaków to w dziwnych, nieprawdopodobnych wręcz przypadkach.
    I tak było wczoraj, godzinę po ogłoszeniu abdykacji papieża w bazylikę watykańską uderzył potężny grom z nieba.
    I tu pojawia się zadziwiająca zbieżność bo poprzednie uderzenie pioruna w bazylikę, o którym bardzo dużo mówiono, miało miejsce w 1854 r. podczas ogłaszania dogmatu o niepokalanym poczęciu Marii „panny”.
    Koło się zamknęło a sama Opatrzność dała znak co jest przyczyną nadciągającego upadku kk.
    kk wrabiając ludzkość w pokalane poczęcie uczynił niewyobrażalne zło dziesiątkom miliardów ludzi a nie tylko temu jednemu, najmniejszemu.

    „[b]Co uczyniłeś temu najmniejszemu to mi uczyniłeś[/b]”.

  27. Nie wiem. Mogę się domyślać, ale rozkminianie takich spraw ograniczonym mózgiem, może być bezsensowne. Ja to w jakimś stopniu odczuwam, ale opisać to jest ciężko. Natomiast dlaczego tak jest, po co są dusze, nie mam pojęcia.

    Oczywiście, możliwe że mój umysł robi mnie w huja; a bo to raz tak uczynił? 🙂

  28. Wiesz, myślę że to bełkot – ale nie do końca. Możliwe że jakiś astral robi go w konia, a także to że w dziwny sposób przedstawia to, co dzieje się w sferze duchowej. Bo że jesteśmy hodowlą dla innych, nie powinno nikogo dziwić skoro my sami hodujemy czujące zwierzęta na jedzenie. Pytanie tylko czy okupant jest materialny czy tylko jest bytem duchowym.

  29. Ciekawe to. Jednak też nie do końca to pojmuję. Zauważyłam, że opisy pojazdów używanych przez „UFO” zbiegają się z rozwojem ziemskich technologii. Na stronie Fundacji Nautilus można było przeczytać relację człowieka z Pomorza, uprowadzonego kilkadziesiąt lat temu przez UFO. Opisywał on ich środek transportu jako kwadratową budkę!!! heheh! Jednak jakieś 10 lat temu dane mi było zobaczyć ich pojazd na własne oczy, chociaż miałam wrażenie, że oni bardziej chcieli żebym to ja ich zobaczyła, niż to było moim zamysłem, ponieważ w takie rzeczy nie wierzyłam i nie interesowałam się tym. Paląc na balkonie papierosa, pamiętam, że miałam spuszczony wzrok, aż do momentu kiedy poczułam że coś tak błyska mi po oczach, chcąc żebym spojrzała. W jednej chwili zamarłam. Patrzę i kurwa nie wierzę. Nawet nie chciałam myśleć, że to jest to, o czym myślę. Pierwsze co mi przyszło na myśl to telepatia i teleportacja, i akurat na dole szło dwóch kolegów, chciałam im powiedzieć żeby to zobaczyli i nawet nie zdążyłam, bo to coś wyłączyło te lampy. Kiedy zwierzyłam się „rodzince”, zaczęli powątpiewać w moją historyjkę do czasu, kiedy okazało się, że zostawili kręgi w zbożu i tak oto tylko relacja w lokalnej TV potwierdziła moje fantazje. Miejscowa radiestetka, przybywszy na miejsce zdarzenia, stweirdziła że nie są to energie ziemskie. I co tu myśleć? Kolejne wampiry?

  30. Właśnie odszukałam „krąg”, jaki pozostawili i miał on postać krzyża celtyckiego. Czy to nie dziwne, że właśnie w Polsce?

  31. Jako ziemski, techniczny kosmita interesuje mnie czy rzeczywiście powstanie napęd magnetyczny, za około 25 lat.
    Już przed laty układano o tym piosenki ( 2:15 ):
    [url]http://www.youtube.com/watch?v=Ne3q1s1fJrI[/url]
    Wypada poczekać i się samemu przekonać.

  32. po takich opisach co się dzieje we współczesnym świecie, to teoria wahadeł w książce o transferingu Vadima Zelanda staje się być podstawą do przeżycia dla ludzi. Po co walczyć z takimi wahadłami co stwarzają takie rzeczy?? Rzeczywiście duża mądrość życiowa płynie z książki Transfering. Dziękuje Mistrzu że tutaj zareklamowałeś tą książkę w komciach.

  33. Pan, panie Marek kolejny raz buja w obłokach. Pismo wyraźnie mówi, że jedynym przewodnikiem dla człowieka jest Pan Bóg działający poprzez inspirowanie Duchem Świętym Z Trójcy Jedynej.
    Przegrywasz pan swoje życie każdym wpisem.

  34. Ej marek, jak sądzisz, psychopaci mają duszę czy nie?
    Niektórzy sądzą że to „twary”, istoty wyglądające jak ludzie ale wcale nimi nie będące. Demony?
    Inny mówią że to właśnie biologiczne maszyny, bez duszy.
    A może po prostu zwykli kalecy ludzie?

  35. Pierwotnie to był symbol solarny, potem zawłaszczył go kościół, a całkiem niedawno kretyni nacjonalistyczni.
    Jeśli ufo do czegoś nawiązuje to do symbolu solarnego.
    Zadziwiające że czas mierzą w wybuchach słonecznych.

  36. Opisy zbiegają się ze stanem ludzkiej świadomości.

    To pozwala stawiać tezę że to tylko ułuda, imaginacja, projekcja podświadomości bazującej na tym co znane + pewna kreacja wyobraźni.

    To fakt bardzo charakterystyczny w przypadku ufo.
    Ale on nie tłumaczy wszystkiego.
    Siła nawyków, widzenie tego co się chce widzieć – prymitywny umysł zobaczy latająca stodołę choćby widział spodek.
    Są średniowieczne obrazy, także kościelne, z ewidentnymi ufo w tle.
    Kreatywny twórca a może obiektywny, światły obserwator ?
    Są megality w kształcie kręgu, wiele innych materialnych artefaktów.

    Kwestia ściśle związana z psychologią – napotykając nieznane odruchowo kojarzymy je z tym co znamy, co tkwi w świadomości, podświadomości.

    [b]Problem fundamentalny, jak zwykle, to problem prawidłowej interpretacji.[/b]

    Bez światłego, krytycznego umysłu ZAWSZE DOSTRZEŻEMY „LATAJĄCĄ STODOŁĘ”.

  37. Donald, moim skromnym zdaniem nawet premier ma duszę, ale pewności nie ma, zerknij w lewy dolny róg lustra w łazience 12min po północy przy lekkiej poświacie żarówki o mocy 30w, konieszna uprzednio uraczyć się trzema dokładnie wymierzonymi miarkami krupniczka z biedronki. Nie dziekuj;d

  38. Czas astronomiczny wyliczony na podstawie szerokości geograficznej czy urzędowy dla tej strefy czasowej?
    Jakiej wielkości dawki krupnika?
    Po za tym mam okrągłe lustro!

  39. hmm;d 3×100 według zapisków mojej babci, wierzysz w stare ludowe bajania?, a lustrem się nie przejmuj:>
    zz – Twoje komentarze to po części zwykłe piepszenie a po części trafiasz w sedno;p, to jak oddzielanie ziarna od plew lol, w dodatku robisz to celowo;p

  40. [quote]Zadziwiające że czas mierzą w wybuchach słonecznych.[/quote]

    A tak naprawdę to potomkowie Celtów, którzy w obawie przed datą 12.12.12r. p.n.e. ewakuowali się na Pas Oriona. Ponieważ nocą naciągają szlafmyca na oczy są dopiero przed narodzinami Chrystusa i chcieli ostrzec przed profanacją ich krzyża, w tym celu ten sam znak zostawili nawet pod Berlinem. (A może mysleli że ONI to ON). To wszystko potwierdzili naukowcy z NASA, stwierdzając że przylecieli zaptytać o godzinę z uwagi na brak zasięgu:P

    Roberto, mam wrażenie że osobiście z nimi rozmawiałeś.

  41. Bejbi twoja bajka jest niedorzeczna, zresztą chodziło o 21.12.12
    Powiem ci lepszą.

    Stach i Mona z Księżyca

    Piszę ten pamiętnik bez nadziei że ktokolwiek go przeczyta. Zadziwiające koleje losu, historie z teatru absurdu, rzeczy które nie przyśniłyby się nawet sławetnemu Juliuszowi sprawiły, że jako robotnik przymusowy w hitlerowskiej kopalni znalazłem się wśród straceńców odkopujących uwięziony w pokładzie węgla starożytny artefakt. Artefakt który niebawem miał stać się moim domem, schronem i ostoją.
    To on przeniósł mnie setki tysięcy lat w przeszłość, w czasy gdy ludzkość była dumną, szlachetną rasą eksplorującą całą Drogę Mleczną.
    Miałem tedy sposobność wziąć udział w jedynym w swoim rodzaju przedsięwzięciu w całej historii człowieka.
    Zwiad temporalny, dla starożytnych rzecz oczywista, dostarczył starożytnym alarmującą wiadomość.
    Najwyraźniej komuś we wszechświecie nie podobała się pokojowa ludzka cywilizacja.
    A być może nie spodobało się to co będzie na Ziemi w odległej przyszłości.
    Czas naglił, zagrożenie było ekstremalne, ktoś, jakiś kosmiczny obłąkany potwór, drogą temporalnej manipulacji postanowił unicestwić Ziemię, a przynajmniej wyeliminować z niej życie zmieniając bieg dziejów ponad miliard lat wcześniej.
    Uczynić miała to wielka kometa, której orbitę na tyle zmodyfikowano by uderzyła w Ziemię.
    Było niewiele czasu na reakcję bo jeśli doszłoby do tego kataklizmu to linia człowieka i przyrody na Ziemi zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
    Planów i pomysłów było wiele, wielkość i prędkość obiektu, jego struktura, temporalna dylatacja przed czasu sprawiały, że brakowało narzędzi do ocalenia życia. Użycie jakiejkolwiek eksplozji nie wchodziło w grę.
    I to w ten ów czas dramatycznej burzy mózgów cywilizacji sześciopalczastych protoplastów homo sapiens, będących swoistą jednością telepatów, wpadłem swoim rydwanem niczym śliwka w kompot.
    Ja tryglodyta z XIX wieku – Stach Wokulski.
    To co było siłą tej cywilizacji było też jej słabością, brakowało świeżych pomysłów a czas przerażająco naglił.
    Tylko jedno oko mnie dojrzało a już wszyscy o mnie wiedzieli, wiedzieli też coś więcej.
    Wiedzieli że rozwiązanie tkwi we mnie.
    Choć ja czułem się kompletnie bezradny.
    Błyskawicznie przeniesiono mnie przed oblicze najwyższej rady, czułem się taki mały, zagubiony i bezradny.
    I widziałem przed sobą setki wzruszonych, emanujących niewyobrażalną dobrocią, czułością i mądrością nadludzi, którzy wpatrywali się we mnie jak w zbawcę.
    Cóż tedy mogłem rzec ?
    Wyrzuciłem tedy z siebie odruchowo pierwszą najprostszą myśl jaka pojawiła się w mojej skołatanej głowie.
    – Użyjmy Księżyca jako tarczy !
    Rzecz zadziwiająca bo coraz wyraźniej czułem ich myśli, pojmowałem ich wiedzę, i w tym momencie zdałem sobie sprawę, że razem odkryliśmy rozwiązanie.
    Narzędzia były w zasięgu ręki, flota gwiazdolotów zdolnych do podróży w czasie czekała na rozkaz, grawitacyjne hole gotowe, załoga skompletowana, w tym ja.
    Trzeba było całych stuleci wytężonej pracy największej floty Drogi Mlecznej by zmienić orbitę Księżyca.
    Trzeba było cofnąć się w czasie o ponad miliard lat by uprzedzić cios, który dzięki nam sprawił, że Księżyc ozdobił największy krater w kładzie Słonecznym.

  42. cóż, może i robi Cię w coś, a może sam siebie w coś robisz?
    Zadam drugie pytanie. Pewnikiem mocno ludzkie, z ludzkiego punktu widzenia, jednak mimo wszystko.
    dusz szukają doświadczeń. Samodoskonalą się. Wybierają sobie jakieś zadanie na dane życie i sobie je realizują. Coś, co mają przeżyć.
    NIe ma problemu, jeśli jakieś zadanie wymaga zaangażowania jednej duszy. Gorzej, gdy wymaga więcej. I tak, zgodnie z tą logiką, osoba pragnąca miłości, będzie szukała tzw. drugiej połówki. A co, jeśli dusza założy sobie doświadczenia które wymagają zaangażowania milionów? Czy te dusze się dogadują ze sobą? Umawiają, że na te etap Ty jesteś np. przywódcą, a my Twoimi ofiarami. Albo poddanymi. Tylko to rodzi kolejny kłopot – przywódców lub zbrodniarzy, w odpowiedniej skali oczywiście nie może być dużo. A to rodzi pytanie – czy dusze mają różne pragnienia lub drogi samorealizacji? Może imają. Ale czy to by nie sugerowało, że owe dusze mają dość mocno „ludzką” naturę? I kolejny problem – dusza może się wcielać w co zechce.Tak gdzieś czytałem. Więc może się wcielać i w klawiaturę komputera, z którego piszę, w ptaszka który nafajda mi na kurtkę, albo w coś innego. To jest w miarę logiczne. Ale wyjaśnienia wymaga stan równowagi – gdy otoczenie osiąga taki właśnie stan, trwający bardzo długi okres, w którym wszystko dzieje się w określonym cyklu. NIezmiennie. Harmonijnie. Zakłócenia przychodzą do takiego układu jedynie z zewnątrz – a to meteoryt spadnie, a to pożar się jakiś zrobi. Ale i to w dłuższej perspektywie jest stanem ustalonym. Poco są w przyrodzie takie stany? Darwinim to tłumaczy. A reinkarnacja? Odradzać się ciągle i ciągle w obrębie tego samego. Może są jakieś małe dusz, które tak startują. Tylko wtedy sensownym byłoby, aby jeden świat był jakiś, a inny inny. To dawałoby owym duszom możliwość realizowania się w dowolnej materii i scenerii. Zbierania dowolnych doświadczeń. A ewolucja układu wprowadza chaos w cały zbiór układów. Może się przecież zdarzyć, że wiele układów wyewoluuje w jakimś kierunku, a w jakimś innym nie wyewoluuje żaden nie dając bidulce szansy na przerobienie jakichś tam doświadczeń.
    No, chyba że nie istnieje nieskończona ilość światów gdzie owe duszyczki doświadczają, a ilość tych światów jest skończona, lub jeśli jest nieskończona, to pewien zbiór dusz musi być przypisany do jakiegoś zboru światów. Lub może przechodzić ze zbioru do zbioru, jednak przy założeniu, że w takim wypadku z owego zbioru, do którego taka duszyczka przechodzi inna duszyczka przechodziła by do zbioru z którego ona wychodzi 🙄
    To zapewniłoby ciągły przepływ dusz i zapełnienie nimi wszystkich światów. A tak z ciekawości, czy są jakieś obiekty bez dusz? Zwierzęta, rośliny, alboco?
    Może to i bardzo ludzki punkt widzenia, ale myślę że jakoś tam logicznie poukładany.
    Czy zatem reinkarnowanie się ma sens? Czy takie pojęcie ma sens?
    Pisałeś o ego. Może owo ego ma z tym coś wspólnego?
    I jeszcze na dzisiaj:
    [quote=Mistrz] ale rozkminianie takich spraw ograniczonym mózgiem, może być bezsensowne. [/quote]
    No ja się zapytuję Marku szanowny – jeśli owo zdanie ma sens, to co możesz mózgiem rozkminiać, a czego nie możesz? Przecierz mózg może Cię prowadzić zarówno do rozwiązań, jak i na manowce (co często czyni, nieprawdaż?), lecz skąd możemy wiedzieć, że dane wnioski są lub nie są prawdziwe. Tu pojawia się pojęcie „wiara”. Zgadza się? WIara żeby istniała, musi być budowana na niepewności. Zatem dlaczego mózgiem wybierasz to, w co wierzysz, a odrzucasz inne rzeczy, w które nie wierzysz? Czym się kierujesz? Czy nie przypadkiem swoim własnym arbitralnie pojętym dobrem np. ?

  43. Nie mam pojęcia, nie chcę nawet w to tak wnikać – zakładam pewną teorię, jeśli uświadomię sobie coś innego, zmienię teorię, i tyle.

  44. Oczywiście Jacku, to bardzo mądre książki. Warto wiedzieć że nawet wkurzając się czytając coś, wchodzi się w oddziaływanie wahadła. Poczytaj także DEIR Wereszczygina który znacznie mocniej tłumaczy wahadła (nazywa jest tworami i meduzami).

  45. Donuś, wiem że czegoś im brak. Czy brak duszy, czy może dusza jest po prostu kompletnie oślepiona – nie wiem. Raczej myślę że dusza jest jakby oślepiona, nastawiona niezwykle silnie na takie właśnie przeżycia. Do tanga trzeba dwojga, a doświadczenia dualności kata i ofiary. A to że są kalecy, i mają inaczej działający mózg, już udowodniono. Grandą jest że takie badania nie są robione politykom.

  46. Co za stek bzdur. Pewnie uważasz, że pisząc te wszystkie rzeczy tutaj, rzeczy które uważasz za nienamacalne, o których tak racjonalnie rozprawiasz zostaną połknięte przez boguduchawinną publiczność. Ani jedno ani drugie. Światy, wymiary, gęstości, galaktyki – kurwa, puknij się w głowę. Przestań ludziom wciskać te głupoty. Co z tego, że ktoś to łyknie i będzie mógł się poczuć dobrze – bo w końcu wie jak ulżyć i sobie i duszy. Rozbudzi tylko wyobraźnię a ta nie sięga dalej niż umysł. Pozachwyca się iluzją do momentu kiedy rozpadnie się przy pierwszej lepszej konfrontacji z rzeczywistością. Dusza to jak najbardziej obiektywny czynnik a tymi bzdurami tworzysz jej imaginację. Przyjrzyj się z dystansu temu co piszesz Dziecko uśmiałoby się. Piszesz, że doświadczałeś jakiś stanów – a ja Ci powtarzam że to wyobraźnia. Co do KK zgadzam się, zawłaszczyli sobie część natury ludzkiej i nie łatwo będzie się od nich uwolnić, co do drugiej sprawy – zrewiduj swoje poglądy a ludziom czytającym te arty wskaż źródło. Swoją drogą czasami mam wrażenie, że piszesz niektóre arty pod kogoś.

  47. Oczywiście, akceptuję że masz własne zdanie na ten temat. Miej je, bo niby dlaczego nie? ja jednak mam własne. Ty mi powtarzasz, ale masz jakieś dowody oprócz własnych wyobrażeń? pozwól więc mi mieć moje własne wyobrażenia. A swoje możesz przecież głosić, wystarczy założyć stronę internetową i pstryk – wszyscy poznają Twoją prawdę. I nie piszesz nic odkrywczego – pisałem wielokrotnie że mogę się mylić, mogę być poddany oszustwu własnego umysłu, i nie byłby to pierwszy raz.

  48. ok, tylko nie obraź się.(: Chodzi mi o to, że pisząc takie rzeczy nie posuwasz niczego naprzód. Od dawien dawna ludzi mamiono zbawieniem. Spójrz na to z tej strony. W chwili obecnej (i tu mogą pojawić się nieporozumienia) nauka – szczególnie jedna jej odmiana zbliżyła się w sposób niewiarygodny do zagadnienia duszy. Żeby możliwy zakres nieporozumienia ograniczyć, powiem że to nauka empiryczna. Z Twoją znajomością niektórych zagadnień, specyficznym podejściem do ludzi mógłbyś dla nich zrobić więcej niż tylko karmić ich iluzją. Nie twierdzę, że wszystko co piszesz jest bezwartościowe, przeciwnie – niewielka część tego wynika chyba z ignorancji. To o co mi chodzi w tym felietonie to kwestia wyobraźni i naiwności. Oczywiście tylko zakładam, że chodzi o naiwność. Pozdrawiam

  49. Moim zdaniem nie istnieje coś takiego jak ostateczne oświecenie. Życie to ciągły rozwój i jest coś ponad umysł i duszę. Jak osiągniemy oświecenie w tej materii to wytwarza się coś powyżej czego teraz nie dostrzegamy.

  50. Z czym się zgadzasz w 99%? Jak dla mnie 34 to bardzo smutny i nieszczęśliwy człowiek tworzący sobie okrutną wizję świata, w którym nie ma miejsca na miłość przez co sam nigdy tej miłości nie doświadczy.

  51. Ale generalnie wraz ze wzrostem świadomości większości ludzi na tej planecie wzrośnie tutaj jakaś ogólna energia. Np w USA prawo przyciągania działa lepiej niż w Polsce to i Ziemia ma jakieś swoje ogólne prawa, które mogą się zmienić.

  52. Wobec Duszy są ekstremalne postawy. Osoby o duszy młodej mówią, że fabulujesz.
    Osoby o starych Duszach powiedzą razem z Tobą „Duszo daj żyć”, ponieważ podobnie przeżywają mniejszą lub większą gehennę pytań o życie codzienne – jak żyć, jak Dusza stara i jej się nie chce dalej żyć w codzienności [tak intensywnie jak młode dusze chcą i potrafią].

  53. AK, dusza jest wieczna, pytanie o życie nie jest gehenną. To co nazywasz „Duszą” to jak mniemam Twój wiek.

  54. [quote] myślcie samodzielnie, a odpowiedzi są w was. Szukanie jej u innych, to odrzucenie własnej duszy, czyli najlepszej możliwej dla was informacji. Szukajta a znajdzieta.[/quote]

    żartobliwie napisał bym:

    [quote]Lech słuchał tylko Jarka, Jarek nikogo!
    [/quote]

    a poważnie:

    „Bądź swoim Idolem”

Dodaj komentarz

Top